ROZMOWA

KLARA KLINGER:

Skąd sprzeciw środowiska w związku z planowanymi przez panią zmianami?

PROF. BARBARA KUDRYCKA*:

Jan Wróbel kiedyś w Dzienniku napisał, że środowisko naukowe aktywnie popierało głębokie reformy finansowe, zdrowia, gospodarki, bo rozumiało konieczność ich wprowadzenia. Ale kiedy reforma dotknęła ich samych – przekaz był prosty: „Reform nie chcemy”.

Jednak po dwóch latach konsultacji społecznych można powiedzieć, że o ile na początku opór był, to teraz różni nas tylko kilka wcale nie najważniejszych szczegółów.

Jednak opór nie jest mały, a to w końcu środowisko akademickie będzie realizować przyjmowane reformy.

Dialog i konsultacje z przedstawicielami środowiska odbywały się w trzech etapach na przestrzeni dwóch lat. Wiele zapisów pod wpływem tych konsultacji zmodyfikowaliśmy. Problem w tym, że nie zawsze interesy studentów czy władz uczelni się pokrywają. Z naszej perspektywy nowelizacje muszą być korzystne w pierwszej kolejności dla studentów i młodych naukowców, to priorytet tej reformy.

Zmiany muszą być wprowadzone jak najszybciej, bowiem do tego zobowiązuje nas Deklaracja Bolońska, której Polska jest sygnatariuszem.

Nie w każdej jednak kwestii panuje zgoda: studenci nie pogodzili się z odpłatnością za drugi kierunek.

Problem zniknie, gdy wprowadzimy Krajowe Ramy Kwalifikacji. Uczelnie otrzymają ogromną autonomię programową. Te najlepsze będą mogły tworzyć samodzielnie zupełnie nowe kierunki i programy studiów, łącząc różne dyscypliny. Spodziewam się, że w ciągu pięciu lat powstaną bardzo ciekawe propozycje studiów interdyscyplinarnych. Wówczas problem odpłatności za drugi kierunek nie będzie istniał, bo rozmaite dyscypliny będzie można studiować w ramach jednego kierunku – bezpłatnie.

Jest jeszcze inny problem, który wywołał ich zaniepokojenie: zmniejszenie stypendiów naukowych na rzecz socjalnych.

Zadaniem państwa jest przede wszystkim wspieranie studentów w najtrudniejszej sytuacji finansowej – tak by brak środków nie był przeszkodą w dostępie do dobrego wykształcenia. Taka zasada społecznej solidarności to trend w całej Unii. Stypendia naukowe pozostaną, ale jako wyróżnienie dla wybitnych studentów. Mam też nadzieję, że znana ministerstwu patologia zawyżania ocen, by umożliwić studentom uzyskanie stypendium naukowego, zniknie lub przynajmniej się zmniejszy.

Ma wejść zakaz wieloetatowości dla kadry naukowej. A co z takimi wykładowcami, którzy pracują np. w kancelarii prawnej i wykładają? Przecież nie zrezygnują pracy w kancelarii.

Nie będą musieli. Wprowadzamy zasadę, że pracownik naukowy może mieć maksimum dwa etaty dydaktyczne – drugi za zgodą przełożonego. Rektor powinien wiedzieć, gdzie poza uczelnią pracuje jego kadra. To chyba naturalne, że od pracowników akademickich oczekujemy nie tylko, że wyśmienicie poprowadzą wykłady, ale też że zaangażują się w projekty badawcze. Przy kilku etatach nie mają na to zwyczajnie czasu. Ograniczenia te nie będą dotyczyć praktyki prawniczej lub ekonomicznej, która stanowi warsztat doskonalenia wiedzy naukowej.

Naukowcy mówią: mamy za niskie pensje i stąd wieloetatowość.

Proszę porozmawiać z naukowcami, którzy realizują granty badawcze, szczególnie te z European Research Council – nikt nie powie, że źle zarabia. Na Zachodzie naukowcy zarabiają, prowadząc zajęcia i wykłady, ale przede wszystkim angażując się w realizację projektów badawczych. Tak będzie i w Polsce, musimy jedynie zmienić dotychczasowy, anachroniczny sposób myślenia o zadaniach uczonego.

Czyli jednostki badawcze i uczelnie mają zamienić się w dobrze prosperujące przedsiębiorstwa?

Odwrotnie. Chcemy odejść od dotychczasowego traktowania uczelni jako przedsiębiorstw produkujących masową liczbę źle wykształconych studentów. Chcemy, żeby stały się jednostkami naukowymi, które odpowiadają i identyfikują się z badaniami, włączają swoich studentów, a przede wszystkim doktorantów w procesy badawcze. I kształcą dobre kadry także dla potrzeb otoczenia i gospodarki, pod kątem innowacyjnych wyzwań stojących przed Polską. Na razie mamy w szkolnictwie wyższym konkurencję o przyciągnięcie jak największej liczby studentów, ale nie o jakość ich wykształcenia.