Prowadzi pan wiele spraw o mobbing. Czy kodeks pracy dostatecznie chroni przed nim pracowników?

Przepisy nigdy nie chronią całkowicie. Gdyby zapytała mnie pani jednak, czy przepisy te są racjonalne i optymalne, powiedziałbym, że nie.

Dlaczego?

Bo utrudniają dochodzenie roszczeń i są niekonsekwentne. Przykładowo żeby ubiegać się o odszkodowanie, pracownik musi sam rozwiązać umowę o pracę, podając za przyczynę właśnie mobbing. I tylko wtedy może liczyć na przyznanie rekompensaty pieniężnej. Jeśli chce występować o zadośćuczynienie, takiego obowiązku już nie ma. Jeżeli więc mobbing wywołał u niego rozstrój zdrowia, może żądać zadośćuczynienia za krzywdę, nie zwalniając się z pracy albo wystąpić o nie już po odejściu z firmy. Również tryb rozwiązania umowy jest tu bez znaczenia. To powinno zostać ujednolicone. Nie ma powodu, aby o odszkodowaniu decydowało to, kto pierwszy złoży wypowiedzenie.

Czyli jeśli pracodawca uprzedzając decyzje pracownika, sam go zwolni, pozbawi go prawa do odszkodowania?

Niestety tak. To mocno krzywdzące dla pracowników.

Pracownikowi nadal pozostanie ubieganie się o zadośćuczynienie za krzywdę.

Nie jest to jednak łatwe. Aby mieć szansę na zadośćuczynienie, trzeba udowodnić przed sądem nie tylko to, że było się mobbingowanym, ale też że doszło do rozstroju zdrowia i że istnieje związek przyczynowo-skutkowy między działaniami pracodawcy a stanem zdrowia. To wymaga udziału w postępowaniu wielu specjalistów czyli biegłych sądowych.

Samo udowodnienie mobbingu też nie jest łatwe. Choćby z powodu kłopotów ze znalezieniem świadków?

Tak, bo zwykle muszą to być pracownicy tego samego pracodawcy. Oczywiście mobbingowany pracownik może powołać na świadka każdego pracownika, a ten nie może odmówić zeznań. Ale czy będzie to pełnowartościowy świadek? Zdarza się też, choć nie jest to zgodne z prawem, że pracodawca, któremu grozi np. kilka procesów o mobbing, dogaduje się z jednym z mobbingowanych, kluczowym dla udowodnienia roszczeń innych osób, i w zamian za określone świadczenia zobowiązuje go pod groźbą – bezprawnej przecież, ale jednak – kary umownej, do milczenia. Spotykam się z takimi przypadkami.