Sytuacja szpitali klinicznych na polskim rynku jest bardzo specyficzna - z jednej strony wykonują najbardziej skomplikowane zabiegi wysokospecjalistyczne i dodatkowo uczą młodych lekarzy, z drugiej system ich finansowania jest niewłaściwy. NFZ płaci mało, a i akademii medycznych, które są organem założycielskim, nie stać na dofinansowywanie działalności. Jak państwo radzicie sobie w takiej sytuacji?

- W systemie opieki zdrowotnej szpitale kliniczne pełnią szczególną rolę. Leczą przede wszystkim chorych, którzy wymagają stosowania specjalistycznych technik, posiadają kadrę o wysokich kwalifikacjach zawodowych oraz bardzo dobrą aparaturę diagnostyczno-medyczną. Bardzo ważnym zadaniem jest również kształcenie, które dotyczy zarówno studentów, jak i specjalizujących się w różnych dziedzinach. Ponadto szpitale kliniczne tworzą zabezpieczenie kadrowe dla innych placówek ochrony zdrowia. Finansuje się ich działalność tylko z jednego źródła - z NFZ. Jest to zły system, gdyż finansowanie powinno być odpowiednie do wykonywanych zadań. Proste rozwiązania można przenieść z każdego kraju w UE, gdzie występują jasne zasady finansowania leczonych pacjentów oraz kształcenia kadr medycznych.

Jak należałoby więc zmienić zasady finansowania szpitali klinicznych?

- Każdy szpital kliniczny oprócz środków z NFZ powinien otrzymywać określoną kwotę na kształcenie studentów, uzależnioną od ich liczby, a także od liczby godzin dydaktycznych, stopnia zaawansowania i wydziału studiów. Działalność ta powinna być finansowana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a nie przez Ministerstwo Zdrowia jak jest dotychczas (kształcenia inżynierów dla potrzeb budownictwa, transportu nie finansują resorty, na rzecz których później pracują).

A może rozwiązaniem byłoby oddzielenie klinik od akademii medycznych?

- Szpitale kliniczne muszą być związane z akademiami medycznymi, gdyż ich rozdzielenie z pewnością spowodowałoby, że żadna z tych instytucji nie mogłaby pełnić swojej dotychczasowej funkcji. Szpitale kliniczne przestałyby nimi być.

Na 44 szpitale kliniczne tylko, albo aż 11 nie ma zadłużenia. Ale skoro one sobie radzą, to dlaczego inne nie są w stanie nie wpadać w spiralę zadłużenia?

- Przyczyn zadłużania szpitali klinicznych jest bardzo wiele. Jedną z nich, ale nie najważniejszą, jest brak dodatkowego finansowania za prowadzoną dydaktykę. Natomiast podstawową przyczyną zadłużania jest niewątpliwie brak równowagi między finansowaniem wykonywanych świadczeń przez NFZ a rzeczywistymi kosztami ponoszonymi przez szpital. Niezrozumiałą dla mnie sprawą jest zmowa milczenia, trwająca od początku reformy w ochronie zdrowia (1999 rok - wprowadzenie ubezpieczenia zdrowotnego), która dotyczy kosztów udzielanych świadczeń. Nigdy nie miałam pytania od płatnika: jaki jest koszt leczenia?

Może sposobem na poprawę sytuacji byłoby przekształcenie w spółki prawa handlowego, tak jak to proponował rząd? Czy jest to faktycznie dobra propozycja dla klinik?

- Sadzę, że przekształcenie szpitala klinicznego w spółkę prawa handlowego ze względu na jego różne zadania jest znacznie trudniejsze niż innych szpitali, ale nie niemożliwe. Musiałyby ulec zmianie przepisy w innych ustawach (o szkolnictwie wyższym, o VAT)

Czy macie państwo takie plany?

- Wnikliwie śledziliśmy zapisy ustawy o przekształceniu szpitali w spółki prawa handlowego, a obecnie oczekujemy propozycji ze strony Ministerstwa Zdrowia.

Zbliża się koniec roku, a szpitale kliniczne nie chcą podpisywać kontraktów z NFZ, bo nie zgadzają się na wycenę punktu medycznego proponowaną przez Fundusz. 51 zł to faktycznie za mało?

- Jeszcze 21 grudnia nie mieliśmy wiedzy, czy nasze propozycje dotyczące podwyższenia wartości punktu zostaną uwzględnione. Proponowane przez NFZ podpisanie kontraktów - 51 zł za punkt - jest nie do przyjęcia, ponieważ jest to znacznie mniej niż szpitale kliniczne otrzymywały w 2008 roku - średnio 56 zł. Ponadto wprowadzona od 1 stycznia 2008 r. inna forma rozliczania czasu pracy lekarzy, a planowane na 2009 rok podwyżki mediów, ceny preparatów krwi i wiele innych (wartość euro, dolara) grożą zapaścią finansową każdemu szpitalowi klinicznemu.

Część dyrektorów szpitali klinicznych mówi wręcz o zaprzestaniu udzielania bezpłatnych świadczeń dla pacjentów. Ale tak naprawdę, zgodnie z obowiązującymi przepisami, kliniki nie mogą pobierać opłat od pacjentów. Możecie ograniczyć przyjęcia tylko do przypadków wymagających ratowania życia i zdrowia. Czy takie straszenie pacjentów jest potrzebne?

- Z całą pewnością nie jest naszą intencją straszenie pacjentów, wręcz odwrotnie. Wszyscy wymagający specjalistycznej opieki medycznej ją otrzymują. Zapisy ustawy o finansowaniu świadczeń zdrowotnych ze środków publicznych zobowiązują NFZ do zapłacenia szpitalom za udzielone świadczenie pacjentowi, który tego wymagał. Jest to konstytucyjne prawo każdego obywatela Rzeczpospolitej Polskiej do opieki zdrowotnej.

NFZ i resort zdrowia proponują wyższą wycenę wybranych procedur wysokospecjalistycznych. Ma powstać nawet taka lista, jakie świadczenia znalazłyby się na niej. Jak pani ocenia tę propozycję?

- Obecnie jesteśmy w trakcie negocjacji określających referencyjność udzielanych świadczeń zdrowotnych. Jest to bardzo dobry kierunek działania pozwalający na zwiększenie finansowania określonych procedur medycznych.

Czy pani klinika podpisze kontrakt z NFZ na 2009 rok?

- Mój szpital ma podpisaną umowę do 31grudnia 2009 r., ale warunki finansowania ustalane są na każdy rok oddzielnie. Są rozbieżności między propozycjami NFZ a oczekiwaniami szpitala. Wierzę jednak, że trwające negocjacje przyniosą oczekiwany efekt, który pozwoli na podpisanie umów umożliwiających finansowanie świadczeń w 2009 roku uwzględniające ich rzeczywiste koszty.

MARIA ILNICKA-MĄDRY

od dzięsięciu lat dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 PAM w Szczecinie. Placówka ma świetną kadrę, spełnia wszystkie europejskie standardy leczenia, a przede wszystkim jest niezadłużona. Nigdy nie przerwała działalności z powodu strajku