W większości dużych krajów UE oraz w Stanach Zjednoczonych funkcjonują górne limity składek emerytalnych i rentowych.
Na najbliższym posiedzeniu Senat zajmie się rządowym projektem nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw. Znosi on limit zarobków, powyżej którego dotychczas nie były odprowadzane wpłaty do ZUS na ubezpieczenia emerytalne i rentowe (tzw. zasada trzydziestokrotności). Oznacza to, że po wejściu w życie nowych przepisów całe wynagrodzenie będzie podstawą naliczania składek, jak również ustalania wysokości przyszłej emerytury.
Reklama

Reklama
Nie tylko Polska
Eksperci przekonują, że obecne ograniczenie podstawy wymiaru składek emerytalnych i rentowych nie jest wyłącznie polską specyfiką. Takie progi funkcjonują w większości wysoko rozwiniętych krajów.
– W wielu tego typu gospodarkach przyjęto zasadę, że funkcją systemu emerytalnego nie jest zapewnianie życia na bardzo wysokim poziomie. Dlatego wprowadza się limit, po przekroczeniu którego przestaje się pobierać składki. Natomiast cel społeczny, jakim jest redystrybucja dochodów, osiągany jest za pośrednictwem systemu podatkowego – wyjaśnia Łukasz Kozłowski z Pracodawców RP.
Nie oznacza to jednak, że rozwiązania w tym zakresie są wszędzie takie same. – Każdy kraj ma swoją specyfikę. W niektórych państwach różnicuje się np. górne ograniczenia podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne w zależności od tego, czy chodzi o pracodawcę czy pracownika. Tak dzieje się w Holandii, gdzie ten limit jest wyższy w przypadku składek płaconych przez pracodawcę. W Szwecji ograniczenia dotyczą natomiast wyłącznie pracowników – wyjaśnia Kozłowski.
Podstawową różnicą są jednak kwoty ustalonych progów. – W USA w 2016 r. funkcjonował limit sięgający ok. 120 tys. dol. rocznie, w Niemczech 74 400 euro rocznie, we Francji 38 616 euro, we Włoszech 100 324 euro, w Hiszpanii – 43 704 euro – podkreśla Kozłowski. W Polsce w 2016 r. wspomniany próg wynosił ok. 121 650 zł w skali roku (obecnie 127 890 zł). Jest on zatem niższy od obowiązującego w krajach zachodnich, a nawet w niektórych państwach naszego regionu (np. limit na Słowacji w 2016 r. wynosił 51 480 euro rocznie). Wynika to przede wszystkim z poziomu zarobków w Polsce, które są znacząco niższe od tych osiąganych w krajach zachodnioeuropejskich.
Warto jednocześnie wskazać, że w niektórych pańtwach wspomniane progi nie funkcjonują. Należą do nich np. Belgia, Węgry, Norwegia czy Irlandia.
Mocna krytyka
Ograniczanie podstawy wymiaru składek emerytalnych i rentowych w innych wysoko rozwiniętych państwach to istotny argument przeciwników projektu likwidującego zasadę trzydziestokrotności. Marcin Zieleniecki, wiceminister pracy, który pilotuje projekt, wskazywał korzyści dla ZUS wynikające z nowych rozwiązań. Według szacunków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, na skutek zmiany prawa do sektora finansów publicznych w 2018 r. wpłynęłoby ok. 5,4 mld zł. O tyle powiększą się bowiem składki płacone przez pracowników na spółkę z pracodawcami. To budzi oczywiście sprzeciw organizacji zatrudnionych i zatrudniających. Krytykują tempo, sposób procedowania projektu oraz zawarte w nim regulacje. Zwracają uwagę na kwestię zwiększenia kosztów zatrudnienia dla firm, pogorszenia sytuacji najbardziej kreatywnej grupy pracowników (a więc też najlepiej zarabiających) oraz wzrostu przyszłych wypłat dla grupy społecznej, która najdłużej korzysta ze świadczeń.
Jednak pomimo fali krytyki projekt jest procedowany w ekspresowym tempie. Wydaje się, że jedyne ewentualne odstępstwo od pierwotnych założeń może polegać na wydłużeniu vacatio legis. Oznacza to, że ustawa nie zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2018 r.
Etap legislacyjny
Ustawa w Senacie