Szpital, który łamie prawa pacjenta, może zapłacić karę grzywny. Pokrzywdzony pacjent może domagać się ukarania lekarza zarówno przez jego przełożonego, jak i przez sąd lekarski. Ma prawo również żądać odszkodowania na drodze sądowej.
Publikacja: 1 grudnia 2010, 03:00 Aktualizacja: 20 lipca 2011, 09:51
Prawa pacjenta to nie tylko zbiór przepisów, które jasno mówią o tym, jak personel medyczny ma go traktować czy kiedy może domagać się dostępu do własnej dokumentacji medycznej. To także możliwość dochodzenia swoich racji, w przypadku gdy chory uważa, że lekarz popełnił błąd lub nie przestrzega jego przywilejów. W zależności od sytuacji, w której znalazła się pokrzywdzona osoba, ma ona do wyboru kilka dróg dochodzenia swoich roszczeń.
Jeżeli pacjent nie jest zadowolony z usług wybranego przez siebie lekarza, z którym najczęściej ma kontakt, czyli z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej, może go po prostu zmienić. W ciągu roku kalendarzowego może zrobić to dwa razy. Nie wiąże się to z żadnymi dodatkowymi opłatami. Dopiero przy trzeciej zmianie pacjent zapłaci 80 zł. Jeżeli chory uważa, że lekarz nie respektuje jego praw, może złożyć skargę do jego przełożonego – czyli kierownika szpitala przy przychodni. Skarga powinna mieć formę pisemną. Kierownik musi się do niej ustosunkować. Co oznacza, że bada sytuacje, w których ewentualnie mogło dochodzić do łamania praw, pacjenta. Jeżeli uzna, że tak faktycznie było, to wyciąga w stosunku do lekarza konsekwencje służbowe (w takiej sytuacji w jego dokumentacji pracowniczej zostanie odnotowane np. ukaranie go naganą czy upomnieniem). Pacjent może również wystąpić ze skargą na lekarza do organu założycielskiego placówki (np. marszałka województwa), w której tamten pracuje.
Osoba chora może również zwrócić się o pomoc w dochodzeniu swoich roszczeń do rzecznika praw pacjenta. Ten ma bardzo szerokie uprawnienia – od pomocy czysto prawnej po występowanie w sprawach przed sądami czy też domaganie się dostępu do dokumentów zgromadzonych np. przez policję czy prokuraturę. Z rzecznikiem pokrzywdzony pacjent może skontaktować się telefonicznie za pośrednictwem bezpłatnej infolinii (0800 190 590). Działa ona codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach od 9.00 do 21.00. Na wyżej wymieniony numer mogą zadzwonić nieodpłatnie z aparatów stacjonarnych również pacjenci przebywający na oddziałach szpitalnych.
Do rzecznika pokrzywdzony może również zgłosić się osobiście, przesłać skargę drogą mailową albo zwykłą pocztą. Rzecznik zapoznaje się z przesłaną dokumentacją (ta jest również przez niego archiwizowana) i decyduje, czy faktycznie doszło do naruszenia praw pacjenta. Jeżeli tak, to w przypadku łamania indywidualnych praw pacjenta może nałożyć na konkretną placówkę karę finansową – nawet do 50 tys. zł. Jeżeli złamane zostały zbiorowe prawa pacjenta (np. brak archiwum z dokumentacją medyczną, wstrzymanie przyjmowania pacjentów ze względu na strajk), szpital także może zostać ukarany finansowo. Tym razem jednak kara może wynieść nawet pół miliona.
To jest tylko część artykułu, zobacz pełną treść w e-wydaniu Dziennika Gazety Prawnej: Jak pacjent może zaskarżyć lekarza.
W pełnej wersji artykułu znajdziesz odpowiedzi na pytania:
- Czy w pozwie cywilnym musi być nazwisko lekarza
- W jakim czasie można wnieść apelację do sądu
- Czy można doprowadzić biegłego do sądu, jeżeli ten nie stawi się na wezwanie
1: obserwator z IP: 83.19.170.* (2011-08-03 09:32)
Następny bubel prawny, który miał pomóc choremu społeczeństwu pokrzywdzonemu przez elitę lekarską lekceważącą sobie zdrowie pacjentów. Tą elitę lekarską interesuje tylko szybki i duży zysk. Praca lekarzy na kilku etatach powoduje ich zmęczenie i niechęć do pracy, co objawia się w ich błędach diagnostycznych i przy operacjach na pacjentach.
Lekarze popełniający takie błędy nie odpowiedzą za nie, gdyż koledzy z tych komisji nie uznają ich działania za błędy tylko za przemęczenie. Czy anestezjolog lub inny lekarz pracujący bez przerwy kilka dni jest wstanie ocenić prawidłowo stan pacjenta leżącego na stole operacyjnym, jeżeli sam anestezjolog jest tylko fizycznie obecny przy tej operacji, a praktycznie myślami jest obecny gdzie indziej.
Sam doświadczyłem takiego błędnego działania lekarzy.
Ortopedzi, którzy mieli mi zabieg laparoskopowy w stawie kolanowym w znieczuleniu miejscowym, gdzie miała być znieczulona tylko jedna noga, a ze względu, że anestezjolog nie mogąc znaleźć nerwów w pachwinie znieczulił mnie w kręgosłupie, to ortopedzi nie wiedzieli, na której nodze mieli przeprowadzić zabieg. Kiedy leżałem na stole operacyjnym będąc dodatkowo pod działaniem tzw. "głupiego jasia" ortopedzi zaczęli do mnie mieć pretensje, że nie ogoliłem nogę przed operacją. Tylko dzięki częściowej mojej świadomości uratowało mnie przed wykonaniem zabiegu na lewym kolanie zamiast na prawym, które ogoliłem przed zabiegiem. Dość długo musiałem tłumaczyć tym ortopedom, że ogoliłem prawe kolano, na którym miał być przeprowadzony zabieg. Dopiero moja upartość spowodowała u jednego z ortopedów, zresztą leczącym mnie w tym zakresie i kierującym na ten zabieg, że poszedł i sprawdził kartę zlecenia zabiegu, co mnie uratowało przed zabiegiem na zdrowym kolanie. Ten mój zabieg, który miał za zadanie naprawienia łękotki, ze względu na znaczne opóźnienie działaniami anestezjologa, zakończył się jako zabieg diagnostyczny, gdzie ortopedzi ustalili, że wymagam ponownego zabiegu profilowania łękotki. Po tym zabiegu diagnostycznym wystawili mi zaświadczenie o potrzebie profilowania łękotki.
W kilka lat później ze względu na narastające dolegliwości zdecydowałem się na ponowny zabieg, ale ze względu na brak możliwości "przerobowych" w tym samym szpitalu zgłosiłem się do prywatnej kliniki.
W tej prywatnej klinice czekałem dwa tygodnie na zabieg, który przeprowadzono podczas mojej kilku godzinnej w niej obecności. Dwie godziny po zabiegu zostałem zwolniony do domu. Nocą musiałem wzywać pogotowie, gdyż wyłem z bólu. Lekarz z pogotowia zaaplikował mi silny zastrzyk przeciw bólowy i przepisał mi leki przeciwbólowe, gdyż z kliniki zostałem zwolniony bez wypisu po zabiegu, bez recepty na leki przeciwbólowe.
Jak się okazało ten zabieg w tej prywatnej klinice korekcji łękotki nic nie dał, a wręcz pogorszył stan, gdyż znacznie ograniczył mi ruchomość kolana. Po dwóch latach dowiedziałem się, że ortopeda przeprowadzający mi tą operację (właściciel tej kliniki ortopedycznej) nie miał specjalizacji chirurga ortopedy, a więc nie powinien wykonywać operacji na moim kolanie, a znieczulenie miejscowe wykonywał drugi taki sam towarzyszący w zabiegu ortopeda.
Zabieg prywatnie miałby kosztować wówczas 3,5 tys. zł, ale został wykonany w ramach NFZ.
Tak stałem się kaleką za państwowe pieniądze w prywatnej klinice.
Co mogę w takiej sytuacji uzyskać?
Czy w zaświadczeniu dla ZUS o przychodzie pracownika trzeba wykazać nagrody

Do 31 maja rodzice otrzymujący świadczenie pielęgnacyjne mogą składać wniosek o przyznanie 100 zł dodatku do tego wsparcia.