Rozmowa z Maroszem Szefczoviczem – wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej odpowiedzialny za administrację europejską

Już nie tylko Grecja czy Portugalia, ale także największe kraje strefy euro tną koszty w administracji. Czy Bruksela również pójdzie w tym kierunku?

Kontekst jest nieco inny. W Komisji Europejskiej pracuje 33 tys. urzędników. To jest skala, która jest zupełnie nieporównywalna z administracją państw narodowych. W samych ministerstwach obrony dużych krajów Unii pracuje po 100 tys. urzędników. A administracja miasta Paryża zatrudnia tylu urzędników co KE. My zaś musimy służyć 500 mln obywateli, i to w niektórych przypadkach – jak polityka konkurencji czy handel zagraniczny – na zasadzie wyłączności.

Żyjemy jednak w zupełnie innej Europie niż ta sprzed kryzysu. Czy nie obawia się pan, że frustracja warunkami życia urzędników w Brukseli będzie w krajach członkowskich tak duża, że w końcu Rada UE narzuci wam drastyczne cięcia w nowym budżecie?

Jesteśmy świadomi, jak bolesne oszczędności wprowadzają kraje członkowskie. Dlatego sami opracowaliśmy plan ograniczenia kosztów funkcjonowania wszystkich instytucji europejskich. Prowadzimy w tej chwili konsultacje w tej sprawie ze związkami zawodowymi i chcemy go oficjalnie zaprezentować w grudniu do akceptacji Parlamentu Europejskiego i Rady UE. Planujemy m.in. ograniczenie liczby etatów o 5 proc., wydłużenie tygodniowego czasu pracy z 37,5 do 40 godzin, zmiany systemu naliczania świadczeń osób przechodzących na wcześniejszą emeryturę. Te oszczędności, w połączeniu z wcześniej zaplanowanymi przez nas reformami, przyniosą w następnym budżecie Unii (2014 – 2020) 6 mld euro oszczędności. Przypominam, że KE od kilku już lat prowadzi politykę utrzymania wielkości zatrudnienia na tym samym poziomie.

W ubiegłym roku związki zawodowe wygrały jednak proces w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości i przeforsowały podwyżkę uposażeń. Czy i tym razem nie zatrzymają cięć?

To była inna sytuacja. Obecny system zakłada, że wysokość pensji urzędników KE jest podwyższana lub obniżana zależnie od zmiany uposażeń w ośmiu krajach UE z rocznym opóźnieniem potrzebnym na zgromadzenie oficjalnych danych przez Eurostat. Rada UE chciała tę zasadę naruszyć. Jednak my teraz proponujemy korektę tych przepisów, w tym wprowadzenie z końcem przyszłego roku nowego systemu indeksacji pensji. Zgodnie z nim do grupy krajów, które będą uwzględniane przy określaniu uposażeń, zostanie włączona m.in. Polska. Zostanie także uwzględniona klauzula kryzysowa, która pozwoli na natychmiastowe zamrożenie uposażeń unijnych urzędników.

W Polsce jest bardzo wielu dobrze wykształconych, młodych ludzi, którzy byliby gotowi podjąć pracę w KE za znacznie mniejsze stawki niż te, które dziś obowiązują. Może Komisja Europejska powinna zlikwidować system kwot narodowych i zatrudniać tych, którzy przyjmą niższe uposażenia, niezależnie od kraju, z którego pochodzą?

Ci sami przywódcy, którzy rano domagają się obniżenia kosztów funkcjonowania administracji, wieczorem dopytują się, czy zasada równowagi geograficznej personelu zatrudnionego w Brukseli jest respektowana, czy mają wystarczająco dużo swoich ludzi w Komisji. Niezależnie od tego nie możemy zejść z pewnego pułapu uposażeń, bo inaczej nie znajdziemy najwyższej klasy specjalistów. A przecież urzędnicy zajmujący się sprawami finansowymi muszą błyskawicznie podejmować decyzje warte dziesiątki miliardów euro. Np. o dokapitalizowaniu banków. Z kolei ci, którzy zajmują się polityką konkurencji, muszą negocjować z doskonale opłacanymi prawnikami takich koncernów jak choćby Microsoft.

Parlament Europejski jest jeszcze bardziej niechętny przeprowadzeniu cięć niż Komisja Europejska. Czy pańskim zdaniem w dobie kryzysu eurodeputowani naprawdę nadal powinni latać klasą biznes.

Parlament Europejski musi sam podjąć w tej sprawie decyzję. Nie mogę tego komentować.