Po pięciu latach resort edukacji wydał wreszcie opinię dotyczącą finansowania MOW. Zapadły też pierwsze wyroki NSA.
Wychowankiem młodzieżowego ośrodka wychowawczego (MOW) jest nieletni skierowany do ośrodka, i to na niego należy się finansowanie – wynika z wyroku wydanego przez Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie. To komunikat, na który od kilku lat czeka środowisko związane z resocjalizacją młodzieży. Może zakończyć kłopoty zajmujących się tym placówek. W piątek do Warszawy zjechali się dyrektorzy MOW, by ustalić wspólny front walki o pieniądze na ich utrzymanie.
Młodzieżowe ośrodki wychowawcze to placówki dla trudnych nastolatków. Trafiają do nich nieletni, którzy notorycznie wagarują, są uzależnieni od narkotyków czy alkoholu. Czasem są to młodociani przestępcy. MOW-y zapewniają im terapię, szkołę i dom. Po opuszczeniu ośrodka dziecko powinno normalnie funkcjonować w środowisku. Istnienie takich placówek zawisło jednak na włosku. Wszystko przez sprzeczne decyzje urzędników Ministerstwa Edukacji Narodowej związane z finansowaniem ośrodków.
Reklama
Na pobyt w placówce skazuje sąd, a ministerialny Ośrodek Rozwoju Edukacji wskazuje, gdzie konkretnie nieletni powinien trafić. Jeśli MOW dostanie od sądu informację, że trafi tam wychowanek, ma obowiązek przez miesiąc utrzymywać dla niego miejsce, tak jakby ten faktycznie był w placówce. Podobnie jeśli nieletni z ośrodka ucieknie. Ten okres spowodował duże problemy. MEN, przekazując ośrodkom subwencję oświatową na wychowanków, wydawało sprzeczne opinie dotyczące tego, czy wychowankiem jest osoba skierowana przez sąd, czy ta, która faktycznie już tam przebywa. Jeszcze w maju 2012 r. w odpowiedzi na interpelację poselską MEN podkreślało, że wychowanek to osoba, dla której trzeba trzymać miejsce. W grudniu urzędnicy uznali jednak, że jest odwrotnie.
Kiedy więc do MOW przychodzili kontrolerzy skarbówki, nakazywali zwracać dotacje przekazywane placówkom na wychowanków, którzy finalnie do nich nie dotarli. Dane ORE wskazują, że chodzi nawet o 7 mln zł rocznie. O błędach w systemie piszemy w DGP od 2013 r.

Reklama
Wyrok NSA w sprawie dwóch prywatnych ośrodków może być dla MOW przełomowy, bo wskazuje jasną interpretację przepisów. – Choć w polskim systemie prawnym nie obowiązują precedensy, taka interpretacja, dokonana zwłaszcza przez Naczelny Sąd Administracyjny, powinna ułatwić kolejne postępowania przed sądami – przekonuje Sławomir Moczydłowski, dyrektor MOW w Goniądzu, który na swoją sprawę w sądzie jeszcze czeka.
Wiele samorządów po kontrolach UKS nie złożyło jeszcze pozwów do sądów, bo czekają na ostateczne decyzje dotyczące dotychczasowych wydatków. Wydaje je Ministerstwo Finansów. – Dla samorządów i innych podmiotów prowadzących placówki obydwa wyroki będą podstawą do składania odwołań od decyzji w sprawie zwrotów subwencji – ocenia dyrektor z Goniądza.
Wyrok NSA to nie koniec dobrych wiadomości dla placówek – z dyrektorami młodzieżowych ośrodków wychowawczych rozpoczęło też rozmowy MEN. W kwietniu spotkała się z nimi minister Anna Zalewska. W lipcu ministerstwo wydało interpretację, która jednoznacznie wskazuje, że pieniądze należą się i na skierowanego, i doprowadzonego do placówki wychowanka. Od nowego roku zmieniono także algorytm naliczania subwencji. Obejmuje ona osobne przeliczniki dla skierowanych i doprowadzonych. – UKS nie będzie już mogło nakazywać zwrotów pieniędzy – cieszy się Moczydłowski.
93 młodzieżowe ośrodki wychowawcze funkcjonują w Polsce
5,5 tys. młodocianych wychowanków przebywa w ośrodkach
7,2 mln zł to łączna kwota, jaką za każdy rok MOW musiałyby zwracać, gdyby nie zmieniła się interpretacja przepisów.