Ratyfikowana przez Polskę Konwencja nr 181 Międzynarodowej Organizacji Pracy, a także ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy nakazują państwu równe traktowanie prywatnych i publicznych służb zatrudnienia. Czy taki proces faktycznie nastąpił?

MONIKA ULATOWSKA

W ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy jest wiele zachęt do współpracy między agencjami i urzędami pracy. Artykuł 6 par. 8 mówi wprost o możliwości zlecania agencjom zatrudnienia niektórych zadań przez publiczne służby zatrudnienia, a zgodnie z art. 24 marszałek lub starosta w ramach środków określonych w budżecie danego samorządu mogą zlecić agencjom zatrudnienia realizację usług rynku pracy, w szczególności: pośrednictwa pracy, poradnictwa zawodowego i informacji zawodowej, pomocy w aktywnym poszukiwaniu pracy czy organizacji szkoleń.

Problem w tym, że ustawodawca nie do końca uwzględnił fakt, że agencje pośrednictwa pracy są jednostkami komercyjnymi.

Co konkretnie ma pani na myśli?

Nie może być tak, że urzędy pracy decydują, którego bezrobotnego ze swojej bazy danych oddelegować do pośrednika zewnętrznego, a którego zatrzymać dla siebie. Jeśli ma być zachowana zasada równości agencji i urzędów pracy, to agencje powinny mieć swobodny dostęp do informacji o bezrobotnych kandydatach z urzędów pracy. Niektóre urzędy rozumieją mechanizmy rynkowe, inne traktują agencje pośrednictwa pracy jako bezpośrednią konkurencję dla urzędu i zagrożenie miejsc pracy. Tymczasem ich usługi na rynku pracy mogą się świetnie uzupełniać.

Na zachowawczość urzędów w kwestii współpracy z agencjami wciąż wpływają niechlubne incydenty z przeszłości, które podważyły wiarygodność całej branży.