Resortowi pracy i ZUS nie podoba się zniesienie 30-krotności, a wicepremier Mateusz Morawiecki nie zamierza jako jedyny bronić projektu – wynika z informacji DGP. To jeszcze nie oznacza, że zmiany w składkach na ZUS wylądują w koszu, ale entuzjazm do nich w PiS mocno przygasł.

Formalnie likwidacja górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe pojawiła się z inicjatywy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Nasi informatorzy wskazują jednak, że pomysłodawcą projektu były resorty kierowane przez Mateusza Morawieckiego, który dostał zielone światło od prezesa PiS w tej sprawie. Dzięki likwidacji 30-krotności przyszłoroczny limit wydatków sektora finansów publicznych miał się zwiększyć aż o 5 mld zł. Rozmówcy DGP wskazują, że na początku do zmian przekonana wydawała się być również minister pracy Elżbieta Rafalska, która przeforsowała projekt na forum rządu.

Na pomysł jednak od początku spadała fala krytyki nie tylko ze strony ekspertów, lecz także polityków PiS. Z naszych informacji wynika, że w poniedziałek został negatywnie zaopiniowany przez radę nadzorczą ZUS. Zasiadają w niej oprócz przewodniczącego, którym jest wiceminister pracy Marcin Zieleniecki, przedstawiciele związków zawodowych i pracodawców.