zaloguj się do e-DGP
statystyki

Sprzeciw wobec opinii lekarskiej nie działa

skomentuj

Pacjent ma prawo złożyć sprzeciw wobec opinii lekarza. Tyle że praktycznie nikt z tej możliwości nie korzysta - mówi Jolanta Budzowska, partner w kancelarii prawnej Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni.

Publikacja: 6 czerwca 2011, 03:00 Aktualizacja: 20 czerwca 2011, 10:11

26 maja br. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok w sprawie R.R. przeciwko Polsce, stwierdzając naruszenie przez Polskę Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Sprawa dotyczyła ciężarnej kobiety, której odmówiono skierowania na badania prenatalne, w sytuacji gdy istniało prawdopodobieństwo wystąpienia u dziecka wady genetycznej. Co ten wyrok może oznaczać dla polskich kobiet?

Ten wyrok tylko potwierdza, że od 2007 roku, kiedy zapadł wyrok w sprawie Alicji Tysiąc, niewiele się w tej kwestii zmieniło. Co prawda do przepisów została dopisana procedura odwoławcza od orzeczenia lekarskiego, ale prawo to pozostaje martwe.

Wspomniany w pytaniu wyrok, choć dotyczy stanu faktycznego sprzed zmiany przepisów, jest kolejnym sygnałem, że Polska musi zadbać o umożliwienie polskim kobietom korzystania ze swoich praw w praktyce. To nie może być tylko teoretyczna możliwość wynikająca z przepisów, bo nie znają ich nawet ci, którzy obowiązani są do ich stosowania, a więc przede wszystkim lekarze. Pamiętajmy, ile czasu – już po wprowadzeniu ustawowego prawa pacjenta do otrzymania kserokopii swojej dokumentacji medycznej – zabrała edukacja personelu medycznego w tym zakresie.

To nie jest pojedynczy przypadek odmowy wykonania badania. Z czego to wynika?

Według mnie najczęściej z dążenia do odsuwania od siebie obowiązków związanych z działaniami, które wykraczają poza standard. Lekarze często też twierdzą, że nie dają skierowań na badania prenatalne, bo wiedzą, że w razie wyników wskazujących na wady płodu, ciężarna „na pewno” podejmie decyzję o usunięciu ciąży, a to – w mniemaniu lekarzy – upoważnia ich do powoływania się na klauzulę sumienia.

A może trochę winni są sami pacjenci. Mają możliwość odwołania się od orzeczenia lekarza i zgłoszenia sprzeciwu. Jednak bardzo niewielu z tego korzysta.

Ponieważ o tym prawie nie wiedzą ani pacjenci, ani lekarze, a najczęściej również w szpitalu nie ma żadnych informacji dotyczących możliwości złożenia sprzeciwu wobec opinii lub orzeczenia lekarza. Ostatnio była prowadzona przez Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny kampania informacyjna pt. „Pacjentko! Korzystaj ze swoich praw”. Jedną z przyczyn, dla których federacja podjęła się upowszechniania informacji o obowiązującym od ponad roku prawie pacjenta do wniesienia sprzeciwu było to, że rzecznik praw pacjenta (RPP) nie podjął żadnych działań propagujących wiedzę na ten temat wśród pacjentów. W konsekwencji, według moich informacji, jak dotąd do biura rzecznika nie wpłynął żaden sprzeciw.

Być może nie zgłaszają, bo wymaga to przejścia przez skomplikowaną procedurę?

To też. Procedura jest bardzo skomplikowana i sformalizowana. Na przykład sprzeciw wymaga uzasadnienia, w tym wskazania przepisu prawa, z którego wynikają prawa lub obowiązki pacjenta. W przypadku niespełnienia tych wymagań sprzeciw zwracany jest osobie, która go wniosła. Regulacja ta została poddana słusznej krytyce. To niczym nieuzasadniony formalizm i istotna przeszkoda dla pacjenta, który nie musi przecież mieć wiedzy prawniczej. Poza tym przepisy regulujące rozpatrywanie sprzeciwu nie przewidują obowiązku osobistego wysłuchania pacjenta, ograniczając możliwość przedstawienia własnej argumentacji jedynie w formie pisemnej wraz ze złożonym sprzeciwem. Takie rozwiązanie, co potwierdził rzecznik praw obywatelskich w wystąpieniu do RPP, istotnie odbiega od zaleceń sformułowanych przez Trybunał w sprawie Alicja Tysiąc przeciwko Polsce.

Co powinien więc zrobić pacjent, który chce złożyć sprzeciw od opinii lekarza?

Przede wszystkim złożyć go w formie pisemnej do Komisji Lekarskiej działającej przy RPP, za pośrednictwem rzecznika. Następnie trwa postępowanie przed Komisją Lekarską. Osoby składające sprzeciw mają prawo uczestniczenia w jej posiedzeniach. Nie biorą jednak udziału w naradzie i głosowaniu nad orzeczeniem. Jest ono wydawane w oparciu o dokumentację medyczną pacjenta. W myśl ustawy jedynie w przypadkach szczególnych, tj. gdy Komisja Lekarska uzna to za potrzebne, przeprowadzane jest badanie pacjenta. Orzeczenie komisji wydawane jest w ciągu 30 dni od dnia wniesienia sprzeciwu. Nie przysługuje od niego odwołanie.

Komentarze: 6

  • 1: Andrzej z IP: 91.150.223.* (2011-06-06 08:31)

    Jaki wyrok taka i ustawa. Wyrok ETPC z kategorii wciskanie aborcji. Trudno sobie wyobrazić aby odmówić specjaliście prawa do własnej opinii wydanej na podstawie wiedzy i doświadczenia. Dotyczy to takich zawodów jak lekarze, inżynierowie i prawnicy. Trzeba rozróżnić dwie sprawy opinię wyrażoną podczas postępowania sądowego lub administracyjnego od opinii w ramach świadczenia usług klientowi. Pierwsze podważa się poprzez środki odwoławcze w ramach procedur a drugich wcale albowiem mogę sobie swobodnie wybrać innego barziej mi odpowiadającego lekarza, architekta czy też prawnika. Ciekawe czy socjalistyczne głowy w Strasburgu zakażą glosowania wyroków albo będziemy się musieć tłumaczyć przed jakąś komisją z opinii prawnych nie pomyśli naszych klientów.

  • 2: "Doktor" Mengele i Tusk czyli Krematoria z IP: 84.234.1.* (2011-06-06 10:13)

    Całe Polskie społeczeństwo słyszało jak Donald Tusk oświadczył publicznie ,że emerytur mundurowym nie może zmienić w trakcie zatrudniania "gdyż tak się nie godzi,gdyż tak jest nie fer i zmiany mogą dotyczyć tylko nowo przyjętych do służby"-och jaki ON "szlachetny ,"odważny ,wrażliwy Premier".

    ---A co ten POlityczny Cwaniak ustawą o emeryturach POdmostowych zrobił PRACUJĄCYM zatrudnionym w dotychczasowych szkodliwych i niebezpiecznych warunkach pracy bez względu na Ich staż pracy ,bez względu na Staż pracy także w czasie ponad ustawowym ??

    Co ten "Odważny" Premier zamierza teraz zrobić z tak długotrwale zatrudnionymi?- którym lekarz nie daje dopuszczenia do pracy ze względu na Ich stan zdrowia !!

    Czyżby Donald Tusk Premier RP zamierzał uruchomić PO konsultaci z lekarzem Mengele KREMATORIA w Oświęcimiu dla tak spracowanych i Oszukanych osób.???Zaiste Odważny z Niego Premier.

    Mis Fedak odpisuje wszystkim ,że za prace w dotychczasowych szkodliwych warunkach pracy należy skarżyć pracodawców --tylko jak -- TY niedouczona Kobieto skoro przedawnienie w Kodeksie Pracy upływa po 3 latach a temat dotyczy dekat lat 80:90 i 2000?
    Przecież właśnie dlatego Ustawa o emeryturach pomostowych w starym brzmieniu takie wykorzystywanie w przeszłości tak zatrudnionych kompensowała.

    Donaldze Tusku i rządzie POlitycznych Cwaniaków -przestań oszukiwać ten Naród gdyż Przeciw-wskazanie lekarskie do wykonywania choćby jednego obowiązku należącego do czynności na zajmowanym stanowisku pracy uzasadnia wypowiedzenie umowy o prace -wyrok Sądu Najwyższego z 16 grudnia 1999r. sygn .akt I PKN 469/99 "- \
    -- pracodawcom już często tacy wyeksploatowani pracownicy nie są potrzebni więc co Twój Rząd zamierza z Nimi zrobić - ??? zamierza uruchomić krematoria?-

  • 3: wjw z IP: 95.41.213.* (2011-06-06 10:35)

    Tylko, że większość pacjentów nie zna swoich praw a lekarze nie informują bo nie maja takiego obowiązku. Opinie też nie zawierają pouczeń. Czują się lekarze Bogami.
    Poza tym tacy lekarze to powinni wybrać sobie inny zawód.

  • 4: obserwator z IP: 83.19.170.* (2011-06-06 22:42)

    Lekarze stają się bogami zdrowia i życia pacjentów.
    W postępowaniu orzeczniczym w sprawie stwierdzenia choroby zawodowej dopuszczają się do fałszowania wyników badań przez podanie silnych sterydów w celu sfałszowania wyników badań diagnostycznych, aby wykluczyć choroby zawodowe. Spowodowało to u mnie silną reakcję anafilaktyczną mojego organizmu, co mogło spowodować nawet śmierć. Pracownicy przechodzący badanie orzecznicze w sprawie chorób zawodowych spotkali się z informacjami, że lekarze orzecznicy i lekarze konsultanci wydający opinie i orzeczenia dostają wyższe wynagrodzenia za nieuznanie choroby zawodowej niż za opinię i orzeczenie uznające chorobę zawodową i robią wszystko aby nie wydać opinii i orzeczenia o rozpoznaniu choroby zawodowej. W ten sposób w Polsce spada ilość chorób zawodowych, gdyż lekarze konsultanci i orzecznicy wolą wydać opinie i orzeczenie lekarskie o braku podstaw do rozpoznania choroby zawodowej i za to wziąć większą kasę, niż rozpoznać chorobę zawodową i wziąć mniejszą kasę. Robią to na skutek przestępczego działania fałszowania wyników badań u pracowników zgłaszających choroby zawodowe. W mojej sprawie ten sam lekarz konsultant ortopeda wydał dwie sprzeczne sobie opinie, gdzie wpierw stwierdził, że zespól cieśni nadgarstków powstała na skutek warunków pracy. Następnie na skutek wątpliwości orzeczniczych lekarza orzecznika medycyny pracy zostałam wezwana na ponowne badania, gdzie ten sam konsultant ortopeda stwierdził, że cieśni nadgarstków najprawdopodobniej powstały na skutek reumatoidalnego zapalenia stawów, gdzie w tym zakresie powinnam zostać przebadana. Reumatolog na zlecenie lekarza orzecznika WOMP przeprowadził badania, gdzie wykluczył u mnie zmiany reumatologiczne. Ten wynik reumatologa został całkowicie pominięty, gdzie został skierowana na dodatkową konsultację do IMP, gdzie lekarze na podstawie statystyki stwierdzili w opinii, ze najczęstsza przyczyną zespołu cieśni nadgarstków są choroby reumatologiczne (które zmiany reumatolodzy wykluczyli), zmiany endokrynologiczne (które także przez endokrynologów zostały wykluczone) oraz zmiany onkologiczne, których żadnych zmian nie mam. Lekarze stwierdzili, że moje warunki pracy sprzątaczki nie mogły spowodować zespołu cieśni nadgarstków, gdyż nie zachodziły u mnie powtarzalne stałe ugięcia w nadgarstkach, że gdyby moja praca powodowała stałe ugięcia w nadgarstkach (zamiatanie, zmywanie, szorowanie, wykręcanie szmat, praca w pozycji pochyłej i na klęczkach) to moja praca byłaby nieafektywna. Nie przyjęli do wiadomości, że przez wiele lat pracowałam bez rękawic ochronnych, gdzie stosowałam wiele środków chemicznych silnie toksycznych, które spowodowały że skóra rąk i kończyn dolnych była cała popękana powodując u mnie obrzęki wszystkich stawów kończyn dolnych i rąk, że dostałam silnego uczulenia na środki chemiczne. Lekarze orzecznicy w swoich opiniach napisali że stosowane środki chemiczne w pracy sprzątaczki są stosowane w gospodarstwie domowym nie powodują żadnych zmian u osób je stosujących. Tylko kto w gospodarstwie domowym naraz w ciągu zmiany stosuje 30 litrów silenie toksycznego Sidoluxu, Cleaniluxu bez rękawic ochronnych. Wydając orzeczenie lekarskie lekarz medycyny pracy powinien zapoznać się z warunkami pracy pracownika, gdzie bez zapoznania się o tych warunkach za biurka ocenia te warunki pracy stwierdzając, że warunki pracy nie miały wpływ na zgłaszane przez pracowników choroby, jako zawodowe.
    W moim przypadku zostały złożone trzy zawiadomienia do prokuratury o popełnionych przestępstwach wpływania lekarzy orzeczników na lekarzy konsultantów w celu zmiany wyników ich opinii. Ponadto zawiadomienia dotyczyły fałszowania wyników badań laboratoryjnych, gdzie przedłożone ewidentne dowody prokuraturze zostały całkowicie pominięte, gdzie prokuratura przyjęła zeznania tych lekarzy za wiarygodne nie uznając moje dowody świadczące o fałszowaniu badań lekarskich i ambulatoryjnych. Za dowód przyjęła następne orzeczenie lekarskie II stopnia, gdzie wyniki laboratoryjne krwi nie mogły być wynikami mojej krwi, gdyż wcześniejsze i późniejsze wyniki z różnych okresów wykluczały u mnie choroby samoistne - pozazawodowe. Wyniki krwi wykonane podczas mojego pobytu w szpitalu IMP dawały wysoko dodatni wskaźnik wskazujący, że mogą występować u mnie choroby tkanki łącznej (reumatoidalne zapalenie stawów i inne), gdzie kilku reumatologów wykluczyło na podstawie wieloletnich obserwacji i badań laboratoryjnych mojej krwi choroby samoistne, gdzie reumatolodzy wskazali, że przyczyną zmian w moim organizmie najprawdopodobniej są warunki pracy. Ponadto w orzeczeniu o braku podstaw do rozpoznania choroby zawodowej wskazano, że przyczyną zespołu cieśni nadgarstków było niedoczynność tarczycy, gdzie lekarze endokrynolodzy wykluczyli u mnie istnienie. Najciekawsze, że w orzeczeniu powołano się na przebytą operację ginekologiczną przed kilkunastoma latami, jako jedną z przyczyn onkologicznych powstania zespołu cieśni nadgarstków tylko, że nigdy nie miałam żadnej operacji ginekologicznej i nigdy nie leczyłam się ontologicznie. Na zarzuty o poświadczeniu nieprawdy o przebytej operacji ginekologicznej dyrekcja IMP stwierdziła i lekarze orzecznicy, że zaszła zwykła pomyłka pisarska. Ponadto stwierdzono, że wyniki mojej krwi uzyskane w szpitalu IMP są wiarygodne i nie ma potrzeby przeprowadzania ponownych badań. A więc z tej odpowiedzi dyrekcji IMP i orzeczników wynika, że to kilka innych wyników badań mojej krwi z różnych okresów z różnych laboratoriów są niewiarygodne. Tylko to orzeczenie II stopnia zostało wydane prokuraturze prowadzącej w tym czasie śledztwo o fałszowanie orzeczenia I stopnia, gdzie prokuratura do orzeczenie przyjęła jako dowód w sprawie. Zawiadomienia te dotyczyły orzeczników z instytutów medycyny pracy. W jednym przypadku prokuratura na wniosek sądu powołała biegłego sądowego toksykologa, który stwierdził że nie mogło dojść do zatrucia sterydem, gdyż pod testem alergologicznym na środki chemiczne było go zbyt za mało. Ale biegły nie odniósł się do faktu, że ten silny steryd został podany bez mojej wiedzy, jako dodatkowy test płatkowy, który nie został ujawniony w wykazie założonych testów alergologicznych. Prokuratura nawet nie chciała powołać biegłych lekarzy sądowych w celu ustalenia wiarygodności badań laboratoryjnych i badań podmiotowych lekarskich wskazując, że w ten sposób chcę przedłużyć śledztwo. Ponadto biegły sądowy toksykolog był jednocześnie pracownikiem instytutu medycyny pracy, którym to lekarzom zarzucałam fałszowania wyników przez podanie mi sterydu w testach alergologicznych. Prokuratura i sąd nie uznali moich zarzutów do opinii biegłego sądowego, że ta opinia jest tendencyjna i nie oddaje stanu faktycznego. Fałszowanie opinii i orzeczeń lekarskich nie ma miejsca tylko na szczeblu jednostek medycyny pracy szczebla wojewódzkiego. ale ma większą skalę w instytutach medycyny pracy w Łodzi i w Sosnowcu.
    Na podstawie tych fałszywych opinii i orzeczeń wydawane są fałszywe decyzje sanepidu, które nie dają podstaw do stwierdzenia chorób zawodowych. Uważam, ze sanepid mający za zadanie zbadać warunki pracy pracownika nie czyni tego lub wystawia fałszywe karty oceny warunków pracy, aby nie wydać decyzji o rozpoznaniu choroby zawodowej.
    Ciekawe jest stwierdzenie lekarza będącego dyrektorom instytutu medycyny pracy, że środki chemiczne tylko mogą podrażnić skórę, lub mogą przedostać się do organizmu w formie oparów i że środki chemiczne nie przenikają przez skórę i nie można się przez układ dermalny zatruć i nie mogło to spowodować alergii kontaktowej na środki chemiczne. Na podstawie tego stwierdzenia w orzeczeniu lekarskim wydano decyzję sanepidu o braku podstaw do stwierdzenia choroby zawodowej zatrucia środkami chemicznymi i braku alergii kontaktowej.
    Wszystkie instytuty medycyny pracy i wojewódzkie ośrodki medycyny pracy powinny być skontrolowane przez NIK i CBA pod względem korupcji
    Tak więc żaden sprzeciw i zarzut w stosunku do opinii nie pomoże, gdyż nawet prokuratura w śledztwie nie jest w stanie podważyć wiarygodność takiej opinii pomimo ewidentnego fałszywego wydania takiej opinii popartymi dowodami na fakt sfałszowania tych opinii.
    Zwracałam się do Rzecznika Praw Obywatelskich, który odmówił mi pomocy w postępowaniu przed Naczelnym Sądem Administracyjnym na moją skargę na decyzje sanepidu stwierdzające brak podstaw do rozpoznania chorób zawodowych opartych na fałszywych opiniach lekarskich.
    Donosiłam o moich przypadkach do media, nawet pisałam do GP, gdzie odbiło się to brakiem zainteresowania moim przypadkiem, chyba dlatego, że w ta sprawę fałszowania opinii lekarskiej był zaangażowany naczelny lekarz krajowy medycyny pracy.
    Stwierdzam, że w Polsce istnieje system fałszowania opinii lekarskich, który ma za zadanie nie uznawania faktycznych przyczyn powstawia chorób. Ma to podłoże, że w wielu przypadkach ZUS musiałby wypłacić odszkodowania za choroby zawodowe, a NFZ za nagminne błędy lekarskie.

  • 5: obserwator z IP: 83.19.170.* (2011-07-20 12:25)

    Przedstawiciel z bezpłatnej linii Rzecznika Praw Pacjenta odmówił pomocy w sprawie opisanej przez "obserwator" post 4 06.06.11r. Stwierdził, że orzeczenia lekarskie wydane przez medycynę pracy nie mogą być wzruszone przez RPP, gdyż nie wchodzą w jego kompetencje, tylko mogą to dokonać do tego organy powołane np. prokuratura.
    Dlatego stwierdzam, że pracownik który stracił zdrowie na skutek warunków pracy pozbawiony jest ochrony prawnej instytucji powołanej przez państwo.
    Jest to proces podjęty przez państwo, pracodawców i ZUS do nieuznawania chorób zawodowych, aby wyeliminować roszczenia odszkodowawcze pracowników od ZUS-u za choroby zawodowe.

  • 6: oszukany z IP: 94.40.21.* (2012-04-03 22:32)

    Następny organ ,który nic nie może i od którego orzeczenia nie można się odwołać,jedna banda.

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zapisz się na bezpłatny newsletter Gazety Prawnej

Sonda:

Czy prezydent powinien podpisać ustawy reformujące system emerytalny

Wyszukaj w Encyklopedii

Galerie zdjęć

Twarze Biznesu

Zapisz się na bezpłatny newsletter