Jak pan ocenia stan polskiej nauki?

Jakość nauki jest wynikiem poziomu kształcenia. W ostatnim dziesięcioleciu pięciokrotnie wzrosła liczba studentów przy półtorakrotnym wzroście liczby nauczycieli akademickich. To skutkuje wzrostem stopnia scholaryzacji, ale i obniżeniem jakości kształcenia. Pozytywnym skutkiem było zmniejszenie skali bezrobocia, bo absolwenci szkół średnich nie trafiają od razu na rynek pracy. Ale nie wolno nam nie dostrzegać faktu, że masowość kształcenia doprowadziła do obniżenia jego jakości.

Jakie są tego efekty?

Imponujący wzrost liczby uczelni prywatnych (326) w stosunku do liczby uczelni publicznych (132) pogłębił zjawisko wieloetatowości. Ze względów czysto materialnych kadra profesorów i adiunktów pracuje na kilku etatach w różnych szkołach wyższych. W takim układzie nie ma czasu dla studentów, na seminaria i indywidualne dyskusje, czy nauczanie naukowego myślenia. Na jednego promotora pracy dyplomowej przypada kilkunastu, a często kilkudziesięciu studentów. Kadra naukowa jest bardzo obciążona, większość czasu poświęca na dydaktykę, co utrudnia prowadzenie badań. Innym aspektem jest wykorzystanie absolwentów uczelni dla polskiej gospodarki i administracji. A przecież są na ich kształcenie przeznaczone publiczne pieniądze.

Zatem odpowiadając na zadane pytanie: stan polskiej nauki jest zatrważający, zawód naukowca ze względu na niskie uposażenia przestał być atrakcyjny, pogłębia się luka pokoleniowa, a ilustracją jest brak konkurencyjności polskich zespołów w zdobywaniu grantów międzynarodowych oraz miejsce polskich uczelni w różnych rankingach. W ostatnio opublikowanym rankingu The Times na liście dwustu najlepszych uniwersytetów na świecie nie ma żadnej polskiej uczelni.

Co należy zrobić, aby poziom kształcenia był wyższy i aby kadra nie była tak bardzo obciążona dydaktyką, tylko mogła zająć się także prowadzeniem badań naukowych?

Potrzebne jest opracowanie długofalowej strategii kształcenia na podstawie potrzeb rynku pracy i nauczanie w ramach wybranych kierunków tylko tyle osób, ile potrzeba. Wtedy zwiększą się nakłady na jednego studenta i podwyższy jakość kształcenia. Kadra naukowa nie będzie też tak obciążona. To, że obecnie wiele młodych osób ma tytuł licencjata, inżyniera czy magistra wcale nie świadczy o zdobytej wiedzy. Dlatego może warto było zastanowić się nad tym, czy za publiczne środki kształcić mniej osób, ale za większe pieniądze.

Jakie problemy ma polska nauka?

Głównym problemem jest jej finansowanie. Nakłady na naukę są kilkakrotnie niższe niż średnia europejska. W Unii Europejskiej w 2010 roku wynosiły ok. 2 proc. PKB. W Polsce wynoszą 0,57 proc. PKB. W 2008 roku rząd obiecywał, ze nakłady na szkolnictwo wyższe oraz badania i rozwój do 2013 roku miały być zwiększone do 2 proc. PKB. Jednak z ostatnich prognoz rządu wynika, że środki te będą znacznie mniejsze od zapowiadanych, i w 2013 roku mają wzrosnąć do 0,91 proc. przy uwzględnieniu środków europejskich, zaś w podziale wypracowanego przez Polaków PKB, do 0,42 proc. (aktualnie 0,37 proc.).