Zapowiadane przez rząd zmiany w OFE to reforma dla finansów publicznych czy dla przyszłych emerytów?

Propozycja rządowa jest korzystna dla obecnych i przyszłych emerytów oraz dla finansów publicznych. Tracą na tym właściciele funduszy emerytalnych.

Opór OFE to jedyna przyczyna gorącego przyjęcia ustawy?

Przyczyn może być wiele. Szkoda, że zmiany wprowadzane są dopiero teraz, bo będą korzystne dla obywateli. Sposób waloryzacji tej części, która pójdzie do ZUS, będzie według nominalnego PKB, a prowizji ZUS nie będzie naliczał. A jeżeli dzięki uldze podatkowej będzie można odłożyć na emeryturę o 20 proc. więcej, siłą rzeczy stopa zastąpienia też będzie wyższa.

Tyle że waloryzacja w ZUS zależy od dobrej woli rządu. Za 10 lat inna ekipa może to zmienić.

Nie od woli rządu, lecz od decyzji parlamentu wybranego w powszechnych wyborach. Hipotetycznie w przyszłości jakiś parlament może zmienić system. Ale to dotyczy tak samo istniejącego modelu drugiego filaru, czyli OFE. Gdybyśmy kontynuowali finansowanie OFE poprzez zaciąganie długu, nie możemy z góry założyć, że przez kolejne 30 lat demokratyczne władze Polski nie będą mogły wprowadzić takiej czy innej korekty. Umówiliśmy się na demokrację parlamentarną, a nie dyktaturę elit merytokratycznych.

Obrona obecnego modelu to rodzaj dyktatury?

Cześć elit merytokratycznych ma to do siebie, że uważa, iż rozwiązania, które ma za jedynie słuszne, nie powinny podlegać dyskusji w miejscu najbardziej uprawnionym, jakim jest parlament. Że rząd, który posiada mandat od wyborców, nie ma tytułu do zmieniania tych rozwiązań, nawet jeżeli uważa to za korzystne dla obywateli.

Ale właśnie przedstawiciele merytokracji mówią, że ta zmiana podważa bezpieczeństwo przyszłych emerytów.

Mówienie o tym, że istniejący system jest bezpieczny, a proponowane zmiany niebezpieczne, jest kompletnym nieporozumieniem. Słynny licznik pokazuje, że na każdego przypada ponad 20 tys. zł długu, ale nie wskazuje, że 7 tys. zł z tego to wynik utworzenia systemu OFE. Dopiero taki łączny rachunek obrazuje skalę zagrożeń. Jeśli ten dług przypisany do obywatela wzrośnie w ciągu najbliższych lat, to w przyszłości Polacy być może będą mieli odłożoną sporą sumkę, ale jednocześnie na plecach dług wynikający z jej finansowania.

Zaraz, zaraz. 10 lat temu został wymyślony dwufilarowy system emerytalny. Teraz rząd zostawia, można powiedzieć, półtorafilarowy – spora część składki zamiast do OFE trafi do sektora publicznego.

Jak można mówić, że likwidowane są OFE, skoro docelowo blisko połowa składki na drugi filar ma tam nadal trafiać? Do tego dochodzi wzmocnienie systemu poprzez indywidualne decyzje oszczędnościowe dzięki ulgom podatkowym już w tym roku. System, który teraz obowiązuje, jest niesprawiedliwy. Polega na wyrywaniu sobie tej samej składki przez pana i pana rodziców. Nikt wcześniej nie przedstawił sposobu, jak zasypać dziurę, która narastałaby przez 40 lat.

A prywatyzacja?

Dochody z prywatyzacji i tak zostały w przeszłości zużyte na pokrycie deficytu budżetowego i nigdy nie były wystarczająco wysokie. Dopiero ten rząd prywatyzuje na potęgę.

To jaki błąd popełniono 10 lat temu?

Problem polega na tym, że po roku, dwóch latach czy trzech nikt nie zrobił przeglądu efektów reformy, co powinno być normalną praktyką. Dlatego nie ujawniły się ryzyka i koszty z nią związane. Te same osoby, które wprowadzały ten system, dziś mówią o konieczności podwyższania wieku emerytalnego, i powstaje pytanie, dlaczego nie zrobiły tego w 1999 r. Dlaczego wtedy zrobiono tylko pierwszy krok reformy, zostawiając najtrudniejsze decyzje następcom?

Ale Kowalski uważa, że w OFE są jego pieniądze.

Tak, to są pieniądze obywateli, i w ZUS też są ich. Tylko pamiętajmy, że ich bezpieczeństwo w obu jest na barkach państwa i parlamentu. Mamy tego przykład. Grecja może będzie musiała dokonać redukcji swojego zadłużenia, czyli wszystkie greckie obligacje zostaną przewartościowane w dół. Gdyby Grecy mieli takie OFE jak my, wartość oszczędności też by spadła proporcjonalnie do udziału obligacji w ich portfelach. To pokazuje, że nie można rozdzielić długu od kondycji państwa i sytuacji systemu emerytalnego. A u nas próbuje się tak zrobić.

Kowalski może się czuć oszukany. Miała być emerytura na Bahamach, a teraz dowiaduje się, że to była pomyłka.

Praprzyczyną wprowadzenia nowego modelu było przekonanie, że system z wysoką stopą zastąpienia jest nie do utrzymania i dlatego postanowiono: obywatele, odkładajcie sobie na konto, a wasza emerytura będzie taka, jak odłożycie. Zapomniano tylko dodać, że stopa zastąpienia, czyli relacja emerytury do ostatniej pensji, będzie oscylować w okolicach 30 proc., a nie 65 proc. jak dotychczas.