ŁUKASZ GUZA:

Co przyciąga kandydatów na studia do podjęcia nauki na wydziale prawa UW?

KRZYSZTOF RĄCZKA*:

Sądzę, że decydujące znaczenie ma nasza oferta dydaktyczna. Nie dotyczy ona tylko obowiązkowych zajęć. Nasz wydział oferuje największą liczbę przedmiotów do wyboru ze wszystkich dziedzin prawa. Pod tym względem jesteśmy liderem w skali całego kraju.

Umiejętnie łączymy naukę akademicką z wiedzą praktyczną. Staramy się przede wszystkim, aby odzwierciedlały to zajęcia na naszym wydziale. Wykłady mają umożliwić zdobycie wiedzy teoretycznej. Ale nie powtarzamy jej na ćwiczeniach. Te zajęcia mają przecież polegać na rozwiązywaniu kazusów, przeprowadzaniu symulacji, udoskonalaniu wiedzy wyniesionej z wykładów. Tak dzieje się na naszym wydziale. Liczy się też kadra naukowa. Na UW kształcą i profesorowie i prawnicy praktycy, adwokaci, prokuratorzy, sędziowie Sądu Najwyższego czy Naczelnego Sądu Administracyjnego.

To zalety studiowania w Warszawie.

Są też inne. Jesteśmy otwarci na kontakty z zagranicą. W tym roku akademickim 150 naszych studentów uczestniczyło w programie Erasmus, który umożliwia naukę za granicą. Nasi studenci nie muszą jednak nawet wyjeżdżać, aby korzystać z materiałów lub zasobów zagranicznych uczelni. Wystarczy, że udadzą się do naszej biblioteki, która umożliwia im dostęp do materiałów dydaktycznych i publikacji z całego świata.

Ale konkurencja w Warszawie też jest większa niż w innych ośrodkach akademickich. To właśnie tu działa najwięcej szkół niepublicznych, które kształcą na kierunku prawo, w tym zwycięzca naszego rankingu w kategorii uczelni prywatnych. UW nie czuje się zagrożony?

Rywalizujemy ze sobą już od co najmniej 10 lat. Sądzę, że ta konkurencja wychodzi nam na dobre, bo mobilizuje nas do dalszego działania, stymuluje do dalszych zmian i zapewniania jeszcze wyższego poziomu kształcenia. To, że warszawskie uczelnie niepubliczne osiągają wysokie lokaty w rankingach, dobrze świadczy też o naszym wydziale, bo muszą przecież z nami konkurować.

Podkreśla pan, że UW wygrywa z innymi uczelniami bo umożliwia zdobycie wiedzy teoretycznej i praktycznej. Czy jednak sam program studiów prawniczych nie powinien zawierać więcej elementów, które potem można wykorzystywać w zawodzie prawnika?

Nie można z tym przesadzać. Prawo to kierunek akademicki, a nie przedmiot zawodowy. To zaleta, a nie wada, bo absolwenci prawa mogą dzięki temu znaleźć pracę w bardzo wielu zawodach. Jest takie powiedzenie, że na pewno nie mogą stanąć tylko przy stole operacyjnym. Myślę jednak, że także samo życie potrafi wymusić na uczelniach, aby uczyły one także praktycznych podstaw zawodu prawniczego. Nasi kandydaci chcą się dostać na aplikację, więc musimy ich do tego przygotować. I tu właśnie pojawia się problem. Brakuje koordynacji między działaniami uczelni a instytucjami, które decydują o aplikacjach prawniczych. Decyzje w tych sprawach podejmują one samodzielnie, nie dyskutując z nami ani o treści, ani o modelu egzaminów na aplikacje, choć przecież to my przygotowujemy kandydatów do nich.

W zawodzie prawniczym coraz bardziej liczy się specjalizacja w danej gałęzi prawa. Czy studia prawnicze też nie powinny być bardziej specjalistyczne?

Sądzę, że dopiero kariera zawodowa decyduje o tym, w jakiej dziedzinie prawa specjalizują się nasi absolwenci. Być może już po studiach należałoby wprowadzić jakiś system specjalizacji podobny do tego, jaki obowiązuje lekarzy. Ale prawnik, tak jak lekarz, musi zdobywać wiedzę przez całe życie. Dlatego w tym zawodzie tak ważne jest kształcenie ustawiczne. Realizujemy je, bo nasz wydział oferuje też studia podyplomowe. Sądzę, że w przyszłości nastąpi jednak raczej internacjonalizacja kształcenia prawniczego niż jego specjalizacja. Wciąż postępuje przecież integracja europejska oraz globalizacja. Te zjawiska mają ogromny wpływ na kształcenie prawników. W przyszłości o ich sukcesie może zdecydować to, czy będą potrafili dostosować swoje umiejętności do wciąż zmieniających się warunków.

*prof. Krzysztof Rączka

dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego