Rozmowa z MAŁGORZATĄ JAROMSKĄ, kierownikiem Działu Kadr i Wynagrodzeń w firmie Promotech w Białymstoku - Od 22 sierpnia firmy, które ucierpiały z powodu kryzysu, mogą ubiegać się o dopłaty do pensji pracowników. Białostocka firma Promotech jako jedna z pierwszych przeszła całą procedurę ubiegania się o tę pomoc.
Publikacja: 3 listopada 2009, 03:00 Aktualizacja: 3 listopada 2009, 10:54
ŁUKASZ GUZA
Aby uzyskać dopłaty, firma musi wykazać, że z powodu kryzysu ma kłopoty finansowe. Czy trudno było to udowodnić, w tym zwłaszcza co najmniej 25-proc. spadek sprzedaży?
MAŁGORZATA JAROMSKA
Jesteśmy producentem zaawansowanych technologicznie elektronarzędzi i sprzętu dla przemysłu. Ponad 90 proc. naszej produkcji jest eksportowane do wielu krajów na całym świecie – w szczególności do USA oraz Europy Zachodniej. Efektem drastycznego spadku zamówień jest znacznie obniżona sprzedaż, którą wykazaliśmy w kwartalnych sprawozdaniach F-01.
Pracodawca musi też m.in. wskazać wysokość stawki wypadkowej, jaką opłaca.
Tak, co roku pracodawca dostaje zawiadomienie z ZUS o jej wysokości. Sądziliśmy, że wystarczy ksero zawiadomienia, ale konieczne jest jeszcze oświadczenie pracodawcy o wysokości stopy procentowej składki oraz wskazanie, jakiego okresu ono dotyczy.
Czy trudno było wykazać, że firma nie jest zagrożona upadłością według przepisów unijnych?
Nie. Zgodnie z przepisami firma jest zagrożona, jeśli utraciła połowę kapitału własnego, a nas ten problem nie dotyczy. Oceniając wniosek, urzędnicy zwracają też uwagę na prestiż i opinie o pracodawcy w środowisku lokalnym. Jeżeli firma jest dobrze postrzegana, dba o pracowników i ich warunki pracy, była nagradzana w konkursach dla pracodawców, to zwiększa się prawdopodobieństwo pozytywnego rozpatrzenia wniosku.
Pracodawcy obawiają się, czy będą w stanie samodzielnie przygotować program naprawczy. Czy firma sama go przygotowała?
Tak. Jego projekt opracował nasz analityk finansowy, a nie firma zewnętrzna. Pomogło nam też Biuro Terenowe FGŚP, które wskazało, co powinno znaleźć się w programie.

Przygotowane przez rząd rozwiązania nie zyskały akceptacji związkowców. Funkcjonariusze i żołnierze krytykują pomysł wykonywania obowiązków służbowych aż do ukończenia przez nich 55 lat.