• Resort zdrowia proponuje wprowadzenie urzędowych cen leków. Czy to oznacza, że są one w Polsce za tanie, a może za drogie?

- One nie są drogie w porównaniu z ich ceną w innych krajach europejskich. Ale mogłyby być tańsze. Temu ma służyć projekt wprowadzenia sztywnych marż i cen urzędowych.

• Czy to również oznacza, że z aptek znikną np. leki za złotówkę?

- I tak z tego typu promocji i rabatów nie korzystają wszyscy pacjenci. Firmy konkurują w wydzielonych sektorach, rejonach miast czy w ściśle określonych sieciach aptek.

• Obecny system nie gwarantuje pacjentom, że kupują leki po optymalnych cenach. Czy wprowadzenie urzędowych cen zmieni tę sytuację?

- Uważam, że tak. Chcemy, żeby obszarem konkurencji między firmami była cena produktu leczniczego, negocjowanego i ustalonego z resortem zdrowia, a nie wykorzystanie nieuczciwych sposobów przy jego sprzedaży.

• Czy nie obawiacie się negatywnej reakcji firm farmaceutycznych? Ich zdaniem wprowadzanie urzędowych cen leków to właśnie psucie konkurencji na rynku medycznym?

- Na pewno nie cały przemysł farmaceutyczny czy też nie wszystkie firmy będą przeciwne temu rozwiązaniu.

• A które mogą być?

- Ja mogę powiedzieć, kto nie jest przeciwny ustalaniu urzędowych cen leków. Na pewno polscy producenci produktów leczniczych i samorząd aptekarski.

• Czyli rozwiązanie będą krytykować firmy zagraniczne?

- Też nie wszystkie.

• Ale takie głosy się pojawiają, np. ze strony firm produkujących leki innowacyjne?

- Trudno się dziwić. Ale w takim razie uczciwe byłoby zapytać je o to, jak one kreują swoją politykę cenową.

• Czy to oznacza, że obecnie ceny kształtowane są w sposób nieuczciwy?

- Uważam, że ceny mogłyby być niższe. Mam nadzieję, że ustalenie urzędowych cen leków i sztywnych marż spowoduje przeniesienie konkurencji na cenę zbytu. Ona ma być ustalana między firmą farmaceutyczną a Ministerstwem Zdrowia. Obecnie cena leków ma charakter maksymalny. Dlatego mamy i leki za złotówkę, i w skrajnych przypadkach leki za dopłatą. Chodzi tu o sytuację, w której pacjent dostaje określoną kwotę za dostarczenie recepty. To jest kompletne wypaczenie tego, do czego służy lek. Pacjent nie może być nagradzany za dostarczenie recept. Ma on otrzymywać lek, kiedy ze względów zdrowotnych, a nie finansowych, jest on mu potrzebny. Pacjenci muszą sobie zdawać sprawę, że takie działanie, czyli dostarczanie recepty na lek, który nie jest im potrzebny, w efekcie kończy się wyłudzeniem publicznych pieniędzy. A to już jest łamanie prawa.

• Czy ustalenie urzędowych cen dotyczy tylko leków refundowanych przez NFZ?

- Tak. Państwo w żaden sposób nie będzie wpływało na kształtowanie cen leków, których zakup nie jest objęty refundacją Narodowego Funduszu Zdrowia. Nie będzie to dotyczyło również tych produktów leczniczych, które co prawda są wypisywane na recepty, ale pacjent płaci za nie w 100 proc. z własnych środków.

• Czy zmiany te będą mieć jakiś wpływ na budżet NFZ?

- Wprowadzenie urzędowych cen leków refundowanych nie wpłynie w znaczący sposób na budżet NFZ. Nie zmieniają się przecież limity refundacji. W najgorszym przypadku Fundusz wyda na dopłaty do leków tyle, ile miał już zaplanowane w swoim budżecie. Wydatki na ten cel mogą być niższe, jeżeli faktycznie ceny leków zostaną obniżone przez producentów.

• Kiedy urzędowe ceny leków zaczną obowiązywać?

- Nie chcę mówić o konkretnych datach. Obecnie projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego jest po uzgodnieniach zewnętrznych. Trwa analiza przesłanych uwag. Potrzebujemy około miesiąca na ustosunkowanie się do nich.