ROZMOWA

PAWEŁ JAKUBCZAK:

Ilu bezrobotnych po skorzystaniu z jakiejś formy aktywizacji podejmuje pracę?

WIKTOR WOJCIECHOWSKI*:

Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że średnio co drugi. Ale faktyczna skuteczność aktywizacji prowadzonej przez urzędy pracy jest niższa. Te dane pokazują, ile wynosi odsetek bezrobotnych, którzy podjęli pracę w okresie do 3 miesięcy od ukończenia np. szkolenia lub stażu. To za krótko, aby rzetelnie ocenić skuteczność różnych form aktywizacji. Wymagałoby to monitorowania losu tych osób na rynku pracy w dłuższej perspektywie, a takich badań się nie prowadzi. Nie wiadomo np., ilu z tych bezrobotnych pracuje po 6 czy 12 miesiącach.

Które z form aktywizacji sprawdzają się najlepiej?

Najwyższą skuteczność, sięgającą 100 proc., ma refundacja dla firm za wyposażenie i doposażenie stanowiska pracy dla bezrobotnego oraz dotacja na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej. Wysoką efektywność (ponad 70 proc.) mają też prace interwencyjne, w ramach których firmy nawet przez rok mogą zatrudniać bezrobotnych. W tym czasie mogą dobrze poznać możliwości zawodowe bezrobotnych i podjąć decyzję o ich dalszym zatrudnieniu.

A co ze stażami. Co drugi bezrobotny znajduje po nich pracę. Czy to dobry wynik?

Raczej nie. Koszt stażu dla jednego bezrobotnego to ok. 5,5 tys. zł. Biorąc pod uwagę, że tylko co druga osoba po jego ukończeniu pracuje, przeciętny koszt skutecznej aktywizacji w tej formie wynosi około 11 tys. zł. Jest tu z pewnością zbyt dużo marnotrawstwa publicznych pieniędzy. Niezależnie jednak od niskiej oceny efektywności staży trzeba pamiętać, że korzystają z nich szczególnie młodzi bezrobotni, często w ogóle bez żadnego doświadczenia zawodowego. Po stażu zwykle uzyskują pierwsze konkretne kwalifikacje. Później łatwiej jest im znaleźć pracę.

A jak pan ocenia roboty publiczne i prace społecznie użyteczne?

Trzeba je zlikwidować. Większość bezrobotnych, którzy biorą w nich udział, wraca do rejestrów urzędów pracy. Jeśli nie od razu po ich zakończeniu, to po kilku miesiącach. Uczestnikami robót publicznych i prac społecznie użytecznych są osoby, które najtrudniej zaktywizować, często z niskimi kwalifikacjami, długotrwale bezrobotne. Niektóre badania wręcz wskazują, że pracodawcy nie chcą zatrudniać osób, które wcześniej uczestniczyły w robotach publicznych, bo to sygnał nie tylko niskiej wydajności, ale także niskiej kultury pracy.

Najmniej bezrobotnych ma pracę po zakończeniu szkoleń. Dlaczego?

Zbyt rzadko bezrobotni szkolą się u przyszłego pracodawcy. Praktyka pokazuje, że ci, którzy zdobywają doświadczenie zawodowe bezpośrednio w konkretnych przedsiębiorstwach, znacznie częściej później pracują niż osoby, które biorą udział w szkoleniach ogólnych, prowadzonych przez firmy szkoleniowe. Efektywność szkoleń rośnie też wtedy, gdy są one kierowane do konkretnej, wąskiej grupy osób, a także gdy firmy współfinansują część kosztów przyuczenia do zawodu. Wtedy przedmiot szkolenia ściśle odpowiada zapotrzebowaniu na konkretne umiejętności tam wymagane.

Czy większe nakłady na instrumenty rynku pracy są kluczem do poprawy ich efektywności?

Aktywizacja zawodowa może pomagać w zmniejszaniu bezrobocia, ale nie spowoduje trwałego zwiększenia niskiego współczynnika zatrudnienia w Polsce. Pracuje u nas tylko 60 proc. osób w wieku produkcyjnym (15 – 64 lata) wobec ok. 70 proc. w krajach Europy Zachodniej. Tego nie zmieniłoby nawet to, gdyby wszystkie pieniądze z Funduszu Pracy przeznaczyć na najbardziej efektywne firmy aktywizacji. Aby zwiększyć liczbę pracujących, trzeba ograniczyć transfery społeczne – zasiłki dla bezrobotnych, z pomocy społecznej czy wcześniejsze emerytury. Wysokiemu zatrudnieniu sprzyjają też niskie podatki, elastyczny rynek pracy oraz szeroki zakres wolności gospodarczej, w tym zwłaszcza niskie bariery we wchodzeniu na rynek nowych przedsiębiorstw.

Wiktor Wojciechowski

dr nauk ekonomicznych, członek zarządu Fundacji FOR (Forum Obywatelskiego Rozwoju), dyrektor działu analitycznego w FOR