Pan uważa, że ustawa o działalności leczniczej jest pełna błędów. Czy faktycznie jest aż tak zła? Przecież zacznie obowiązywać od 1 lipca.

Ustawa miała wprowadzić nowe rozwiązania organizacyjno-prawne, które poprawią dostępność do świadczeń zdrowotnych, doprowadzą do lepszej ich organizacji i sprawniejszego zarządzania. Mimo tych obietnic uchwalone przepisy zawierają wiele nieostrych i niezdefiniowanych sformułowań. Część z tych sformułowań pochodzi z ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, ale bez określenia, co oznaczają. Rodzić to może duże problemy interpretacyjne. Nowe przepisy np. nie wymagają od członków zarządów spółek posiadania jakichkolwiek profesjonalnych kwalifikacji do zarządzania nimi. To błąd, bo podmioty lecznicze, mimo chęci ustawodawcy, to niezwykli przedsiębiorcy a ich produkty to życie i zdrowie, a nie zwykłe dobra konsumpcyjne.

Ale czy ten brak precyzyjności, ważny zapewne dla ekspertów, może przełożyć się na pogorszenie sytuacji pacjentów?

Oczywiście, bo jednym z głównych problemów związanych z funkcjonowaniem ochrony zdrowia w Polsce jest brak ustawowego określenia, które podmioty władzy publicznej ponoszą prawną odpowiedzialność za poszczególne rodzaje i poziomy świadczeń. I ustawa o działalności leczniczej te błędy powiela. Dla pacjentów oznacza to, że w dalszym ciągu zamiast np. trafiać do przychodni, będą od razu kierowani do szpitali. A to często niepotrzebnie podraża koszty ich leczenia.

Samorządy będą miały obowiązek bieżącego pokrywania ujemnego wyniku finansowego podmiotów leczniczych. Stać je na to?

O to trzeba zapytać ich przedstawicieli. Ja uważam, że nie. Przede wszystkim ustawa nie wskazuje źródła finansowania tego obowiązku. A to oznacza, że muszą na to znaleźć pieniądze w swoich budżetach, kosztem realizacji innych zadań. Nałożenie nowych zadań nastąpiło bez wynikającego z konstytucji obowiązku zapewnienia im odpowiednich do tego środków finansowych. Chodzi o art. 167 ust. 4 konstytucji.

Czy w sytuacji likwidacji publicznego szpitala pacjenci będą mieli zapewnioną ciągłość leczenia?

Uważam, że nie. Do ustawy o działalności leczniczej nie został bowiem przeniesiony obowiązujący art. 43 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. Wynika z niego brak swobody podmiotów publicznych, w tym samorządów, w likwidacji publicznych szpitali. Można to robić, ale pod pewnymi warunkami. Właśnie m.in. na tej podstawie Trybunał Konstytucyjny wydał ważne dla systemu lecznictwa orzeczenie z 27 czerwca 2000 r. (K 20/99, OTK 2000 r. nr 5, poz. 140). Wynika z niego, że równy dostęp do świadczeń finansowanych z publicznych pieniędzy możliwy jest tylko wtedy, gdy działa odpowiednia liczba jednostek ochrony zdrowia zależnych od organów władzy publicznej (art. 68 ust. 2 i 3 konstytucji). Nowa ustawa pozwala na likwidację każdego publicznego podmiotu leczniczego bez wskazania, kto przejmie wykonywane przez niego świadczenia.

Jak to może przełożyć się na sytuację pacjentów?

Z nowego systemu wynika niemal całkowity brak wpływu resortu zdrowia na liczbę działających podmiotów publicznych oraz na jakość udzielanych świadczeń i liczbę koniecznego do utrzymania odpowiedniej dostępności personelu medycznego. Takie rozwiązania nie tylko nie poprawiają sprawności zarządzania publicznymi pieniędzmi przeznaczonymi na świadczenia zdrowotne, ale mogą wywołać w niedalekiej przyszłości paraliż publicznego systemu lecznictwa.