Odnoszę wrażenie, że zmienia się postrzeganie działań związkowców. Do tej pory było przyzwolenie społeczne na ich poczynania, bo strajki kojarzyły się z walką z minionym systemem, co przekłada się także na sposób interpretacji prawa przez sądy. Teraz coraz częściej sądy rozpatrują kwestie finansowe takiej akcji
Publikacja: 9 czerwca 2011, 03:00 Aktualizacja: 9 czerwca 2011, 16:16
Rozmowa z Michałem Romanowskim - profesorem Uniwersytetu Warszawskiego w zakresie prawa cywilnego i handlowego oraz prawa rynków kapitałowych, wspólnikiem kancelarii Romanowski i Wspólnicy oraz pełnomocnikiem prawnym Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
Udało się Panu wyrokiem sądu nie dopuścić do akcji protestacyjnej związkowców w JSW. To było orzeczenie bez precedensu
Prof. Michał Romanowski: Odnoszę wrażenie, że zmienia się postrzeganie działań związkowców. Do tej pory było przyzwolenie społeczne na ich poczynania, bo strajki kojarzyły się z walką z minionym systemem, co przekłada się także na sposób interpretacji prawa przez sądy. Teraz coraz częściej sądy rozpatrują kwestie finansowe takiej akcji. A w mojej ocenie liderzy związkowi nadużywają swoich uprawnień. Chodzi już nie tylko o wyrządzenie szkody majątkowej przedsiębiorstwu, w którym działają ale też o ograniczenie wolności prowadzenia działalności gospodarczej co gwarantuje konstytucja. Prawo do strajku zderza się zatem z chronioną konstytucją swobodą prowadzenia działalności gospodarczej i ochrony własności. Nie ma ono charakteru bezwzględnego. Współcześnie strajk to wyrządzenie szkody majątkowej. Pytanie o legalność strajku to pytanie czy wolno oraz w jakich granicach wyrządzać szkodę majątkową. Tak zdefiniowany strajk zmienia optykę jego postrzegania.
Na czym polegają te nadużycia?
Związki mają bronić warunków pracy, płacy, świadczeń socjalnych lub praw i wolności związkowych.. Obecnie coraz częściej słyszymy ich protesty przy okazji prywatyzacji, a przypominam, że nie mają wpływu na strukturę własności firmy. Artykuł 20 Konstytucji RP przesądza, że ustrój Polski jest oparty na własności prywatnej i dialogu społecznym. O tym zdecydował suweren, czyli naród. Związki nie mogą uzurpować sobie roli suwerena. Początek dialogu ze związkowcami wygląda przeważnie tak samo. Chcemy 10 proc. podwyżki, albo zrywamy rozmowy i zaczynamy akcję protestacyjną. Często żądanie płacowe stanowi przykrywkę dla legalizacji strajku przeciwko prywatyzacji, a to już nadużycie prawa sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Nadużycie prawa nie zasługuje na ochronę.
Czyli szantaż
W ekonomii nazywa się to hazard moralny, czyli mam możliwość wpływania na decyzję zarządu bez ponoszenia odpowiedzialności za nie. To prowadzi do eskalacji żądań. To tak jakby grać w kasynie za cudze pieniądze. Brak odpowiedzialności rodzi naturalnie pokusę nadużywania praw, gdyż bezkarność sprzyja poczuciu bycia ponad prawem. W państwie demokratycznym, w którym jest potrzeba przedsiębiorców i związków zawodowych nikt nie może stać ponad prawem, mieć poczucie bezkarności.
Jak to zmienić?
Rozwiązanie jest proste. Trzeba ucywilizować spory zbiorowe tak, aby związki zawodowe nie zachowywały się jak rewolwerowiec, który najpierw strzela, a potem „rozmawia”. Do ustawy o sporach zbiorowych należy wpisać obowiązek związków do informowania pracodawcy o zamiarze przeprowadzenia akcji protestacyjnej z określonym wyprzedzeniem, ale nie krótszym niż 2 tygodnie. W tym terminie firma miałaby możliwość wystąpienia do sądu z wnioskiem o rozstrzygnięcie czy akcja jest legalna czy nie. Na tym etapie wystarczyłoby uprawdopodobnienie braku legalności akcji w trybie zabezpieczenia powództwa. Przypominam, że aby przeprowadzić strajk trzeba najpierw wykorzystać drogę koncyliacji i mediacji, określić dozwolone prawem przesłanki prowadzenia tej akcji (warunki płacy, pracy, świadczenia socjalne, prawa i wolności związkowe). Na organizatorze protestu spoczywa obowiązek oszacowania, czy koszty akcji protestacyjnej są adekwatne do celu, któremu ma służyć. Nie wystarczy zatem przejść formalnej drogi poprzedzającej ogłoszenie strajku. Jeżeli przyjąć, jak twierdzono dotąd, że dla ogłoszenia strajku wystarczy wyczerpać kroki formalne, a więc nie jest wymagane zbadanie adekwatności strajku w kontekście strat nim wywoływanych, to możliwa jest sytuacja, że związkowcy przychodzą do pracodawcy z żądaniem, aby każdy pracownik zarabiał po 50 tys. zł. a gdy ten się nie zgodzi ogłosić strajk. Każdy chce przecież dużo zarabiać, a pensja to warunki płacy, a więc hulaj dusza skoro prawo zezwala. W proponowanym przeze mnie modelu o legalności tej akcji zadecydowałby sąd. Należałoby wyraźnie wprowadzić obowiązek, aby strona związkowa przedstawiała w drodze pisemnej swoisty test adekwatności strajku, którego celem byłoby dokonanie przez sąd oceny, czy w okolicznościach konkretnego przypadku strajk odpowiada wymogom proporcjonalności (wyważenia słusznych interesów pracodawcy i pracowników) oraz dobrym obyczajom (zasadom współżycia społecznego). Sądu już to robią np. w odniesienie do wieloletnich gwarancji zatrudnienia, a więc nie bójmy się tego.
Co jeszcze powinno się zmienić?
Określenie reprezentatywności na poziom minimum 20 proc. załogi, choć sam jestem zwolennikiem progu 33 proc.. To doprowadziłoby do tego, że w zakładzie pracy działałyby 2-3 duże centrale. Taki układ daje szanse na porozumienie z pracodawcą. A nie sytuacja, w której musi on rozmawiać z 30 liderami lub kilkuset liderami. Tak się nie da rozmawiać i osiągać trwałych porozumień. Kolejna kwestia dotyczy finansowania. Jeżeli związki mają być autonomiczne to powinny utrzymywać się jedynie ze składek. Motywowałoby to liderów związkowych do zabiegania o członków. W Polsce mamy do czynienia z paradoksem. Z jednej strony niskie uzwiązkowienie na poziomie kraju, a z drugiej wielka siła związków wynikająca z prawa. Pamiętajmy, że inaczej związki wydają pieniądze uzyskiwane od pracodawcy, a inaczej ze składek. To także racjonalizuje i cywilizuje spory. Jeżeli ludzie widzą sens w tym by ktoś na terenie zakładu pracy ich reprezentował to wtedy zapłacą na niego składki. Teraz liderzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności przed członkami związku, a uzależniają od siebie pracowników, bo mają wpływ na płace, premie, zaszeregowanie, politykę zatrudnienia itd., a więc dużo od nich zależy. Pracownik boi się wejść w konflikt z liderem związku nawet, jeżeli nie należy do związku. Przecież to przesada. Jestem też za likwidacją specjalnej ochrony związkowej, przecież kodeks pracy ma normy, które zabraniają dyskryminacji pracowników. Dyskryminacją jest przecież zwalnianie czy szykowanie w pracy z powodu przynależności związkowej, a więc po co dodatkowe regulacje?
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: Na POczątek proponuje POdnieść płace PREZESOM z IP: 84.234.1.* (2011-06-09 08:50)
aby ucywilizować ZWIĄZKI.
Roczne wynagrodzenia sześćdziesięciu trzech szefów polskich giełdowych spółek przekroczyły w ubiegłym roku 1 mln zł - wynika z zestawienia "Rzeczpospolitej" dokonanego na podstawie analizy raportów ponad 200 spółek z warszawskiego parkietu. W roku 2009 takich milionerów było 54.
Średnie wynagrodzenie prezesa giełdowej spółki wyniosło 702 tys. zł.
A temu redaktorowi tego artykułu dać Premie za wazeliniarstwo.
2: law z IP: 83.10.8.* (2011-06-09 13:44)
Paaaaanie Profesorze, sądy mają się wypowiadać o właściwości strajku?? hahahaha.
Do tej pory jest tyle nieprawidłowości czynionych przez pracodawców i sądy nie mogą lub nie chcą z tym nic zrobić.
Jeżeli strajk jest ogłoszony i zorganizowany zgodnie z ustawą to nie ma możliwości ograniczyć prawidłowego działania związków. Jakby strajk nie przynosił strat to byłby niepotrzebny.
3: pracownik-związkowiec z IP: 62.152.151.* (2011-06-09 16:46)
Czytam ten artykuł i własnym oczom nie wierzę. Jak można się tak publicznie wypowiadać.
Panie prof.
1. Jak udowodnić w sądzie że pracodawcę stać na podwyżki, tylko nie chce dać? Przecież zawsze może powiedzieć oszczędzam bo chcę modernizować zakład, jak uzbieram to zmodernizuję. Czy nie będzie można przyznać mu racji.
2. Duże centrale, a wie pan po co powstały te małe związki? Do walki o sprawiedliwość małych grup pracowników. Wyobraźmy sobie firmę transportową 200 kierowców i 5 dyspozytorów. Jaki związek będzie bronił praw tych 5 dyspozytorów? Wszyscy nastawią się na kierowców bo prawie 100% potencjalnych członków. Czy narażą się dla tych 4% na utratę np. 25%?
3. Na zachodzie też duże centrale ogłaszają strajki straty idą w miliardy, a strajkują całe sektory gospodarki. Proszę zauważyć że tam jest większa kultura pracodawców. widać to na przykładzie zachodnich firm inwestujących w Polsce. Pracownik ma dużo lepsze warunki pracy i świadczenia niż u rodzimego pracodawcy.
4. Kiedy pomyśli pan o likwidacji wszelkich "umów o pracę" po których nie ma ani emerytury, ani pomocy lekarskiej, ani urlopu wypoczynkowego. Przecież chyba nawet w Chinach ludzie są bardziej szanowani.
5. Pisze pan że związkowiec nie ponosi odpowiedzialności, a ja pokażę kilka przykładów gdzie prezesi spółek państwowych narazili spółki na straty. I który z nich siedzi za kratkami?
4: A3D z IP: 78.9.78.* (2011-06-09 18:33)
Ciekawe - gdzie byłby tenże Pan Profesor, gdyby w roku 1956, 1968, 1970, 1976, 1980 związki zawodowe nie zawalczyły o prawa do godnego życia? Albo tatko-oligarcza i tak by wyłożył kaskę, albo widłami w polu zap...l.
Tu zimny prysznic: - Czujemy żal i olbrzymią tęsknotę. Bardzo brakuje nam ich obu - mówią mieszkańcy Letnicy. W wypadku podczas prac budowlanych w okolicy Wrocławia zginęli Mateusz i Michał. Byli lubiani i oni wszystkich lubili.
Kropi deszcz, z oddali dobiegają grzmoty zbliżającej się burzy. Na dworze szaro. W środę wieczorem na dziedzińcu remizy w Letnicy stoi około 30 osób. Wszyscy smutni. - Straciliśmy dwóch wspaniałych ludzi - mówią zebrani letniczanie. Niektórzy płaczą. - Bo jak tu nie płakać, przecież łzy same cisną się do oczu. Zginęło dwóch wspaniałych ludzie - mówi Marek Procz.
Tragedia wydarzyła się w poniedziałek w okolicy Wrocławia. Mateusz i Michał pracowali w wykopie na budowie. Na cztery metry głębokim, na dwa szerokim. - Nagle zawaliła się jedna ze ścian wykopu, mężczyźni zostali zasypani. Ruszyła akcja ratunkowa. - Odkopywanie dwóch młodych ludzi trwało dwie godziny - informuje Małgorzata Klaus, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. To o wiele za długo. Letniczanie nie mieli żadnych szans, zginęli pod zwałami ziemi.
Czy w zaświadczeniu dla ZUS o przychodzie pracownika trzeba wykazać nagrody

Do 31 maja rodzice otrzymujący świadczenie pielęgnacyjne mogą składać wniosek o przyznanie 100 zł dodatku do tego wsparcia.