- Oczywiście. Tym bardziej że już teraz kilkadziesiąt szpitali powiatowych jest przygotowanych do zmiany swojej formy prawnej. Nie robią tego, bo właśnie czekają na uruchomienie mechanizmów wsparcia finansowego z środków zagwarantowanych w budżecie państwa. Istotne jest to, aby plan awaryjny został uruchomiony jak najszybciej i zawierał elementy dotyczące przekształceń, zapisane w zawetowanej przez prezydenta tzw. ustawie wprowadzającej. Ważne jest także, aby uwzględniał wsparcie dla powiatów, które w przeszłości przekształciły podległe sobie szpitale i przychodnie i wzięły na siebie ciężar spłaty ich zobowiązań.

• Zanim SP ZOZ przekształci się w spółkę, samorząd będzie musiał spłacić jego długi. Ale przecież część samorządów jest tak zadłużona, że nie będzie mogła sobie na to pozwolić?

- W najgorszej sytuacji są dwie kategorie samorządów - te, które przekształciły SP ZOZ, ale go nie zlikwidowały, oraz te, które prowadzą SP ZOZ, posiadające kilkudziesięciomilionowe długi. W obu przypadkach argumentem za podjęciem przez samorządowców odważnych decyzji restrukturyzacyjnych mogłoby być umorzenie zobowiązań publicznoprawnych. Za interesujący uważam także pomysł, aby uruchomić przez Bank Gospodarstwa Krajowego tanią linię kredytową dla organów założycielskich, które zlikwidowały SP ZOZ. Z uporem podkreślam, że z takiej możliwości powinny móc skorzystać zarówno powiaty, które uczynią to teraz, jak i te, które na likwidację SP ZOZ zdecydowały się dużo wcześniej.

• Ale co daje przekształcenie w spółkę, skoro nie zmienia się otoczenie, w którym muszą działać placówki medyczne. Przecież w dalszym ciągu będzie np. tylko jeden płatnik - NFZ, który dyktuje warunki i stawki świadczeń medycznych?

- Dlatego niezbędne jest uwolnienie rynku ubezpieczeń zdrowotnych m.in. poprzez wprowadzenie równoległego, dobrowolnego systemu ubezpieczeń komercyjnych. Dlatego pozytywnie oceniam pomysł podziału NFZ na kilka konkurujących ze sobą funduszy zdrowia. Hamowanie wprowadzania tych rozwiązań jest wręcz działaniem dywersyjnym. Czas najwyższy skończyć z oglądaniem się na demagogów, którzy nieuczciwie powołują się na obronę interesów najbiedniejszych pacjentów, twierdząc, że otwarcie rynku ubezpieczeń zdrowotnych ograniczy im dostępność do świadczeń medycznych. Wręcz przeciwnie - oznacza to zwiększenie dostępności do usług zdrowotnych i obniżenie ich ceny.