Świadczenie 500+ jest podstawą rządowej polityki wsparcia dla dzieci. Jednak w dominującej narracji są to pieniądze na rodzinę. Środki otrzymują opiekunowie, więc trudno dociec, jaka część pieniędzy jest przeznaczana na dzieci.
Wydaje się, że optymalne byłoby, aby polityka społeczna opierała się na całym wachlarzu rozwiązań – rozwijaniu instytucji opiekuńczych, wpływaniu na rynek pracy, obdarzaniu obywateli świadczeniami pieniężnymi. Polityka społeczna to sztuka wyboru, tym bardziej w kraju, w którym na razie nie ma przyzwolenia na znaczne podniesienie podatków. Jeżeli tak, to najpierw należy wdrażać rozwiązania najbardziej priorytetowe.
Reklama

Reklama
Opieka instytucjonalna
Jeżeli celem programu „Rodzina 500 plus” miała być poprawa sytuacji dzieci, to lepszym rozwiązaniem byłoby przeznaczenie środków nie na wypłaty dla opiekunów, lecz na rozwinięcie nieodpłatnej opieki żłobkowej i przedszkolnej oraz zapewnienie pełnowartościowych posiłków w szkołach. Wtedy wszystkie środki byłyby przeznaczone na dzieci, a zarazem opiekunowie byliby odciążeni od znacznej części obowiązków i związanych z nimi kosztów.
Powszechny dostęp do opieki żłobkowej i przedszkolnej stanowiłby czynnik egalitaryzujący, miałby również pozytywny wpływ na rozwój emocjonalny i socjalizację dzieci. Równie ważne są oczywiście posiłki w szkołach, jak też opieka dentystyczna czy psychologiczna. Tego typu rozwiązania cieszyłyby się powszechnym poparciem, bo korzystałyby z nich wszystkie rodziny, niezależnie od dochodu. I dla wszystkich opiekunów stanowiłyby one ważny czynnik pozwalający godzić funkcje zawodowe i rodzinne.
Dane wskazują też na związek między powszechnością instytucjonalnej opieki nad dziećmi a wskaźnikiem aktywności zawodowej kobiet. W Polsce, niestety, liczba żłobków należy do najniższych w Unii Europejskiej, a różnica między aktywnością zawodową oraz zatrudnieniem kobiet i mężczyzn należy do najwyższych. Upowszechnienie opieki instytucjonalnej jest istotniejsze od wsparcia finansowego, tym bardziej że opłaty w żłobkach niepublicznych znacznie przekraczają 500 zł miesięcznie. Dostępność żłobków i przedszkoli jest też skorelowana ze wskaźnikami dzietności – najwyższe spośród krajów UE są w Szwecji i we Francji, które mają rozbudowane różne formy opieki instytucjonalnej nad dziećmi.
Minimalny dochód gwarantowany
Jednym z kluczowych zadań państwa jest walka z ubóstwem. Program 500+ przywołuje się jako skuteczny instrument na tym obszarze, ale w stosunku do założonych celów jest on bardzo drogi, a ponadto nie obejmuje dużej części osób ubogich, w tym szczególnie rencistów i bezrobotnych. Według różnych szacunków znacznie ograniczy on skalę ubóstwa wśród rodzin wielodzietnych. Jeśli jednak celem rozwiązań rządowych miało być ograniczenie ubóstwa, to świadczenie 500+ nie jest dobrym instrumentem jego realizacji. Przy tak określonym celu mają rację eksperci wskazujący, że świadczenia nie otrzymują dziesiątki tysięcy kobiet samotnie wychowujących dziecko, które nieznacznie przekroczyły niskie kryterium dochodowe, a pieniądze dostają bogaci opiekunowie co najmniej dwójki dzieci.
Najbardziej spójnym i najtańszym programem ograniczenia bezwzględnego ubóstwa byłoby wprowadzenie minimalnego dochodu gwarantowanego, to znaczy uzupełniania przez państwo dochodów do pewnej granicy ustalonej jako próg ubóstwa. Bieda i wykluczenie społeczne to zjawiska wielowymiarowe, ale w dyskusjach wokół potencjalnych skutków programu „Rodzina 500 plus” często się mówi o ograniczeniu odsetka osób żyjących poniżej minimum egzystencji. Obecnie wynosi ono 440–555 zł na osobę w zależności od typu gospodarstwa domowego. Według danych GUS osobie żyjącej poniżej tej granicy średnio brakuje ok. 100 zł miesięcznie, aby ją przekroczyć. W ubiegłym roku 2,5 mln osób żyło poniżej minimum egzystencji, co oznacza, że koszt tak pojmowanego minimalnego dochodu gwarantowanego wyniósłby ok. 3 mld zł.
Wyrównanie dochodu do poziomu bezwzględnej biedy to relatywnie niskie wsparcie, więc warto byłoby najuboższym wypłacać świadczenie o wysokości nie 100 zł, lecz średnio przynajmniej 300 zł miesięcznie, czyli do poziomu o 200 zł wyższego od granicy ubóstwa. Jednocześnie należy wprowadzić mechanizm złotówka za złotówkę, aby przekroczenie granicy ubóstwa nie skutkowało utratą całego świadczenia. Koszty tak zdefiniowanego programu wzrosłyby z 3 mld do ponad 10 mld zł, ale jego wpływ na ograniczenie ubóstwa byłby olbrzymi. Program 500 plus w 2018 r. ma kosztować aż 24 mld zł, a wpływa on na ograniczenie biedy wyłącznie w rodzinach z dziećmi. Minimalny dochód gwarantowany ograniczyłby skalę ubóstwa w całym społeczeństwie.
300+ na konta nastolatków i studentów
Pieniądze w ramach świadczenia „Rodzina 500+” państwo przekazuje opiekunom, bo dzieci nie są samodzielne finansowo, a zgodnie z konstytucją osób do 16. roku życia nie wolno zatrudniać przy stałej pracy zarobkowej. Mimo to młodzi ludzie w wieku 15–16 lat mają już często życie towarzyskie i emocjonalne niezależne od opiekunów i chcą prowadzić bardziej samodzielny tryb życia.
W Polsce wchodzenie w świat dorosłości dokonuje się jednak znacznie później. Nie dlatego, że młodzi ludzie są przywiązani do życia z rodzicami, lecz z przyczyn materialnych. Licealiści, a potem studenci nie posiadają własnych źródeł dochodu, nie mają dostępu do mieszkań i w konsekwencji są skazani na życie z rodzicami. Polska należy do krajów UE, w których młodzi ludzie najpóźniej wyprowadzają się z domu – z danych Eurostatu sprzed 4 lat wynika, że średnio Polacy i Polki opuszczali rodzinny dom dopiero w wieku 28 lat. Średnia unijna wynosiła około 26 lat, a w Szwecji młodzi ludzie wyprowadzali się od rodziców w wieku poniżej 20 lat.
W tym kontekście wydaje się, że państwo powinno podjąć działania, aby młodzi ludzie mogli wcześniej zyskać samodzielność. W kontekście dyskusji nad świadczeniami pieniężnymi oznaczałoby to, że od 16. roku życia młodzi ludzie otrzymywaliby środki na własne konto, a nie na konto swoich opiekunów. Sprzyjałoby to ich samodzielności i dawało możliwość szybszego uniezależnienia się od rodziców. Warto też rozważyć przedłużenie wypłacania środków pieniężnych dla młodych ludzi na okres studiów. Większość studentów jest zatrudnionych w ramach niskopłatnych umów cywilnoprawnych, niektórzy pracują w ramach bezpłatnych staży. Dodatkowe środki ułatwiłyby im uniezależnienie się od opiekunów i stopniowe wchodzenie na rynek pracy bez konieczności łączenia studiów z pracą w pełnym wymiarze.
W Polsce jest ok. 1,4 mln studentów, a osób w wieku 16–18 lat ok. 1,1 mln – razem to 2,5 mln osób. Oczywiście wśród studentów są osoby o relatywnie wysokich dochodach, więc wydaje się, że przy wsparciu finansowym dla osób uczących się warto byłoby przyjąć kryterium dochodowe – np. wysokości płacy minimalnej, czyli niecałe 1,5 tys. zł netto. Przy obecnym stanie finansów publicznych i wysokich kosztach niezbędnej rozbudowy instytucji opiekuńczych trudno byłoby dawać licealistom i studentom po 500 zł. Dlatego warto przyjąć świadczenie na poziomie nieco niższym, np. 300 zł. W takiej sytuacji otrzymywałoby je 1,8–2,2 mln osób, co generowałoby koszty dla budżetu ok. 6,5–8 mld zł.
Od tradycyjnej rodziny ku jednostce
Powyższe rozwiązania są fragmentaryczne. Ich uzupełnieniem powinien być nacisk na ograniczenie skali umów cywilnoprawnych, zniesienie darmowych staży, rozwinięcie sektora opieki nad seniorami czy zrównanie długości urlopów rodzicielskich dla ojców i matek. Wszystkie te propozycje wskazują na potrzebę zmiany priorytetów w polityce społecznej. Celem obecnej władzy jest umocnienie tradycyjnej, patriarchalnej rodziny i stąd brak wsparcia dla osób samotnie wychowujących dzieci, singli, par bezdzietnych i niesformalizowanych. Rząd nie przywiązuje też wagi do perspektywy dezaktywizacji zawodowej kobiet czy ich biedy na starość.
Nowoczesna, socjaldemokratyczna polityka społeczna równo traktuje wszystkich obywateli. Jej adresatem nie są rodziny, tylko jednostki, a jednym z jej kluczowych celów jest zniesienie strukturalnej dyskryminacji kobiet. Stąd nacisk na rozwój powszechnie dostępnej opieki instytucjonalnej nad dziećmi, co pozwoliłoby kobietom uniezależnić się od obowiązków domowych i realizować się zawodowo. W tym modelu dzieci traktuje się jako pełnoprawne osoby, które możliwie szybko chciałyby się uniezależnić od rodziców – stąd pomysł świadczeń pieniężnych od 16. roku życia. Wreszcie, odnośnie do walki z ubóstwem, potrzeba rozwiązań możliwie skutecznych, które objęłyby jak najwięcej osób. Program „Rodzina 500 plus” w o wiele mniejszym stopniu spełnia ten warunek niż minimalny dochód gwarantowany. Wszak biedny, samotny rencista potrzebuje wsparcia w nie mniejszym stopniu niż małżeństwo z trójką dzieci.
W Polsce niewątpliwie trzeba znacznego wzrostu wydatków na politykę społeczną. Program „Rodzina 500 plus” nie jest jednak ani przełomowy, ani nowatorski, ani skuteczny. Środki przeznaczone na to świadczenie można wydać o wiele lepiej i zrobić za nie o wiele więcej. Wprowadzenie minimalnego dochodu gwarantowanego i wsparcia finansowego dla młodych ludzi to wydatek 17–20 mld zł. Co najmniej 5–7 mld zł dodatkowych środków rocznie należałoby przeznaczać na rozwój opieki przedszkolnej i żłobkowej oraz na posiłki w szkołach. To i tak kropla w morzu potrzeb, a środki na opiekę nad dziećmi docelowo powinny być jeszcze znacznie wyższe. Ale kluczowe jest nakreślenie priorytetów. A te powinny być inne od tych wybranych przez rząd.