Rządzący doceniają rodziców. W ciągu ostatnich kilku lat zyskali oni becikowe, urlopy ojcowskie i rodzicielskie, dłuższą ochronę przed zwolnieniem z pracy, 500 zł na dziecko. W ubiegłym roku – głównie dzięki ostatniemu z wymienionych uprawnień – Polska awansowała z 24. na 13. miejsce wśród krajów UE pod względem wsparcia udzielanego rodzicom (raport PwC). Ale ta rodzicielska ziemia obiecana ma też drugie oblicze.
To twarz urzędnika, który kwestionuje prawo matki do zasiłku macierzyńskiego, zarzucając jej pozorne zatrudnienie podjęte tylko w celu wyłudzenia świadczeń. Albo sędziego niedostrzegającego nic zdrożnego w tym, że sprawa matki walczącej o przywrócenie do pracy albo zasiłek macierzyński trwa latami.
Bo na razie rodziców doceniają politycy, ale nie państwo. To ostatnie zbyt często traktuje ich jako potencjalnych naciągaczy, którym łatwo można coś zarzucić i pozbawić ich wsparcia wtedy, gdy najbardziej go potrzebują. Przede wszystkim dotyczy to matek. Przekonują o tym trzy przykłady kobiet, które łączy jedno – ogromny wysiłek poniesiony po to, aby móc skorzystać ze zwykłych uprawnień rodzicielskich.