Rozmowa z Pawłem Gniazdowskim, dyrektorem zarządzającym w firmie DBM Polska

We wszystkich województwach zostało zrealizowane lub jeszcze trwa kilkaset unijnych projektów dla osób zwalnianych z pracy. Czy to dobry sposób wydawania unijnych pieniędzy?

To oczywiście dobrze, że są unijne fundusze na taką pomoc. Firma, która ma w planach likwidację zatrudnienia, powinna bez przeszkód z nich skorzystać.

Dlaczego tak się nie dzieje?

Największa przeszkoda to długi tryb rozstrzygania konkursów. Od momentu jego rozpisania do rozstrzygnięcia upływa co najmniej cztery, pięć miesięcy.

Dlaczego czas jest ważny w przypadku takich projektów?

Jeżeli przedsiębiorca redukuje zatrudnienie np. o 20 proc., to nie ogłasza tego rok wcześniej. Ze względów psychologicznych większość firm plany restrukturyzacyjne przekazuje pracownikom jak najpóźniej, w praktyce miesiąc czy dwa przed rozpoczęciem zwolnień. Jeżeli taka firma chce skorzystać z unijnych funduszy na projekty outplacementowe, a na decyzję o przyznaniu dotacji czeka pięć miesięcy, to rezygnuje z pomysłu lub przystępuje do programów komercyjnych.

Z tych pieniędzy nie chcą korzystać nie tylko przedsiębiorcy dokonujący zwolnień, ale także firmy outplacementowe. Mają przecież możliwość realizowania projektów otwartych, których nie trzeba przygotowywać we współpracy z konkretnym pracodawcą. Dlaczego robią to niechętnie?

Firma outplacementowa może się rzeczywiście zobowiązać, że przygotuje projekt np. dla 500 osób z danego województwa, które straciły pracę. Jednak jeśli ich nie znajdzie, musi zwrócić pieniądze. Nieraz odbieraliśmy telefony od firm, które realizują takie projekty, z pytaniami, czy w naszych programach komercyjnych nie mamy w danym województwie wolnych bezrobotnych, bo im brakuje osób, żeby dany projekt zamknąć i rozliczyć.

Jakie są inne wady otwartych projektów outplacementowych, do których mogą trafić zarówno księgowe, jak i handlowcy pozostający od niedawna bez pracy?

Programy te nie są indywidualnie dostosowane do sytuacji osób zwalnianych, których realne potrzeby pokrywają się tylko w niewielkiej części. Natomiast w projektach EFS podejście do wszystkich zawsze jest schematyczne. Procedury projektów unijnych są sztywne. Jeżeli w projekcie jest zapisane, że kursant musi odbyć np. sześć godzin danego szkolenia, to musi w tylu godzinach zajęć uczestniczyć, nawet jeśli potrzeba mu ośmiu lub tylko czterech. Ponadto większość tego typu projektów jest nastawiona na szkolenia przekwalifikowujące. Przyjmuje się, że pierwszą rzeczą, którą powinna zrobić osoba szukająca pracy, jest udział w szkoleniu. To jest założenie całkowicie błędne.

Dlaczego?

Człowiek, który traci pracę, powinien jak najszybciej znaleźć nową. Jednak tylko w przypadku 15 – 20 proc. ludzi niezbędne do tego jest przekwalifikowanie. Prawda jest taka, że jeżeli ktoś przez 20 lat był księgowym, to bardzo trudno go skutecznie przekwalifikować na handlowca. Jednak w większości projektów EFS kursy przekwalifikowujące są obligatoryjne, choć w wielu przypadkach w ogóle nie są potrzebne. Co więcej, demotywują osobę, która dopiero co utraciła pracę. Jej tok myślenia jest taki: najpierw pójdę na szkolenie, a dopiero jak je ukończę, zacznę szukać pracy. Skutek jest taki, że niepotrzebnie opóźnia się realny powrót tej osoby na rynek pracy.

Co zatem jest najważniejsze w skutecznej pomocy dla takich osób ze strony firm outplacementowych?

Trzeba zaoferować normalny program outplacementowy: od pomocy w pisaniu CV i przygotowaniu do rozmowy kwalifikacyjnej poprzez indywidualne doradztwo dotyczące poruszania się na rynku pracy (np. do kogo iść osobiście, a do kogo napisać) po pomoc w poszukiwaniu konkretnych ofert pracy dla danej osoby. Dopiero tym, którzy w ciągu trzech pierwszych miesięcy udziału w projekcie nie znajdą pracy, powinniśmy oferować szkolenia przekwalifikowujące.

Dlaczego taki schemat działania jest bardzo trudno realizować w projektach unijnych?

Paradoksalnie firmy, które podejmują się takich realizacji, mogą być ukarane za skuteczność. Jeżeli uczestnik projektu szybko znajdzie pracę, to realizator projektu ma kłopot. Zasada jest bowiem taka, że osoba, która przystąpiła do projektu EFS, powinna w nim uczestniczyć do końca. To jest oczywisty absurd. Jest to jedna z procedur, które powinny być w projektach EFS zmienione.