• Od niedawna na polskim rynku pracy pojawia się hasło employee branding. Co to takiego?

- To faktycznie nowe zjawisko, które nie doczekało się jeszcze polskiej nazwy. Idea powstała w USA zaledwie kilka lat temu. Jest to szkolenie, które łączy w sobie elementy marketingu, zaawansowanych technik psychologii, identyfikacji, budowania wizerunku, systemów motywacyjnych oraz nowoczesnych form zarządzania zasobami ludzkimi. Pomysł polega na budowaniu nowych relacji pracownik-pracodawca w oparciu o tę samą strategię, na jakiej buduje się też markę handlową. Podstawowym założeniem tej strategii jest więc stworzenie między pracodawcą a pracownikiem pełnej symbiozy wyznawanych wartości. Upraszczając, jest to tworzenie pracownika przez wpływanie na jego charakter i wyznawane wartości tak, aby po pewnym czasie stał się żywą reklamą firmy.

• Czy to oznacza, że pracownik staje się towarem markowym firmy?

- Tak. Na szkoleniach z employee brandingu pracowników uczy się o marce, czym ona jest, dla kogo jest stworzona i jakie zachowania są z nią kojarzone. Wiedza ta ma doprowadzić do pełnej identyfikacji pracowników z marką firmy.

• Kogo firmy szkolą w ten sposób?

- Początkowo takie zajęcia skierowane były wyłącznie do osób mających kontakt z klientem, ale niedawno odkryto, że taki system szkoleniowy jest też bardzo pomocny w budowaniu przez firmę tzw. wizerunku pracodawcy z wyboru, stąd też szkolenia z employee brandingu adresowane są do wszystkich.

• Na czym polega strategia budowania pracodawcy z wyboru?

- To idea pozwalająca pracodawcy na pozyskiwanie nowych pracowników z poczuciem, że ma się z kogo wybierać. Chodzi o to, że kandydat do pracy identyfikując się z firmą i jej wartościami, świadomie podejmuje decyzję odnośnie zatrudnienia. Natomiast w przypadku osób już zatrudnionych idea pracodawcy z wyboru wykorzystuje strategię emloyee brandingu, a konkretnie jedną z jego form, tzw. employee ship. Szkolenie to polega na tym, że pomaga pracownikom poznać kompetencje kolegów z innych działów przez wcielanie się w ich role. Takie ćwiczenie z empatii zwiększa wyrozumiałość oraz rozumienie zadań innych członków macierzystej firmy.

• Które firmy wprowadziły już u siebie takie wcieleniówki?

- W USA np. pracownicy Harley-Davidson kupują i serwisują swoje motory na tych samych zasadach jak zwykli klienci, czyli bez żadnych przywilejów i rabatów. Dzięki temu pracownicy HD potrafią lepiej identyfikować się z problemami klienta. Z kolei pracownicy Procter and Gamble są zachęcani do korzystania z firmowej infolinii. Dzięki temu mogą na własnej skórze doświadczyć tego, przez co przechodzi klient.

• Co dają takie szkolenia?

- Celem tych ćwiczeń oprócz poprawy identyfikacji pracownika z działalnością firmy jest też lepsze zrozumienie sytuacji konsumenta. Szkolenia takie podnoszą poziom świadomości i kompetencji personelu, przez co ułatwiają zarządzanie nim. Wiadomo: im więcej rozumiemy i wiemy, tym łatwiej akceptujemy pewne procesy. Dodatkowo szkolenia takie budują tolerancję, umożliwiają poprawienie współpracy między działami, pozwalają budować świadomie jakość na zewnątrz firmy.

• Czy ten amerykański styl ma szansę przyjąć się u nas?

- Tak, ale jak wiadomo, zmiana postaw jest procesem długotrwałym. Poza tym należy pamiętać, że wprowadzając na rynek wszystkie nowinki szkoleniowe, nie wolno zgubić najważniejszego elementu, którym jest człowiek, i jego potrzeby, nie tylko zawodowe. Aby osiągnąć cel w postaci stworzenia wizerunku pracodawcy z wyboru, pracownicy muszą świadomie i szczerze rekomendować pracodawcę.

DOMINIKA STANIEWICZ

ekspert ds. rekrutacji i selekcji Business Centre Club, wiceprezes firmy Labor zajmującej się m.in. rekrutacją