Przede wszystkim konieczne jest określenie, jaki charakter ma wskazany powyżej termin 7 dni. Według ugruntowanego orzecznictwa Sądu Najwyższego termin ten ma charakter materialno-prawny, co wyklucza stosowanie do niego zasad przywracania terminu uregulowanych w prawie procesowym (np. wyrok SN z 18 grudnia 2003 r., I PK 117/03). Okoliczność, że dany termin wynika z prawa materialnego, ma jeszcze jedną negatywną konsekwencję dla pracownika. Uchybienie temu terminowi uniemożliwia pracownikowi skuteczne dochodzenie swojego roszczenia przed sądem. Takie spóźnione odwołanie od wypowiedzenia (powództwo) podlega oddaleniu, nie może być jednak odrzucone przez sąd (wyrok SN z 28 lipca 1999 r., I PKN 167/99). Dlatego tak ważne jest wniesienie odwołania w terminie. Jeżeli jednak pracownik bez swojej winy takiej czynności nie dokonał, może on zawsze złożyć wniosek do sądu pracy o przywrócenie uchybionego terminu. Wniosek taki musi być złożony w terminie 7 dni od ustania przyczyny uchybienia terminowi. Trzeba w nim też uprawdopodobnić okoliczności uzasadniające przywrócenie terminu.

Termin, o którym mowa w art. 264 par. 1 k.p., dotyczy wyłącznie roszczeń pracownika o uznanie wypowiedzenia za bezskuteczne lub o przywrócenie do pracy czy o odszkodowanie, o którym mowa w art. 45 par. 1 k.p. Nie ma zatem zastosowania do innych roszczeń dotyczących wypowiadania umów o pracę, np. do roszczenia o wynagrodzenie za pracę z tytułu nieprawidłowego okresu wypowiedzenia (art. 49 k.p.). Oznacza to, że inne roszczenia mogą być skutecznie wnoszone po terminie 7 dni, bowiem do nich będzie miał zastosowanie termin przedawnienia z art. 291 par. 1 k.p., tj. termin 3 lat. Istotne z punktu widzenia pracownika jest również ustalenie, od jakiego momentu należy liczyć wskazany termin. Przepis wskazuje, że termin liczy się od dnia doręczenia pisma wypowiadającego umowę o pracę. Pojęcie doręczenia nie należy jednak utożsamiać ze złożeniem oświadczenia woli w rozumieniu art. 61 k.c. (wyrok SN z 9 grudnia 1999 r., I PKN 430/99).