Firma musi wypłacić zadośćuczynienie pracownikowi, który po rozmowie z szefem trafił do szpitala.
Publikacja: 13 maja 2010, 03:00 Aktualizacja: 13 maja 2010, 13:59
Kierowca autobusu może domagać się od firmy odszkodowania za wypadek przy pracy, nawet jeśli jego stan zdrowia pogorszył się w trakcie rozmowy z prezesem, a nie w wyniku wypadku. Tak uznał we wtorek Sąd Najwyższy.
Sprawa zaczęła się, gdy do autobusu weszły dwie osoby podające się za konduktorów. Kierowca zażądał od nich legitymacji służbowych. Te jednak odmówiły. Kierowca nie zgodził się więc na przeprowadzenie kontroli biletów. Prezes firmy udzielił mu za to nagany.
Przed kolejnym wyjazdem w trasę kierowca rozmawiał z prezesem firmy. Ten poinformował go, że za złe sprawowanie zostanie przeniesiony na stanowisko kierowcy w komunikacji miejskiej z niższą pensją. Zdenerwowany rozmową kierowca wyszedł z gabinetu prezesa, źle się poczuł i stracił przytomność. Trafił do szpitala, gdzie wykryto u niego niedokrwienie mózgu. Na skutek tego wypadku stał się całkowicie niezdolny do pracy. Potwierdził to prawomocny wyrok sądu I instancji.
Na jego podstawie kierowca zażądał od firmy zadośćuczynienia za krzywdę, jakiej doznał na skutek wypadku przy pracy. Domagał się 75 tys. zł. Prezes uznał, że firma w żaden sposób nie przyczyniła się do wypadku, i odmówił wypłaty.
Od tej decyzji pracownik odwołał się do sądu I instancji. Ten wskazał, że przedsiębiorstwo lub zakład wprawiany w ruch za pomocą sił przyrody (pary, gazu, elektryczności, paliw płynnych) ponosi odpowiedzialność za szkodę na osobie lub mieniu wyrządzoną komukolwiek przez ruch przedsiębiorstwa lub zakładu. A firma transportowa jest tego typu przedsiębiorstwem. Sąd nakazał jej więc wypłacenie pracownikowi 50 tys. zł odszkodowania.
Firma od tego wyroku odwoła się do sądu II instancji. Ten zwrócił się jednak do Sądu Najwyższego z pytaniem prawnym. Chciał, aby ten rozstrzygnął, czy firma funkcjonująca na zasadach określonych w art. 435 par. 1 kodeksu cywilnego ponosi odpowiedzialność za szkodę, która została wyrządzona na skutek wypadku przy pracy powstałego w okolicznościach związanych z wykonywaniem zwykłych czynności pracowniczych. W tym przypadku było to omawianie z prezesem zmiany stanowiska.
SN wskazał, że firma wprawiana w ruch za pomocą sił przyrody bezwzględnie ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą, jeśli jej pracownik dozna uszczerbku na zdrowiu, będąc w pracy.
– Trudno sobie wyobrazić, aby w firmie nie odbywały się czynności organizacyjne. Nie można jednak za ten czas wyłączać jej odpowiedzialności za szkodę, jeśli pracownik jest w tym czasie w firmie – stwierdziła Halina Kiryło, sędzia sprawozdawca.
Dodała też, że odpowiedzialność firmy za wyrządzoną szkodę występuje w każdym przypadku, a nie tylko gdy jest związana z siłami przyrody (prowadzenie autobusu).
Sygn. akt II PZP 4/10
1: WIT z IP: 83.11.66.* (2010-05-13 07:30)
to są normalne jaja.
I jak tu mozna mówić o Sądzie. Pan/Pani/ Sędzia jest oderwany od rzeczywistości.
Od tej chwili będę rozmawiał z PRACOWNIKIEM w obecności lekarza, psychologa, ... itd., i pytał cały czas czy się dobrz czuje. Obok firmy będzie karetka pogotowia ratunkowego. TYLKO CZY KOSZTY Z TYM ZWIĄZANE BĘDĄ KOSZTAMI UZYSKANIA PRZYCHODU?
2: ewa z IP: 145.237.109.* (2010-05-13 08:11)
Chociaż jeden sprawiedliwy wyrok w tym kraju. Mam nadzieje ,że stanie sie to normą . A tych prawaciarzy to nalezy tępic za wszelka cene !
3: shr z IP: 77.253.177.* (2010-05-13 08:16)
Tak wygląda psucie prawa w wykonaniu SN. W tym przepisie chodzi o to, by istniał związek przyczynowy pomiędzy urządzeniem wprawianym ruch za pomocą sił przyrody w taki sposób, że to urządzenie wyrządziło krzywdę/szkodę. Nie o przedsiębiorstwo. Co więcej, takie interpretowanie przepisu contra legem powoduje dyskryminację przykładowo zbierającego śmieci z trawnika w Zarządzie Zieleni Miejskiej w stosunku do takiego samego sprzątacza zatrudnionego w elektrowni. Obaj skaleczyliby się przy zbieraniu i dostali by żółtaczki, ale zgodnie z bełkotem SN tylko pracownik elektrowni dostałby odszkodowanie. Inaczej należałoby uznać, że każde przedsiębiorstwo jest wprawiane w ruch siłą przyrody, bo nawet jak chodzę używam grawitacji.
Powinno się zabronić publikowania niedorzecznictwa SN, bo jest skrajnie szkodliiwe i sprzeczne z intencją 435 k.c.
Ale oczywiście sądowi najłatwiej było orzec, że pracodawca ma zapłacić, bo to nie sądu pieniądze.
4: K.K. z IP: 80.249.15.* (2010-05-13 08:42)
Coraz gorzej czyta się GP. Nagłówki i wstępniaki godne brukowców. Treść wstępu sugerowała, że pracownik zachował się niewłaściwie. A po zapoznaniu się z reszta artykułu okazuje się, że to pracodawca tak się zachował. A kierowca jak najbardziej prawidłowo. A już myślałem, że w SN zasiadają idioci. Tym czasem wyrok jak najbardziej słuszny. Bo niemalże doszło do mobbingu.
5: Krwiopijca Pracodawca z IP: 80.53.63.* (2010-05-13 08:55)
Pracownik dostał, co mu Sąd zasądził, ale jaki to musi być szef, że po rozmowie z nim pracownik stracił przytomność. Chętnie zatrudnię tego szefa, mam kłopoty z pracownikami.
6: LUCANUS1979 z IP: 89.229.24.* (2010-05-13 09:00)
Pracodawcy mają swój własny punkt widzenia, który jest nieco skrzywiony wizją zarobku. No bo przecież taki jest cel prowadzonych przez nich przedsiębiorstw. Jednak zwracam uwagę wszystkim tym, do których jeszcze nie dotarło, że sukces finansowy ich przedsiębiorstw zależy w ogromnej mierze od pracowników właśnie(sic!). Niejednokrotnie są oni lepiej przygotowani i wykształceni od samych prezesów.Tych samych prezesów, którzy nie wahają się nadużyć w serze prawa pracy. Nie dość, że spory obszar prawa pracy jest martwy, lekceważony lub po prostu nieprzestrzegany to jeszcze właściciele przedsiębiorstw maja jakiekolwiek wątpliwości, że z pracownikiem (człowiekiem!) należy się również obchodzić w sposób, który nie będzie ich narażał na utratę godności osobistej lub zdrowia.A jeżeli prezesi nadal będą mieć jakiekolwiek wątpliwości na tle zapadłego wyroku i absurdalne obawy z tym związane to niechaj pracują sami. Ogromne uznanie dla SN-u. Zawsze wiedziałem, że jest ostatnim bastionem normalności w tym kraju.
7: Max z IP: 89.74.191.* (2010-05-13 09:26)
Do WITa, sadysta ci z oczy patrzy, a tu chodzi tylko o normalne traktowanie pracowwnika, sam jestem pracodawcą, ale do tego trzeba dorosnąć.
8: Calmin z IP: 83.27.51.* (2010-05-13 10:23)
Jak dla mnie to lekka paranoja, za niedługo skończy się tym że pracodawca nie będzie mógł zwrócić uwagi pracownikowi, bo ten jak się źle poczuje to zażąda odszkodowania.
9: paszczak z IP: 193.41.230.* (2010-05-13 10:59)
A co z pozostałymi zawodami (firmami), które nie są wpędzane w ruch za pomocą sił przyrody.
Czy SN uzna, że jeżeli w firmie wykorzystywana jest elektryczność (np do oświetlenia biurka, czy uruchomienia komputera - o ekspersie do kawy nie wspominam), to czy taka firma będzie uznana w oczach SN jako właściwa, której pracownik może ubiegac się o odszkodowanie w zamian za uszczerbek na zdrowi spowodowany np. zasłabnięciem po rozmowie z pracodawcą.
Znam wiele przypadków, kiedy pracownicy firm (biurowych, finansowych, itp.) zasłabli, po rozmowie z pracodawcą/szefem.
10: Sm z IP: 83.27.63.* (2010-05-13 11:12)
@paszczak, dokładnie to samo chciałem napisać.
Teza uchwały SN jest absurdalna- czym innym są kwestie socjalne (wypadek przy pracy), a czym innym wyjątkowa odpowiedzialność z 435 k.c. na zasadzie ryzyka, ale ściśle związana z okolicznościami powstania szkody.
W każdej pracy (w fabryce, w zakładzie komunikacji- ale też w biurze, sklepie) pracodawca ponosi odpowiedzialność za swoje działania wobec pracownika, ale litości! Zasady ponoszenia odpowiedzialności w relacji pracownik-pracodawca nie mogą zależeć od przedmiotu działalności spółki i tego, że za szkodę powstałą w związku z tzw. ruchem przedsiębiorstwa, ten pracodawca ponosi na podstawie 435 k.c.

Zdecydowaliśmy się na reformę dotyczącą wieku emerytalnego z pełną świadomością, że bierzemy za nią odpowiedzialność i za to, że nie wszyscy będą to w stanie zaakceptować - powiedział premier Donald Tusk.
Na jaką partię oddałbyś/oddałabyś głos, gdyby wybory odbywały się dzisiaj?