W wielu przypadkach zmianie formy zatrudnienia nie towarzyszy rzeczywiste przekształcenie relacji między stronami. Tak jest np. wtedy, gdy między pracodawcą a pracownikiem zmieni się jedynie treść łączącej umowy, przy czym okoliczności współpracy pozostaną takie same. To typowy przypadek, w którym pracownik zakłada jednoosobową firmę i nadal wykonuje tę samą pracę w relacji podporządkowania, w miejscu i czasie wyznaczonym przez drugą stronę. Niekiedy zdarza się, że zmiany faktycznych relacji mają miejsce, ale są powierzchowne. W takich okolicznościach uznanie samozatrudnienia za fikcję jest bardzo prawdopodobne i rodzi istotne ryzyka. Dotyczą one w głównej mierze podmiotu będącego pracodawcą, a mającego w zamierzeniu stron osiągnąć status zleceniodawcy. Zagrożenie zachodzi nie tylko od strony organów administracji, w tym ZUS, który w razie stwierdzenia fikcyjności samozatrudnienia może domagać się nieopłaconych składek. Również sam samozatrudniony może żądać przed sądem ustalenia (niejako kontynuacji) istnienia stosunku pracy, a w konsekwencji zapłaty świadczeń, które otrzymałby, gdyby zachował swój status pracowniczy. Do takich świadczeń należą np. wynagrodzenie za nadgodziny, premia czy też nagroda jubileuszowa. Warto pamiętać też, że nieuzasadniona zmiana formy zatrudnienia stanowi wykroczenie i podlega karze grzywny.

Zmiana formy współpracy będzie możliwa do obrony jedynie w nielicznych sytuacjach, np. gdy wskutek istotnej zmiany zakresu obowiązków status osoby przechodzącej na „samozatrudnienie” ulega tak dalekiemu przeobrażeniu, że unicestwieniu ulega element podporządkowania, który stanowi zasadniczą przesłankę stwierdzenia kontynuacji stosunku pracy. Z perspektywy podatkowej istotne jest również realne przejęcie ryzyka gospodarczego i odpowiedzialności wobec osób trzech, związanych z wykonywanymi zadaniami. Takie przypadki są w mojej ocenie jednak dość rzadkie.