We wniosku w sprawie zniesienia limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe, z którym zapoznał się DGP, Andrzej Duda krytykuje nie tylko tryb prac nad ustawą, ale przytacza też zarzuty merytoryczne. Do tej pory znany był jedynie komunikat w tej sprawie.
Zły tryb prac nad ustawą
Reklama
Jak podkreśla konstytucjonalista dr hab. Ryszard Piotrowski, z uzasadnienia wniosku wynika, że prezydent kwestionuje tryb prac nad ustawą w całości. – To znaczy, że wszystkie przepisy ustawy są przez prezydenta uważane za niezgodne z konstytucją – zauważa Piotrowski. Jak można przeczytać w dokumencie, wejście w życie ustawy może doprowadzić do wzmocnienia pozycji umów cywilnoprawnych, a „skutki ustawy mogą być odwrotne od zamierzonych”.

Reklama
O co chodzi? Ekonomiści nazywają to arbitrażem na rynku pracy. To sytuacja, gdy ktoś zamiast pracować na etacie, zakłada działalność gospodarczą i świadczy usługi wobec firmy, w której mógłby być zatrudniony. Pracując na etacie, trzeba odprowadzać pełen ZUS (19,2 proc. podstawy wymiaru). Na działalności płaci się ryczałtem, który (łącznie z innymi składkami) wynosi niespełna 1200 zł (a nawet mniej przez pierwsze dwa lata działalności).
A na osoby dużo zarabiające presję mogą wywierać pracodawcy, dla których oskładkowanie całości rocznych dochodów pracowników oznacza wyższe koszty. Koszty zatrudnienia nadal stanowią istotny czynnik dla firm. Mimo dobrej sytuacji na rynku pracy liczba umów-zleceń, od których odprowadzane są składki ZUS, w 2017 r. spadła zaledwie o 1 proc. w porównaniu z 2016 r. Stosowanie umów-zleceń nadal się opłaca, bo są one ozusowane jedynie do wysokości najniższej pensji.
Przybywa „liniowców”
Ucieczka w samozatrudnienie po zniesieniu 30-krotności jest tym bardziej prawdopodobna, że najlepiej zarabiający nie tylko uniknęliby wysokich składek, ale też prowadząc działalność gospodarczą, mogliby skorzystać z innej preferencji. Chodzi o liniowy podatek dochodowy w wysokości 19 proc. O ile liczba „zamożnych etatowców” jest mniej więcej stała i oscyluje wokół 350 tys. osób rocznie, o tyle „liniowców” na działalności nieustannie przybywa. W 2016 r. były ich już 534 tys. w porównaniu do 502 tys. w 2015 r. Z danych z izb skarbowych wynika, że ponad 80 proc. osób, które uzyskały w 2016 r. dochód w wysokości ponad 1 mln zł, rozlicza się z fiskusem poprzez liniowy PIT.
Stąd w uzasadnieniu prezydenckiego wniosku możemy przeczytać, że „ustawa przez podniesienie kosztów zatrudnienia na podstawie umów o pracę prowadzi de facto do wzmocnienia pozycji cywilnoprawnych form współpracy. Będzie ona bezpośrednim bodźcem do przejścia wielu pracowników na samozatrudnienie”. Według autorów wniosku może to doprowadzić wręcz do obniżki wpływów z tytułu składek.
Brak konsultacji
Zasadniczy zarzut dotyczy złamania ustaw o związkach zawodowych, pracodawcach i Radzie Dialogu Społecznego. Jak argumentuje prezydent Duda, akt prawny o takich konsekwencjach powinien być konsultowany tak, jak nakazuje prawo. A tak nie było. Zdaniem prezydenta uchybienia można by usprawiedliwić, gdyby przemawiały za nimi ważne względy budżetowe, ale z faktu, że w Senacie przegłosowano przesunięcie o rok wejścia w życie ustawy, wynika, iż takich powodów nie było. Prezydent wnosi o uznanie ustawy za niezgodną z zapisami konstytucji dotyczącymi zasad państwa prawa, działalności związkowej i ustroju gospodarczego.
– Trybunał, oceniając zgodność aktu z konstytucją, bierze pod uwagę tryb jego przyjęcia. Jeśli ustawa wymaga konsultacji, a tego nie dochowano, to naruszono wymagania dotyczące stanowienia prawa i wobec tego TK może uznać taką ustawę w całości za niezgodną z konstytucją – podkreśla dr hab. Piotrowski. Jak wynika z naszych informacji, resort rodziny, pracy i polityki społecznej, który odpowiadał w rządzie za projekt, na razie nie zapoznał się z wnioskiem.