W Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim mimo przejęcia od stycznia tego roku pracowników np. z gospodarstw pomocniczych obecne zatrudnienie jest niższe niż 30 czerwca 2010 r. W innych urzędach jest inaczej?

Racjonalizację zatrudnienia przeprowadzamy od 2008 roku. Na koniec czerwca 2010 r. pracowało u nas 1488 pracowników, a obecnie jest ich o 26 mniej.

A może zmniejszenie zatrudnienie wynika z masowych przejść pracowników np. do pobliskiego ratusza lub urzędu marszałkowskiego?

Takie sytuacje miały miejsce wcześniej. Kilka lat temu w urzędzie wojewódzkim zarobki wynosiły średnio 2,5 tys. zł, a w urzędzie miasta czy marszałkowskim grubo ponad 4 tys. zł. Obecnie te różnice się zacierają. W naszym urzędzie średnie zarobki wynoszą już blisko 3,5 tys. zł.

Płace urzędników są wciąż mniej więcej takie same w całej Polsce. Czy to pani przeszkadza?

To jedna z większych słabości systemu płac w korpusie służby cywilnej – bez względu na region płace są na podobnym poziomie. To się powinno zmienić, aby zależały od pensji w województwach. Wtedy np. dla Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego średnia pensja wynosząca 3 tys. zł byłaby atrakcyjna, a np. w Warszawie musiałaby być znacznie wyższa. Teraz trudno motywować pracowników do pracy.

Urzędy muszą 3 proc. funduszu płac przeznaczać na nagrody. Czy to nie wystarczy, aby motywować pracowników?

To za mało. W efekcie ten urzędnik, który dobrze pracuje, nie otrzymuje więcej, ale prawie tyle samo ile ten, który do niej tylko przychodzi. Staram się z tym walczyć. Wysokości pensji nie mogę uzależnić wyłącznie od efektów, ale co kwartał staram się przyznawać najlepszym nagrody. Wynoszą średnio od 300 do 700 zł dla pracownika, dla kierownika mogą być wyższe.

Czy można zmierzyć efekty pracy urzędnika?

Zwykle tak. W urzędzie mamy np. wewnętrzną bazę wykazu spraw. Tam można sprawdzić, kto ile ich ma i jak efektywnie pracuje. Dzięki temu mogłam też zlikwidować kilkanaście stanowisk, bo taka baza pokazuje, kto jest niezbędny w urzędzie.

Większość szefów urzędów uważa, że trudno jest zwolnić członka korpusu służby cywilnej. Czy tak jest naprawdę?

Nie mam z tym problemów. Przyznaję, że w toku jest kilkanaście spraw w sądzie pracy, ale każdy dyrektor generalny musi się z tym liczyć. Ciągły monitoring pracy urzędników i rzetelna ocena pozwoli nam na skuteczne zwalnianie z pracy słabych.

Czy potrzebna była ustawa o 10-proc. zwolnieniach w administracji?

Na pewno są urzędy, gdzie jest przerost zatrudnienia, ale i takie gdzie zatrudnienie w ostatnich trzech latach zmniejszyło się o ponad 10 proc. Ta ustawa, gdyby weszła w życie, byłaby krzywdząca dla tych dyrektorów dobrych urzędów.

A może do redukcji nie trzeba ustawy, ale zmieszenia funduszu płac o 10 proc.?

Naszego budżetu na wynagrodzenia od lat nikt nam nie zmienia, zwiększa się tylko dzięki konsolidacji jednostek. Wynosi obecnie prawie 69,5 mln zł, a zadań nam przybywa. Redukcja etatów mogłaby powodować zaległości w realizacji zadań. A obniżenie pensji nie wchodzi w grę.