● Rząd wciąż powtarza, że armia będzie profesjonalna. Co to właściwie oznacza?

– Na armię profesjonalną składają się trzy składniki. Pierwszy to żołnierz zawodowy, który przychodzi do wojska na ochotnika. Drugi to jego wyposażenie w nowoczesny sprzęt, z czym związana jest modernizacja sił zbrojnych. Ostatnim elementem jest wysoki poziom i intensywność szkolenia żołnierzy.

● Czy są one obecnie realizowane w wojsku?

– Nie. Co więcej, nie są one zagwarantowane z samego założenia. Realizowany jest tak naprawdę wyłącznie pierwszy element polegający na likwidacji obowiązkowej służby wojskowej. Natomiast w programie rozwoju sił zbrojnych przyjęto obniżenie dotychczasowego udziału części budżetu resortu obrony narodowej na modernizację techniczną. Zgodnie z przepisami, na modernizację powinniśmy wydawać co najmniej 20 proc. budżetu MON. Wskaźnik ten w innych armiach profesjonalnych wynosi co najmniej 30 proc. Resort obrony przez ostatnie lata osiągnął 25 proc. Dlatego uważam, że decyzja ministra obrony o obniżeniu tych nakładów do minimalnego 20-proc. poziomu jest zła.

● Czy zabraknie pieniędzy na szkolenia i sprzęt?

– Tak. W armii będą służyć żołnierze ochotnicy, ale nie będzie dla nich nowoczesnego sprzętu. Jest oczywiste, że na szkolenie MON musi przeznaczyć więcej pieniędzy niż dotychczas. Niepokojącym sygnałem jest np. fakt, że piloci samolotów nie spędzają w powietrzu niezbędnej liczby godzin. Z pewnością także kierowcy za mało jeżdżą, strzelcy za mało strzelają, a marynarze tęsknią za dłuższym i częstszym wychodzeniem w morze. Uważam, że założenia profesjonalizacji sił zbrojnych są niespójne. Nie ma zachowanej właściwej proporcji między wydatkami na uposażenie żołnierzy i ich utrzymanie a wydatkami na modernizację techniczną i szkolenie. W stosunku do budżetu przyjęto więc, że armia będzie zbyt liczna.

● Ale przecież wciąż zmieniają się plany dotyczące liczebności armii. Czy nie wynika to z dopasowywania jej liczby do możliwości budżetu?

– Minister obrony narodowej mówi tylko powierzchownie o profesjonalizacji armii. Jak jest kłopot z budżetem, to armia ma liczyć 100 tys., a jak nie ma takiego zagrożenia, to 120 tys. Przecież istota sprawy nie polega na tym, ilu będzie żołnierzy w danym dniu, miesiącu czy roku. Te liczby zawsze były i są zmienne, zależnie od doraźnych decyzji i potrzeb. Istota sprawy tkwi w wielkości etatowej wojska, w liczbie etatów utrzymywanych w siłach zbrojnych. Bo na każdy etat – niezależnie od tego, czy jest w danym momencie żołnierz na tym etacie, czy nie – wojsko musi utrzymywać potrzebne wyposażenie, infrastrukturę, zapasy itp. To decyduje o kosztach, nawet jeśli w danym momencie żołnierzy będzie mniej.

● Ilu żołnierzy powinno więc służyć w armii?

– Uważam, że docelowo, w perspektywie 5–10 lat powinniśmy zmierzać do wielkości etatowej: 80–90 tys. armii stałej w czasie pokoju oraz 100–120 tys. etatów na czas sytuacji kryzysowych, czyli dodatkowo 20–30 tys. w Narodowych Siłach Rezerwowych. 150 tys. żołnierzy powinno być gotowych do służby na wypadek wojny.

● Sejm obniżył m.in. wymagania dotyczące wykształcenia kandydatów na żołnierzy. Po co, skoro chętnych do służby nie brakuje?

– To bardzo zła decyzja. Zwłaszcza w odniesieniu do tego, że kadra oficerska będzie mogła legitymować się jedynie licencjatem. Jestem zdumiony, że w czasie gdy w rzeczywistości wzrastają wymagania – wystarczy spojrzeć na zadania dowódców np. w czasie misji międzynarodowych – i gdy chcemy budować armię profesjonalną, standardy wejścia do wojska są obniżane.

● Kiedy w Polsce będzie można mówić o profesjonalnej armii?

– Przy obecnych założeniach i planach to bardzo mglista przyszłość. Gdyby jednak obecny wieloletni program rozwoju sił zbrojnych został odpowiednio zmodyfikowany, to profesjonalna armia mogłaby w optymistycznym wariancie zacząć funkcjonować za 5–6 lat. Założenia, że profesjonalna armia będzie już w przyszłym roku, są nierealne.

● STANISŁAW KOZIEJ

prof. dr. hab., generał brygady w st. spoczynku, w latach 2005–2006 wiceminister obrony narodowej, w 2008 roku doradca MON. Profesor w Akademii Obrony Narodowej, dyrektor Instytutu Bezpieczeństwa Krajowego przy Wyższej Szkole Zarządzania Personelem