Czy osoby rozpoczynające pracę będą oszczędzać w OFE?

Chcemy, żeby już od 1 stycznia 2011 r. zaczęły obowiązywać nieco zmodyfikowane zasady oszczędzania na przyszłą emeryturę. Zapowiadane zmiany to tylko niewielka korekta mająca poprawić sytuację oszczędzających osób. Ubezpieczony nadal obowiązkowo będzie płacił składkę na ubezpieczenie emerytalne w wysokości 19,52 proc. tzw. podstawy wymiaru. Obecnie część tej składki (7,3 proc. podstawy) odprowadzana jest przez ZUS do wybranego OFE. Proponujemy obniżenie tej składki do 3 proc. Takie rozwiązanie gwarantuje, że zostanie ograniczone ryzyko utraty części oszczędności w okresie dekoniunktury gospodarczej i zmaleją koszty systemu emerytalnego.

Przeciwnicy twierdzą, że w ten sposób chce pani zniszczyć reformę emerytalną.

Nieprawda. Nigdzie nie jest zapisane, że podstawą reformy emerytalnej jest obowiązek przekazywania ponad 1/3 składki do OFE. Jej podstawą jest indywidualne konto emerytalne. To dzięki informacjom, tam zgromadzonym ubezpieczony będzie wiedzieć, ile środków zgromadził na koncie. Od tej wielkości będzie zależeć przyszła emerytura.

W poniedziałek odbyła się tzw. konferencja uzgodnieniowa dotycząca tych zmian. Czy ministerstwu udało się przekonać oponentów?

Konferencja nie doprowadziła do zbliżenia stanowisk. Nadal Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego podtrzymują wcześniejsze krytyczne uwagi. Zaproponowane przez nas rozwiązania nie zyskały też akceptacji ministra Michała Boniego. Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych także nie zgadza się na żadne zmiany zasad oszczędzania w OFE. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że jeśli ograniczymy strumień pieniędzy trafiający do funduszy, to automatycznie będą niższe prowizje i opłaty. W związku z tym fundusze protestują przeciwko zmianom, ale to jest rzecz absolutnie zrozumiała.

Towarzystwa emerytalne wskazują, że te zmiany zostaną zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego.

To bardzo dobrze. Demokracja polega na tym, że powszechne towarzystwa emerytalne (PTE) zarządzające OFE mogą skierować skargę w tej sprawie nawet do Strasburga czy do Komisji Europejskiej. Jednak kraje, które ograniczały wysokość składki wpłacanej do instytucji prywatnych, jakimi są OFE, mają do tego prawo, ponieważ to one decydują o kształcie systemu emerytalnego. Nie można zabronić rządowi odpowiedzialnemu za bezpieczeństwo obywateli prawa do zmiany wysokości środków publicznych przekazywanych do prywatnych funduszy. W ubiegłym roku Estonia w ogóle zaprzestała przekazywania składek do funduszy emerytalnych. Litwini obniżyli stopę procentową składki do 3 proc., a Czesi wycofali się z utworzenia prywatnych funduszy emerytalnych.

Czy brak poparcia nie spowoduje, że wszystko zostanie po staremu?

System emerytalny powinien być budowany w interesie ubezpieczonego. Dlatego nie można tego zostawić po staremu. O ostatecznym kształcie zmian będzie decydować minister finansów, którego zadaniem jest ocena wielkości długu publicznego wynikającego z kosztów reformy emerytalnej. A ten jest wyjątkowo duży. Pod koniec 2009 roku wysokość tego długu przekroczyła 261 mld zł. Co piąta złotówka wypracowana w Polsce została więc przeznaczona na wykupienie papierów dłużnych, które trafiły do OFE. Koszt obsługi długu emerytalnego wynosi 13,3 mld zł rocznie. Dla porównania – obecnie w aktywach OFE jest zaledwie 195 mld zł. Do OFE przekazujemy nie nadwyżki, a środki pochodzące z emisji obligacji, powiększając tym samym dług publiczny. Trzeba w końcu postawić pytanie, czy słuszne jest dalsze jego zwiększanie. Według prognoz Ministerstwa Finansów w 2060 r. dług ten przekroczy 190 proc. PKB, a koszt jego obsługi wyniesie 9,2 proc. PKB.