Droga do osiągnięcia większego dobrobytu wiedzie poprzez cmentarzysko dotychczasowych zawodów i sposobów, w jaki ludzie zarabiają dziś na życie. To nieuchronne.
Publikacja: 7 maja 2011, 03:00

źródło: DGP
Rozmowa z Andy Kessler'em, inwestorem i autorem ekonomicznych bestsellerów.
„Przedsiębiorco, nie bój się pożerać ludzi” – nawołuje pan w tytule swojej najnowszej książki. Jest ona jednym wielkim płomiennym apelem do biznesmenów, by nie mieli skrupułów i rezygnowali czym prędzej z tych wszystkich pracowników, których mogą zastąpić nowym sprytnym oprogramowaniem czy maszyną. Pana zdaniem wyjdzie to na dobre nie tylko samym firmom, lecz także światowej gospodarce. Brzmi radykalnie.
Ale to prawda. Droga do osiągnięcia większego dobrobytu wiedzie poprzez cmentarzysko dotychczasowych zawodów i sposobów, w jaki ludzie zarabiają dziś na życie. To nieuchronne. Ja tego nie wymyśliłem. Pisał o tym już Adam Smith w swoim „Bogactwie narodów”. Jestem tylko posłańcem przekazującym wiadomość. Nie zabijajcie mnie.
Trudno będzie wytłumaczyć to pana rodakom. Amerykańska gospodarka ciągle nie może dojść do siebie po głębokim kryzysie, a rekordowe, sięgające prawie 10 proc. bezrobocie urasta do najpoważniejszego problemu największej gospodarki świata.
Tak samo uważa mój najstarszy syn Kyle, który niedawno odbywał letni staż w jednej z firm biotechnologicznych w Dolinie Krzemowej. Pracował przy tworzeniu firmowego newslettera. Jego jedynym obowiązkiem było czytanie kilku pierwszych linijek wszystkich dokumentów i e-maili przychodzących do firmy i sortowanie ich według tematyki czy poziomu przydatności. W sumie głupia, mało absorbująca praca i możesz przy tym słuchać muzyki, sprawdzać e-mail czy siedzieć na Facebooku. Dostawał za to 10 dolarów za godzinę. Sam jestem przedsiębiorcą, więc gdy o tym usłyszałem, naturalnym odruchem była propozycja usprawnienia: przecież każdy początkujący informatyk może napisać prosty program, który w automatyczny sposób przeskanuje przychodzące dokumenty i na podstawie kluczowych słów przesortuje je do folderów. Proste, prawda? Na co mój syn odparł sarkastycznie: – Wiesz, ile osób straciłoby pracę na wakacje, gdybyś napisał taki program?
I nie miał racji?
Nie miał. Gdyby wszyscy myśleli w ten sposób, nie doszłoby do żadnego postępu, który w pierwszej fazie zawsze wiązał się ze zniszczeniem wielu zbędnych miejsc pracy. Woźnicowie, stajenni czy kowale stracili robotę, gdy bryczki zostały wyparte przez samochody. Proszę pomyśleć o ochroniarzach zwolnionych z powodu wprowadzenia kamer przemysłowych czy telefonistkach, którym wręczono wymówienie, bo ktoś napisał kod umożliwiający pełną automatykę połączeń. Mimo to w większości krajów świata poziom dobrobytu jest wyższy niż wówczas, gdy na drogach dominowały konne zaprzęgi, a rozmowa telefoniczna wymagała, by ktoś w centrali przełożył wtyczkę z jednej dziurki do drugiej. To nie przypadek.
To samo dzieje się na naszych oczach. Może ktoś pamięta jeszcze, jak wyglądały biura dużych firm przed nastaniem ery komputerowej? Wypełniały je całe rzesze sekretarek, na których opierało się działanie przedsiębiorstwa. Prowadziły terminarze swoich szefów, sortowały korespondencję, przygotowywały notatki. Dziś sekretarek jest nieporównywalnie mniej, a te, które pozostały, są przede wszystkim synonimem statusu kierownictwa. Tak naprawdę całą robotę organizuje się za pomocą komputera, smartfona, poczty głosowej. To tylko jeden z długiej listy zawodów zanikających tu i teraz. Taki sam los czeka agentów biur podróży wypieranych przez serwisy online w stylu Expedii umożliwiające szczegółowe zaplanowanie wakacji – od kupna biletu lotniczego przez zarezerwowanie hotelu po wynajęcie samochodu czy zamówienie taksówki. W miarę upowszechniania elektronicznego zarządzania finansami osobistymi pracę tracą też całe rzesze pracowników obsługujących klientów banku czy giełdowych brokerów, których zastępują komputery analizujące giełdowe trendy i dokonujące na tej podstawie transakcji.
Pożeranie zawodów przez postęp jest może i dobre dla poszczególnych przedsiębiorców, którzy obniżają w ten sposób koszty. Ale nie wygląda to na dobrą wiadomość dla całego społeczeństwa. Wypychanie ludzi z rynku pracy przez maszyny oznacza, że mniej osób może sobie pozwolić na większą konsumpcję, a to cios w cały produkt krajowy. Na dodatek rządy muszą wydawać miliardy na rozładowanie napięć społecznych spowodowanych bezrobociem – rozrasta się system państwa socjalnego, a kuleją inwestycje. W konsekwencji gospodarka jest słabsza, a nie silniejsza.
Jest dokładnie odwrotnie. Trzeba bowiem pamiętać, że postęp w pierwszej chwili coś niszczy, ale daje w zamian dużo więcej. Wprowadzenie ulepszenia w otaczającym nas świecie prowadzi nieuchronnie do wzrostu produktywności. Samochodem można było przewieźć więcej, szybciej i na dalszą odległość niż wozem drabiniastym, co otwierało nowe biznesowe horyzonty dla tysięcy przedsiębiorców. Komputery mają większą pamięć niż sekretarki, w związku z czym można koordynować jednocześnie więcej transakcji. Krótko mówiąc: dzięki wyższej produktywności możliwe jest tworzenie większej ilości dóbr za pomocą mniejszego nakładu zasobów. To wyższa produktywność jest i zawsze była prawdziwą dźwignią dobrobytu na świecie. Co więcej, zyski, które przynosi innowacja, nie trafiają tylko do kieszeni przedsiębiorców. Owszem, Steve Jobs stał się dzięki iPhone’om bajecznie bogaty, trzeba jednak przyznać, że globalna gospodarka zarobiła na innowacjach Apple’a jeszcze więcej. Podobnie było w przypadku Billa Gatesa i Microsoftu. Dzięki nim miliony ludzi tworzą więcej przy mniejszym nakładzie sił i środków. Dlatego przedsiębiorcy nie tylko nie powinni wahać się i w razie potrzeby pożerać stare i nieproduktywne miejsca pracy. Oni muszą to robić, by rosła produktywność, a świat był lepszym i bardziej zasobnym miejscem.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: Samson III z IP: 77.65.39.* (2011-05-07 06:43)
Rozumiem,że "kreatorzy", piszący programy zastępujące ludzi w tych zawodach, będą musieli opierać się na procedurach (czyli automatyzmie).To w takim razie pytam się autora, co będzie gdy procedury będą nieścisłe ( bo zmieni się otoczenie, nieustannie się zmieniające) lub złe ?
Pytam się z pozycji "służącego"
co będzie gdy procedury te doprowadzą do nieodwracalnej katastrofy, w sensie gospodarczym lub, po prostu, fizycznym (Smoleńsk )??? Albo w skali mikro, przedsiębiorstwa lub koncernu, powodując np. skażenie środowiska ?
Rozumiem, że jako "kreator" wymyśli Pan specjalne procedury prawne dla "kreatorów" oraz inne, specjalne procedury prawne dla "służących " aby nie mogli ukarać "kreatorów" ? Wie Pan, czym taki system w istocie będzie, bez względu na nazwę ? Chyba nie muszę tego pisać.
2: fonek z IP: 213.158.197.* (2011-05-07 06:45)
Ten facet wygaduje brednie. Komputery jedynie mogą uzupelniać ludzi a nie likwidować etaty. Komputery jak kazda inna maszyna muszą być kontrolowane ponieważ jak kazda maszyna potrafią się mylić a tym bardziej w czytaniu dokumentów. Nie ma idealnego komputera. Przykład: przy obliczaniu PIT wprowadza się dane a komputer je poprawia i wpisuje dane które nie są zgodne z rzeczywistością. Podatnik na tym traci ponieważ część jego pieniędzy gdzięś przepada. Wprowadzono kasy komputerowe przy sprzedaży biletów na kolei i czas obsługi pasażera się wydłużył. Można podać wiele przykładów gdzie wprowadzenie ,,postępu" kojarzy się z jakością i szybkością wykonywanej pracy.
3: wsm z IP: 77.115.5.* (2011-05-07 07:23)
Ot, choćby spróbować ten wywiad przeprowadzony w j. amerykańskim-angielskim przełożyć na j. polski np. przy pomocy translatora komputerowego. Dziękuję za taki świat.
4: Darecki Lodz z IP: 188.33.255.* (2011-05-07 08:20)
W podsumowaniu: miejsce jest tylko dla "Panow Wladcow Komputerowcow". Reszta "sluzacych, nierobow, tragarzy, ... lekarzy" - do pieca. Ciekaw jestem, czy napisal juz ktos wirtualnego psychiatre?
Oczywiscie, moge sie mylic, poniewaz jest to moja ludzka opinia, a nie wynik skanowania programu komputerowego ...
Moja bardzo ludzka opinia: co za baran!
5: G53 z IP: 88.156.17.* (2011-05-07 09:30)
Ten wywód- nie jest zbyt ..."bystry". Do takiego systemu właściwie dąży świat---bogaczy. Przez to kumulują olbrzymie sumy i dobra materialne, by później/ze swej próżności i pogardy nad ludzkim życiem i bytem-serwować i wcielać szalone projekty rozwoju naszej cywilizacji. To już się dzieje. Ludzie mający władzę i środki masowego przekazu---dostrzegli-że mogą wpływać i kształtować bieg całych wydarzeń -prawie na całej kuli ziemskiej. Wykorzystują to-podają w mediach najgłupsze pomysły i wizje, w które ludzie zaczynają" wierzyć" . Jakieś socjotechniczne sztuczki. Właściwie to chcą,żeby na ziemi ostała się mała grupka..."nadludzi",a resztę trzeba ---zdezaktywować / bo po co-mają się męczyć/ Tak naprawdę ,to jest wizja przerażająca ---a chyba jest realizowana...
6: benpo z IP: 217.17.38.* (2011-05-07 12:02)
Za kilka lat z tych wszystkich wielkich koncernów i ich biznesu i całej tej cywilizacji nie pozostanie najmniejszy ślad, powstanie bowiem cywilizacja która będzie całkowicie inna, można o tym przeczytać w Biblii.
7: hgdfdg z IP: 77.112.103.* (2011-05-07 12:48)
Widzę, że Kessler wywołał gniew socjalistów wszelkiej maści, którym nie podoba się fakt, że głównym celem przedsiębiorcy jest zysk, a nie "dawanie pracy" (a to ostatnie powinno przecież zachodzić tylko wtedy, gdy jest konieczne dla osiągnięcia zysku).
Jeśli ktoś wykonuje mało skomplikowaną pracę, to z powodzeniem może go zastąpić maszyna. W ten sposób pracodawca płaci tylko tym, którzy są naprawdę niezbędni. Jest to bardzo ekonomiczne i dobre rozwiązanie.
Fajnie by było, żeby firma dawała pieniądze za darmo, tzn. za sam fakt bycia zatrudnionym na papierze... to by było dopiero życie, prawda? ;-)
8: zoon z IP: 83.19.246.* (2011-05-07 13:57)
"W 1968 r., gdy Intel wprowadzał na rynek pierwszy czip pamięci komputerowej, trzeba było płacić około dolara za bit. Dziś kosztuje on mniej więcej cztery centy." Nie wiem, gdzie autor dziś kupuje RAM, ale gdy kość 4GB kosztuje u nas +/- 55 USD to za 1 bit wychodzi 1,6*10^-9 USD.
9: Voy z IP: 94.42.4.* (2011-05-07 14:43)
Szkoda, że nie wszyscy zrozumieli o czym mówi Andy Kessler. Przecież gdy mówił o programistach to był tylko przykład. Miał na myśli ogólne zanikanie zawodów i zastepowanie ich nowymi. To oczywiście jest nieuniknione (patrząc wstecz na historię bliższą i dalszą). Pytanie tylko czy korzystne. Ja uważam, podobnie jak Andy Kessler, że tak.
10: Samson III z IP: 77.65.39.* (2011-05-07 17:08)
Do Voy. Komputer się nie zawaha przy wprowadzaniu procedury.Oczywiście będą komputery do sporządzania procedur.Tylko przy takim stopniu komplikacji, będzie coraz mniej ludzi mogących to, choćby minimalnie skontrolować, W CZASIE RZECZYWISTYM (na bieżąco, w chwili obecnej) To tak jak z rakietą kosmiczną. Składa się z tylu elementów, że jeden w końcu zawodzi.Czytajcie Lema !!!
A co będzie gdy, ta nieliczna grupa ludzi ogarniająca całość techniczną programów, zginie ? Znowu polecam : Brian W. Aldiss "Gdy zabraknie człowieka" .Czytać tłuki i myśleć !!! Na końcu każdej procedury powinna być uwaga : "Niniejsza procedura nie zwalnia użytkownika od MYŚLENIA "
Czy w zaświadczeniu dla ZUS o przychodzie pracownika trzeba wykazać nagrody

Do 31 maja rodzice otrzymujący świadczenie pielęgnacyjne mogą składać wniosek o przyznanie 100 zł dodatku do tego wsparcia.