Rozmawiamy z Markiem Rockim, doktorem habilitowanym, przewodniczącym Państwowej Komisji Akredytacyjnej (PKA), byłym rektorem Szkoły Głównej Handlowej

Jak zmienią się zasady oceniania szkół wyższych po 1 października, kiedy wejdzie w życie reforma szkolnictwa wyższego?

Obok obecnie obowiązującej oceny programowej będzie funkcjonować ocena instytucjonalna. Oznacza to, że Państwowa Komisja Akredytacyjna (PKA) będzie mogła oceniać całą jednostkę organizacyjną uczelni (wydział), a nie jak jest obecnie, jedynie poszczególne kierunki studiów. Jakość uczelni zagwarantuje, że kierunki przez nią prowadzone spełniają standardy. Tym samym nie będzie potrzeby jej częstego wizytowania.

Co to oznacza dla PKA?

Już nie będzie musiała oceniać każdego kierunku z osobna w tych jednostkach, które otrzymają akredytację instytucjonalną. Dzięki temu koszty jej funkcjonowania będą niższe.

Na co komisja szczególnie zwróci uwagę w czasie wizytacji uczelni?

W mojej ocenie najistotniejszą rolę w kształtowaniu jakości studiów będą odgrywać wewnętrzne systemy zapewniania jakości. Z tego powodu PKA większą niż dotąd wagę przywiąże do jego oceny. Jeśli szkoła będzie miała dobrze funkcjonujący system zapewniania jakości, to oznacza, że jej oferta dydaktyczna jest dobra.

Na czym ten system ma polegać?

Na przykład na przejrzystych mechanizmach uruchamiania wykładów, dopuszczania do pracy nauczycieli akademickich, sposobie ich wyłaniania, zasadach ocenienia wykładowców i wyciągania konsekwencji z tych ocen.

A poza tym?

Będziemy też oceniali efekty kształcenia. Uczelnia będzie musiała nas przekonać, że dobrze kształci.

Jak będzie mogła to zrobić?

Na przykład pokazując, jakie nagrody uzyskali studenci w konkursach międzynarodowych, czy mają publikacje w czasopismach naukowych, uczestniczą w badaniach, zdobywają granty, czy są aktywne koła naukowe. PKA musi mieć pewność, że uczelnia zapewnia to, co obiecała kandydatom na studia.

A czy szkoła wyższa, która otworzy nowy, autorski kierunek studiów na starcie będzie oceniania przez PKA?

Nie. Uczelnie z uprawnieniami do nadawania habilitacji nie będą na początku w żaden sposób weryfikowane przez PKA. Jedynie te, które ich nie posiadają będą podlegały ocenie, ale w takim zakresie jak jest obecnie.

Czyli?

Po pierwsze będą przedstawiać program kształcenia, a PKA sprawdzi czy posiadana przez uczelnię kadra spełnia minimalne kryteria merytoryczne. Na przykład to, czy nauczyciele akademiccy mają dorobek naukowy lub praktyczny związany z nowym kierunkiem studiów.

A czy uczelnie dzięki swobodzie w tworzeniu własnych programów kształcenia nie skuszą się na oszczędzanie na jakości prowadzonych zajęć?

Istnieje takie zagrożenie, ale liczę na rynek. Pierwsi absolwenci tych kierunków dadzą sygnał, czy dyplom uczelni pozwala na znalezienie pracy.

Kandydaci przy wyborze kierunku studiów nie zawsze kierują się wysokim poziomem kształcenia. Czy może się okazać, że nowy system wcale nie pomoże najlepszym uczelniom?

Może się tak stać, że na rynku zostaną tylko najlepsze i najgorsze uczelnie. Najlepsze dlatego, że mają za sobą historię, doświadczenie i dobrą ofertę dydaktyczną. Najgorsze, bo są najtańsze. Znikną te średnie.

Jak walczyć ze słabymi uczelniami?

Jesteśmy w gospodarce rynkowej. Studenci, którzy chcą studiować na najlepszej uczelni, już teraz mogą znaleźć o niej informacje na stronie PKA. Ci, którzy chcą kupić dyplom, i tak będą szukać takiej możliwości.

Co w nowych przepisach motywuje uczelnie do dbania o jakość?

Rewolucyjną zmianą jest to, że już nie będzie dyplomu państwowego. Zastąpi go dyplom uczelni. W tej chwili jesteśmy ostaniem krajem w regionie obok Rosji, Białorusi i Ukrainy, który daje dyplomy państwowe, a nie uczelnianie. Wszędzie na świecie są one sygnowane godłem uczelni, bo to oznacza, że szkoła gwarantuje swoją historią, marką i reputacją jakość programów nauczania. W Polsce formalnie za dyplom odpowiada minister. Teraz ten obowiązek będzie ciążył na uczelniach. To spowoduje, że szkoły wyższe będą musiały utworzyć nowe, innowacyjne i interesujące kierunki studiów. Wcześniej nie musiały tego robić. I to jest szansa na rozwój edukacji wyższej. A jednocześnie wyzwanie.