Pracownik na terenie zakładu pracy uległ nie ze swojej winy wypadkowi. Prawomocnym wyrokiem sąd nakazał wpłacenie przez firmę pracownikowi: 50 tys. zł z tytułu zadośćuczynienia za krzywdę, 23 tys. zł – odszkodowania, 22 tys. zł – skapitalizowanej renty. Następnie firma, która była w likwidacji, ogłosiła upadłość i pracownik nie otrzymał zasądzonych kwot.

Złożył on więc wniosek o wypłatę odszkodowania z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP). Powołał się przy tym na art. 43 ustawy z 13 lipca 2006 r. o ochronie roszczeń pracowniczych w razie niewypłacalności pracodawcy (Dz.U. nr 158, poz. 1121 z późn. zm.). FGŚP odmówił pracownikowi wypłaty jakichkolwiek świadczeń zasądzonych przez sąd.

Pracownik odwołał się do sądu I instancji. Ten wskazał, że roszczenia wynikające z wypadku przy pracy przysługują na podstawie ustawy o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych. Sąd uznał, że pracownik nie może się domagać od FGŚP niewypłaconych przez firmę świadczeń. Sąd oddalił więc żądanie pracownika, który odwołał się do sądu II instancji.

Ten wskazał, że zasądzone świadczenia dokonane zostały na podstawie art. 435 k.c., a to oznacza, że przyznane przez sąd kwoty nie wynikają z umowy o pracę. Dlatego podstawą roszczeń pracownika wobec funduszu nie jest ani treść umowy o pracę, ani też szeroko rozumianego stosunku pracy.

Sąd II instancji oddalił apelację pracownika. Ten wniósł skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, który uznał, że w przypadku roszczeń z tytułu wypadku przy pracy upadłość pracodawcy nie pozbawia pracownika możliwości ich zaspokojenia. Otrzymuje je z ZUS bez względu na sytuację ekonomiczną pracodawcy. Dlatego nie pozostaje bez ochrony w razie niewypłacalności pracodawcy. SN podkreślił, że objęcie ochroną przez instytucję udzielającą gwarancji na wypadek niewypłacalności pracodawcy nie oznacza zaspokojenia wszelkich roszczeń bez względu na ich wysokość i czas powstania.

SN oddalił więc skargę kasacyjną.

Sygn. akt I PK 1/09