Czy się stoi, czy się leży, 20 lub 26 dni urlopu się należy. Bo już od ładnych paru lat nie dwa tysiące - tego kodeks pracy nikomu nie gwarantuje. Ale urlop w Polsce to wciąż rzecz święta. Dlatego, kiedy któraś ze stron stosunku pracy chce zmian w zasadach jego udzielania, ustawodawca musi być szczególnie uczulony, aby nie faworyzować żadnej ze stron i nie naruszyć delikatnej równowagi między pracownikami i pracodawcami. Ci ostatni domagają się wydłużenia terminu, w którym pracownicy mogą wykorzystać zaległy urlop, na cały następny rok po tym, za który przysługiwał. W takiej sytuacji mogliby udzielać wolnego pracownikom nawet dopiero po 23 miesiącach pracy. A to już nie likwidacja barier w prowadzeniu działalności gospodarczej, a wyłom, który postawi pracodawców w uprzywilejowanej sytuacji wobec podwładnych.