– Do tej pory nie ma orzecznictwa w takich sprawach – wyjaśnia sędzia sprawozdawca Teresa Flemming-Kulesza, przewodnicząca I Wydziału Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych SN.

Sędziowie rozpatrywali skargę kasacyjną czterech osób wchodzących do zarządu Stowarzyszenie Braci św. Alberta Dom dla Osób Starszych i Bezdomnych. ZUS domagał się od nich kwoty około 300 tys. zł z tytułu zaległych składek wraz z odsetkami. Sprawa dotyczyła lat 2002–2006. Problem pojawił się dopiero dwa lata później, kiedy zarówno urząd skarbowy, jak i organ rentowy zaczęły domagać się spłaty zaległości.

– W 2008 roku urząd skarbowy wydał decyzję umarzającą zaległości z powodu braku możliwości egzekucji. Taką samą decyzję podjął ZUS wobec samego stowarzyszenia. Jednocześnie wydał decyzję nakazującą członkom zarządu zapłatę zaległości z ich prywatnego majątku – wyjaśnia Jerzy Grys, adwokat pełnomocnik składających skargę kasacyjną.

Adwokat Jerzy Grys dodaje, że ZUS, wydając decyzję nakładającą na nich obowiązek zapłaty całej należności, powołał się na art. 31 ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. z 2009 r. nr 205, poz. 1585 z późn. zm.). Przepis ten odwołuje się do art. 116a ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 2012 r., poz. 749 z późn. zm.). Stwierdza on, że za zaległości innych osób prawnych niż wymienione w art. 116 odpowiadają solidarnie całym swoim majątkiem członkowie organów zarządzających. W przywołanym przepisie wymienione są m.in. spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Dodatkowo przepis ten stwierdza, że art. 116 stosuje się odpowiednio.

I właśnie ten zapis stał się przedmiotem sporu. Skarżący decyzję przekonywali zarówno sąd pierwszej, jak i drugiej instancji, że stowarzyszenie nie prowadziło działalności gospodarczej, z tego też powodu nie można wobec nich stosować tych samych przepisów, co wobec firm nastawionych na osiąganie zysku. Osoby te nie mogły więc uwolnić się od odpowiedzialności za długi wobec ZUS, składając wniosek o upadłość w odpowiednim momencie.

– Sędziowie sądu I instancji nawet zauważyli, że stowarzyszenie nie ma zdolności upadłościowej, ale to i tak nic nie dało. Także sąd apelacyjny uznał, że członkowie zarządu ponoszą odpowiedzialność w tej sprawie, więc niezbędna była kasacja – wylicza Jerzy Grys.

Sąd Najwyższy po zbadaniu sprawy uznał kasację za zasadną i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez sąd apelacyjny. Sędziowie zwrócili uwagę, że rodzaj działalności prowadzonej przez stowarzyszenie nie przesądza o tym, czy dodatkowo prowadzi ono działalność gospodarczą. Musi być jednak dodatkowo z tego tytułu wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego. SN wskazał, że możliwe jest więc korzystne odczytanie przepisów dotyczących odpowiedzialności członków zarządu, którzy, tak jak w tym przypadku, nie mogli nic więcej zrobić ponad to, co zrobili, likwidując stowarzyszenie.

ORZECZNICTWO

Wyrok z 22 listopada 2012 r., sygn. akt I UK 229/11.