Ostatnie wyroki Sądu Najwyższego wskazują, że powoli kształtuje się jednolita linia orzecznicza w zakresie oskładkowania umów menedżerskich w zbiegu z prowadzoną działalnością gospodarczą. I jest ona odmienna od podejścia organu rentowego.
Choć do tej pory w przepisach kodeksu cywilnego kontrakt menedżerski nie został uregulowany, to jego zdefiniowanie nie nastręcza już większych problemów. Ustawodawcę w tym zakresie wyręczyła judykatura. W wyroku SN z 12 listopada 2014 r. (I UK 126/14) przyjęto, że usługobiorcy w ramach takiego kontraktu traktowani są jako zleceniobiorcy. Jest to bowiem rodzaj umowy o świadczenie usług, do której stosuje się przepisy o zleceniu.
Reklama

Reklama
Sądy generalnie zgodnie uznają również, że umowa agencyjna, umowa-zlecenie lub inna umowa o świadczenie usług, która wykonywana jest w ramach prowadzonej przez ubezpieczonego działalności gospodarczej, nie stanowi odrębnego tytułu do obowiązkowych ubezpieczeń społecznych. W takim przypadku podstawą do ubezpieczenia jest sama działalność. Zasada ta nie odnosi się jednak do menedżerów.
– Argumenty organu rentowego sprowadzają się do twierdzenia, że w przypadku kadry menedżerskiej, otrzymującej najczęściej bardzo wysokie wynagrodzenie, wybór działalności gospodarczej jako podstawy oskładkowania jest pozorny i stanowi obejście prawa – tłumaczy adw. Hubert Hajduczenia z DLA Piper. Zwraca również uwagę, że ZUS często argumentuje, iż objęcie ubezpieczeniem z tytułu działalności zamiast kontraktu menedżerskiego jest niemożliwe, gdy usługi są świadczone tylko na rzecz jednego podmiotu. Z definicji powinna ona bowiem obejmować szerszy krąg kontrahentów. W jego ocenie takie podejście organu nie ma oparcia w przepisach prawa. – Wolność gospodarcza jest zagwarantowana konstytucyjnie i może podlegać wyłącznie uzasadnionym ograniczeniom wyrażonym wprost w ustawie. Nie można wprowadzać, jak to robi organ rentowy, restrykcji niewynikających z obowiązujących przepisów – wskazuje adwokat.
Z kolei w ocenie dr. Tomasza Lasockiego z Katedry Prawa Ubezpieczeń WPiA UW ZUS pomimo niejednoznacznych przepisów próbuje realizować swoje zadanie, tj. wymierzać i pobierać składki, interpretując te niejasności na korzyść Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.
Szyki organowi rentowemu krzyżują jednak sądy. W niedawnym wyroku z 29 marca 2017 r. (I UK 116/16) SN uznał, że ZUS nie może się domagać od kierownika pracującego na kontrakcie menedżerskim składek od takiej umowy, jeżeli ta osoba jest ubezpieczona z tytułu działalności gospodarczej. Sąd zwrócił też uwagę, że objęcie ubezpieczeniem z tytułu działalności gospodarczej zamiast kontraktu jest możliwe, nawet gdy działalność jest świadczona wyłącznie na rzecz jednego podmiotu gospodarczego.
Przed tym orzeczeniem SN wypowiadał się już w analogiczny sposób. Przykładowo w wyroku z 12 listopada 2014 r. (I UK 126/14) stwierdził, że powierzenie zarządzania przedsiębiorstwem może nastąpić na podstawie umowy menedżerskiej zawieranej z osobą fizyczną osobiście lub w ramach prowadzonej przez nią działalności. W ocenie sądu nic też nie stoi na przeszkodzie, by prowadzący taką działalność podlegał ubezpieczeniu społecznemu jako przedsiębiorca.
Członkowie zarządu to inna bajka
Sytuacja zmienia się jednak, gdy kontrakt menedżerski zostaje zawarty z członkiem zarządu. – Obowiązki zarządzania spółką nie wynikają z umowy, lecz z pełnionej funkcji, co wprost regulują przepisy kodeksu cywilnego oraz prawa handlowego, które w tym przypadku mają pierwszeństwo. Ponadto każda czynność zarządu jest wykonywana w imieniu spółki, więc występujący w roli przedsiębiorcy-menedżera członek zarządu może działać tylko jako jej organ, a zatem na jej rachunek. Leży to w sprzeczności z zasadami prowadzenia własnej działalności gospodarczej – komentuje mec. Hajduczenia.
Z tych przyczyn Sąd Najwyższy w uchwale z 17 czerwca 2015 r. (III UZP 2/15), której została nadana moc zasady prawnej, przyjął, że umowa o świadczenie usług najbardziej odpowiada faktycznym czynnościom wykonywanym przez usługobiorcę na rzecz spółki, dlatego to ona, a nie prowadzenie pozarolniczej działalności gospodarczej przez członka zarządu, stanowi tytuł do podlegania ubezpieczeniom społecznym. Taką wykładnię potwierdził również SN w wyroku z 17 maja 2016 r. (I UK 171/15).
Co na to ZUS
Kluczowe pytanie sprowadza się jednak do tego, czy organ rentowy weźmie pod uwagę orzecznictwo sądów w tym zakresie i przestanie oskładkowywać właśnie kontrakty menedżerskie kadry zarządzającej niebędącej jednocześnie członkami zarządu.
– Niestety doświadczenie nakazuje przypuszczać, że ZUS nadal będzie kwestionował praktykę tego rodzaju. Jest to szerszy problem związany z funkcjonowaniem organu rentowego. W polskim systemie prawnym orzeczenia sądów nie są źródłem prawa powszechnie obowiązującego. Jednak mając na uwadze autorytet SN i jego wpływ na sądy powszechne, rozsądne wydaje się respektowanie wykładni, której dokonuje. Zwłaszcza że ZUS jest państwową jednostką organizacyjną, od której możemy wymagać prawidłowego stosowania norm prawnych, zwłaszcza mogących wywoływać negatywne skutki dla obywateli – ocenia mec. Hajduczenia. Podobnego zdania jest również adw. Michał Chodkowski z kancelarii Łaszczuk i Wspólnicy.
– Trudno przyjąć, że ZUS po ostatnim wyroku SN z 29 marca nie będzie już podważał oskładkowania przychodów osiąganych przez menedżerów średniego szczebla w ramach działalności gospodarczej, jeżeli wykonują oni czynności na rzecz jednego podmiotu. Istnieje bowiem zasadnicza różnica w wysokości odprowadzanych składek z obydwu tytułów. A to dla organu rentowego ma istotne znaczenie. Dlatego należy się spodziewać, że dopóki nie zapadnie jeszcze więcej podobnych rozstrzygnięć, ZUS będzie kwestionował oskładkowanie przychodów menedżerów średniego szczebla w ramach działalności gospodarczej – ocenia adwokat.
Pesymizm ekspertów wydaje się być uzasadniony. ZUS zapytany o tę kwestię stwierdził, że nie ma znaczenia stanowisko zajmowane przez menedżera wykonującego umowę o świadczenie usług. A przepisy ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 963 ze zm.) nie różnicują w tym względzie ubezpieczonych. – Zasady podlegania ubezpieczeniom społecznym osób świadczących pracę na podstawie umowy o świadczenie usług, w tym również kontrakty menedżerskie, niemające cech stosunku pracy, oraz wykonujących jednocześnie pozarolniczą działalność, są takie same wobec wszystkich. Nie ma znaczenia, czy menedżer wykonuje pracę na stanowisku kadry zarządzającej średniego szczebla czy też członka zarządu. Stanowisko Zakładu w tym względzie jest niezmienne – tłumaczy Radosław Milczarski z biura prasowego ZUS.
Winne nieprecyzyjne prawo
W ocenie dr. Tomasza Lasockiego taka niepewność wynika z niejasnych przepisów. – ZUS ma słuszność, ale nie rację, tzn. praca kierowników powinna być objęta ubezpieczeniem od kwoty ich rzeczywistego przychodu, ale obecne przepisy pozwalają na unikanie takiego ubezpieczenia. Sugerowałbym zatem zmianę prawa w ten sposób, żeby osoby, które mają głównie jednego partnera handlowego i generalnie wszystkie zarobki są efektem ich własnej pracy, opłacały składki od przychodu, a nie od kwoty deklarowanej, tak jak ma to miejsce obecnie. Wówczas nie byłoby pola do nadużyć – uważa ekspert. Zwraca też uwagę na inną kwestię. – Osobom, które będą płaciły jak najniższe składki, zostanie wyliczona analogicznie mała emerytura. Może się również zdarzyć, że ubezpieczony nie wypracuje w takim przypadku nawet minimalnego świadczenia, a wtedy społeczeństwo będzie się musiało do niego dołożyć, pomimo tego, że w czasie aktywności zawodowej stać było taką osobę na finansowanie większych składek – wyjaśnia.
Ten i inne problemy związane z podleganiem ubezpieczeniom wynikają w dużej mierze z faktu, że od scalenia poszczególnych systemów w 1999 r. nie dokonano całościowej adaptacji tych przepisów do nowej rzeczywistości, w której umowy cywilne i działalność gospodarcza stanowią coraz częściej podstawę zatrudnienia. W ocenie dr. Lasockiego taka rewizja nie może jednak skupiać się wyłącznie na interesie fiskalnym, ale szanować przede wszystkim oczekiwania społeczeństwa. – Natomiast składki kadry średniego i wyższego szczebla to problem, który niekoniecznie zostanie rozwiązany na poziomie orzecznictwa – puentuje dr Lasocki.