Ministerstwo Zdrowia proponuje likwidację stażu podyplomowego dla lekarzy. Czy to dobry pomysł?

Zdecydowanie zły.

Dlaczego samorząd lekarski nie zgadza się na likwidację stażu?

Zawód lekarza obok niezbędnej wiedzy wymaga wielu umiejętności praktycznych. Studia to okres, w którym zdobywa się przede wszystkim wiedzę teoretyczną. Dopiero po ich ukończeniu przychodzi czas na praktyczną naukę zawodu. Podstawowe umiejętności zdobywa się w czasie stażu podyplomowego.

Ale zdarza się i tak, że w jego trakcie młodzi lekarze bardziej zajmują się wypełnianiem dokumentacji medycznej, niż praktyczną nauką zawodu?

Umiejętność prowadzenia dokumentacji medycznej to nie jest wcale margines praktyki lekarskiej. Nie twierdzę jednak, że staż podyplomowy działa jak szwajcarski zegarek. Dlatego należy go poprawiać, a nie likwidować. Roczny staż w podstawowych dziedzinach medycyny jest potrzebny szczególnie tym, którzy zdecydują się w przyszłości na praktykę w bardzo wąskiej specjalizacji.

Resort zdrowia tłumaczy, że likwidacja stażu zwiększy liczbę lekarzy w systemie lecznictwa?

Większy dopływ lekarzy będzie tylko przez jeden rok, wtedy kiedy staż zniknie. Ale w kolejnych latach już tego efektu nie będzie.

Czy należy skrócić czas specjalizacji?

Jako samorząd popieramy skrócenie czasu dochodzenia do specjalizacji oraz zwiększenie liczby placówek uprawnionych do ich prowadzenia. Oczywiście, nie może się to wiązać z pogorszeniem jakości kształcenia. Nasze opinie i resortu w tej sprawie są bardzo podobne. Dlatego popieramy wprowadzenie tzw. modułowego systemu specjalizacji. Dzięki temu zniknąłby podział na specjalizacje podstawowe i szczegółowe. To pozwoliłoby na skrócenie czasu nauki.

Ile obecnie trwa zrobienie specjalizacji podstawowej i szczegółowej?

Podstawowej od czterech do sześciu lat. Jeżeli lekarz wybiera specjalizację szczegółową, to musi na to poświecić kolejne cztery, pięć lat. W praktyce oznacza to, że specjalizację szczegółową lekarz zdobywa nawet po 9-10 latach nauki od podyplomowego rozpoczęcia kształcenia. Moim zdaniem to za długo.

Wszystkie zmiany proponowane przez resort zdrowia w systemie kształcenia lekarzy to dopiero założenia do ustawy. Czy nie należałoby przyśpieszyć prac nad nimi?

Tak, bo do kwietnia 2010 roku należy nie tylko przyjąć nowelizację ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, ale również przygotować i wprowadzić w życie nowe rozporządzenie w sprawie specjalizacji.

Skąd ten termin?

Wtedy przestaje obowiązywać obecne rozporządzenie w sprawie specjalizacji.

Ale założenia do zmian w systemie kształcenia zostały dopiero przyjęte przez rząd?

To może, niestety, oznaczać, że nie będzie zbyt wiele czasu i okazji do konsultacji samego projektu ustawy. Tym bardziej szkoda, że resort nie skorzystał z projektu nowelizacji ustawy w zakresie systemu kształcenia, jaki przygotował samorząd lekarski. Został on przekazany do Ministerstwa Zdrowia na początku 2009 roku.

Czy w Polsce brakuje lekarzy?

Prawdopodobnie coraz bardziej, chociaż trudno ocenić, ilu brakuje. Musimy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że medycyna cały czas się rozwija, standardy opieki nad pacjentem zmieniają się i wymagają coraz większej liczby specjalistów przy wykonywaniu tych samych procedur. W niektórych specjalnościach już teraz brakuje lekarzy, a średnia ich wieku wynosi 48–50 lat.

Grozi nam luka pokoleniowa wśród lekarzy?

W niektórych specjalnościach na pewno tak. Poza tym Polska nie jest szczególnie atrakcyjna jako miejsce pracy dla lekarzy spoza Europy. Jeszcze jakiś czas temu do Polski przyjeżdżało kilkuset lekarzy rocznie zza wschodniej granicy. Ta sytuacja zmieniła się wraz z przystąpieniem Polski do UE. Skoro i tak, chcąc pracować w Polsce, muszą przejść przez wszystkie formalności związane z uzyskaniem prawa do pracy na terenie Wspólnoty, to finansowo bardziej opłaca się im wyjechać np. do Wielkiej Brytanii.

Z danych resortu zdrowia wynika, że średnie zarobki lekarzy wcale nie należą do najniższych. W ocenie środowiska medycznego to manipulacja. Zgadza się pan z tym?

Tak. Ministerstwo Zdrowia posługuje się uśrednionymi danymi. Najczęściej żongluje się zarobkami uzyskiwanymi nie z samego etatu, ale także z pracy dodatkowej np. dyżurów. Przyznaję jednak, że są dziś lekarze, którzy zarabiają bardzo dobrze, ale jest wielu takich, których pensja miesięczna nie przekracza 2,5 tys. zł brutto.

Czy przedstawienie takiej informacji o zarobkach lekarzy to sygnał rządu, że nie powinni oni domagać się ustalenia pensji minimalnej?

Samorząd, proponując ustalenie pensji minimalnej dla lekarzy, pielęgniarek i położnych, wzorował się wyłącznie na regulacjach, które już obowiązują w stosunku np. do prokuratorów czy sędziów. Jest niedopuszczalną patologią, że wciąż można zatrudnić pielęgniarkę za 1200 zł brutto.