● Od sześciu lat nie zmieniły się progi dochodowe uprawniające do świadczeń rodzinnych. Teraz rząd proponuje, aby nadal pozostały one niezmienione. Dlaczego?

– Kryzys spowodował, że minister finansów próbuje chronić budżet, ograniczając wydatki wszelkimi możliwymi sposobami. Tak się jednak nieszczęśliwie złożyło, że najbardziej stracą na tym rodziny z dziećmi, które wymagają szczególnej ochrony. Nasz resort proponował nowelizację ustawy o świadczeniach rodzinnych, która zakładała podniesienie o 12,7 proc. kryterium dochodowego uprawniającego do świadczeń. Zależy mi na zwiększeniu pomocy kierowanej do rodzin wielodzietnych. Chcę również podnieść zasiłek pielęgnacyjny. W dotychczasowej wysokości miałoby być wypłacane tzw. becikowe. Dzięki temu z wyższych świadczeń korzystałoby o 20 proc. więcej dzieci, czyli 3,91 mln, a nie 3,26 mln, jak obecnie. Budżet musiałby zapłacić za taką podwyżkę w 2010 roku dodatkowo około 2 mld zł.

● Tak się jednak nie stało.

– Minister finansów proponuje podniesienie wysokości zasiłku rodzinnego do poziomu 40 proc. koszyka żywnościowego. Nie zmienią się jednak progi dochodowe.

● Ile więc będą wynosić nowe świadczenia?

– Wysokość zasiłku rodzinnego ma wzrosnąć z 48 zł na dziecko w wieku 0–5 lat, 64 zł w wieku 6–18 lat i 68 zł w wieku 19–24 lata do odpowiednio 68 zł, 91 zł i 98 zł.

● Czy weto ministra finansów przekreśla możliwość zmian progów dochodowych?

– Rozporządzenia dotyczące wysokości świadczeń rodzinnych oraz progów uprawniających do ich otrzymania muszą być wydane latem. W przypadku świadczeń z pomocy społecznej termin ten upływa 15 lipca, natomiast do 15 sierpnia muszą być wydane rozporządzenia dotyczące świadczeń rodzinnych. To wystarczająco dużo czasu, aby resort finansów określił jeszcze możliwości budżetu w tym zakresie.

● Czy do tego czasu będzie gotowa nowelizacja ustawy budżetowej?

– W czerwcu będzie projekt zmian. Wtedy okaże się, czy sytuacja będzie na tyle zła, że będziemy musieli oszczędzać na świadczeniach rodzinnych. Mam nadzieję, że tak nie będzie. Z danych wynika, że sytuacja jest coraz lepsza, bo np. wpłaty składek do Funduszu Pracy i Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych są nie tylko regularne, ale też w zakładanej wysokości.

● A jeśli związki nie zgodzą się na zamrożenie progów dochodowych?

– Mam nadzieję, że w ciągu miesiąca dojdziemy do porozumienia z Komisją Trójstronną. Jeśli tak się nie stanie, rząd wyda obwieszczenie określające te wysokości.

● Polacy obawiają się bezrobocia. Czy mają powody?

– Polacy mają już za sobą dwie wielkie restrukturyzacje gospodarki. Pierwsza na początku lat 90., a druga na początku tego wieku spowodowały, że ludzie zwyczajnie boją się utraty pracy. W 2001 roku bezrobocie w Polsce przekroczyło poziom 3 mln. osób, czyli bez pracy było 17,5 proc. ludności aktywnej zawodowo. Rok później było jeszcze gorzej. Co piąta osoba nie mogła znaleźć zatrudnienia. Teraz nie będzie tak źle. Od początku roku liczba bezrobotnych wzrosła o 247,2 tys., tj. o 16,8 proc. W analogicznym okresie ubiegłego roku ubiegłego roku odnotowano spadek bezrobocia o 140,9 tys. osób, tj. o 8,1 proc. W kwietniu 2009 r. szacowany wskaźnik bezrobocia zmniejszył się po raz pierwszy w tym roku i osiągnął wartość 11 proc.

● A co dalej?

– Stopa bezrobocia do lata ustabilizuje się na obecnym poziomie. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to wielkość ta nie ulegnie zmianie do jesieni.

● Skąd taki optymizm?

– Nie spada liczba miejsc pracy w budownictwie, które jako pierwsze odczuło skutki kryzysu. Dodatkowo nasze zakłady, np. motoryzacyjne, korzystają na kryzysie w Niemczech. Wprowadzenie u naszych sąsiadów dopłaty ekologicznej do zakupu nowych samochodów średniej klasy spowodowało, że zakłady w Tychach nie mogą nadążyć z realizacją zamówień. Dodatkowo liczymy na wpływy środków z UE na już realizowane inwestycje. To spowoduje, że jesienią na rynku będzie więcej pieniędzy niż obecnie.

● Jak wygląda wariant pesymistyczny bezrobocia?

– W pesymistycznym wariancie bezrobocie na koniec roku może wynieść 12–12,5 proc. Jednak Polacy nie zasłużyli, aby tylko przez dwa lata korzystać ze wzrostu gospodarczego. Dlatego mam nadzieję, że przedsiębiorstwa wkrótce zaczną przyjmować pracowników, a nie zwalniać.

● Jolanta Fedak

absolwentka nauk politycznych, od lat 90. związana z PSL. Była m.in. wicemarszałkiem województwa lubuskiego