● Uczelnie publiczne nie interesują się, jak poradzą sobie zawodowo na rynku pracy ich absolwenci. Czy tak powinno być?

– Generalnie uczelnie publiczne dysponują dużą autonomią w swoim funkcjonowaniu, a my chcemy jeszcze wyraźniej ją powiększać. Warto zauważyć, że od lat 90., kiedy w Polsce przybyło uczelni niepublicznych, wytworzył się swoisty rynek uczelniany oznaczający rywalizację o studenta. Szkoły wyższe zaczęły konkurować między sobą, pokazując potencjalnym kandydatom, np. w różnych rankingach, co dzieje się z ich absolwentami, lub jak postrzegają ich pracodawcy. Bardzo popularne stały się zapożyczone z Zachodu wszelkiego typu badania dotyczące osiąganych przez absolwentów uczelni dochodów czy miejsc pracy, do których oni trafiają. Uczelnie dostrzegły, także z marketingowych powodów, zasadność monitorowania karier absolwentów. Również w naszych konkursach na podnoszenie potencjału dydaktycznego staramy się zachęcać uczelnie do opracowywania systemów monitorowania losów zawodowych absolwentów. W założeniach reformy szkolnictwa wyższego zapisaliśmy nawet zalecenie prowadzenia takich systematycznych analiz.

● Zatem w interesie uczelni będzie, aby jej absolwenci znajdowali dobrą pracę?

– Oferta uczelni staje się coraz bardziej kompleksowa. Powstają biura karier, których zadaniem jest pomóc absolwentom na rynku pracy, oraz inkubatory przedsiębiorczości, a także centra zaawansowanych technologii, które wspierają przedsiębiorczość i innowacyjne pomysły biznesowe zarówno wśród kadry uczelnianej, jak i studentów.

Od dwóch ostatnich lat obserwujemy istotne przeorientowanie oferty wielu szkół publicznych. Uczelnie, które do tej pory niemal obowiązkowo zgłaszały wśród nowo tworzonych kierunków ekonomię czy zarządzanie, teraz postawiły na kształcenie studentów w bardzo konkretnych zawodach. Teraz wśród najpopularniejszych są m.in. turystyka i rekreacja, bezpieczeństwo wewnętrzne, fizjoterapia, pielęgniarstwo, informatyka i budownictwo.