Wynikający z tego spadek deficytu sektora finansów publicznych w 2012 r. będzie jednak mniejszy i wyniesie ok. 4 mld zł. Po pierwsze wyższa składka rentowa zacznie obowiązywać najprawdopodobniej dopiero od marca 2012 r. Po drugie zwiększy ona obciążenia nie tylko przedsiębiorstw, lecz także jednostek sektora publicznego. W efekcie rząd i samorządy będą musiały zapłacić wyższą składkę za wszystkich swoich urzędników, nauczycieli oraz pracowników służby zdrowia. Po trzecie wzrost tego obciążenia obniży zyski przedsiębiorstw, a w konsekwencji spadną także wpływy z płaconych przez nich podatków.

O tym, że w przyszłym roku składka rentowa wzrośnie o 2 pkt proc., było wiadomo już od połowy listopada. Premier zapowiedział to w swoim expose. Zamiast 4,5 proc. jak do tej pory pracodawcy będą płacić 6,5 proc. To powrót do poziomu sprzed redukcji składki w 2007 r. Całkowicie zdumiewające jest jednak uzasadnienie tego ruchu dołączone do projektu nowelizacji.

Po pierwsze twierdzi się w nim, że obniżenie składki rentowej w latach 2007 – 2008 (o 2 pkt proc. po stronie pracodawców i o 4,5 pkt proc. po stronie pracowników) nie wpłynęło w zauważalny sposób na kształtowanie się sytuacji na rynku pracy, a odnotowany od tego czasu spadek liczby bezrobotnych wynikał głównie z korzystnej koniunktury gospodarczej. Prawdą jest, że w tym czasie polska gospodarka znajdowała się w okresie silnego ożywienia. Dlatego trudno jest precyzyjnie określić, w jakim stopniu odnotowywany wzrost liczby pracujących wynikał z dobrej koniunktury, a na ile był efektem redukcji pozapłacowych kosztów pracy. Jednak na podstawie licznych międzynarodowych badań empirycznych możemy jednoznacznie stwierdzić, że obniżka klina płacowego, a takim była redukcja składki rentowej, istotnie przyczynia się do wzrostu zatrudnienia. W naszym przypadku redukcja składki po stronie pracodawców zwiększyła popyt na pracę, a także z drugiej strony wzmocniła bodźce do jej podejmowania. Umniejszanie pozytywnego wpływu redukcji składki rentowej na wielkość zatrudnienia jest zdumiewające, ale ma konkretny cel. Otóż pozwala twierdzić autorom uzasadnienia, że skoro w przeszłości nie miała istotnego wpływu na rynek pracy, to także planowana podwyżka nie pogorszy sytuacji w przyszłości. Jeżeli miliardy złotych dodatkowych obciążeń dla polskich przedsiębiorców nie są znaczące, to zastanawiam się, co jest.

Obniżenie wysokości składki rentowej w 2007 r. miało wpływ na spadek bezrobocia. Podwyższając ją, rząd szuka oszczędności nie tam, gdzie trzeba

Po drugie w uzasadnieniu napisano, że liczba bezrobotnych zależy w dużo większym stopniu od wysokiej płacy minimalnej, a nie od poziomu składki rentowej. Skoro tak, to dlaczego rząd zdecydował o podniesieniu płacy minimalnej w przyszłym roku do 1500 zł, czyli aż o 8,2 proc., choć zgodnie z ustawą mogłoby się ono zwiększyć tylko o 5,5 proc.?

Po trzecie w uzasadnieniu twierdzi się, że w obecnej sytuacji gospodarczej podniesienie składki rentowej będzie mniejszym złem niż zgoda na wyższy deficyt sektora finansów publicznych. To fałszywa alternatywa. Podnoszenie podatków jest zawsze gorsze niż redukcja wydatków. A tymczasem w uzasadnieniu nawet słowem nie wspomina się o planach ograniczenia wydatków z funduszu rentowego. Przede wszystkim chodzi o renty rodzinne dla osób w wieku produkcyjnym. Blisko co czwarta osoba otrzymująca to świadczenie jest w wieku 25 – 64 lat. W ubiegłym roku renty rodzinne kosztowały podatników ponad 22 mld zł, czyli więcej niż renty z tytułu niezdolności do pracy (17 mld zł). Poza tym z funduszu rentowego wypłaca się zasiłki pogrzebowe. Choć od marca tego roku ich poziom został obniżony z 6,4 tys. zł do 4 tys. zł, to wciąż są one wyższe niż w wielu krajach UE. Przykładowo w Czechach świadczenie to wynosi ok. 750 zł, a na Słowacji ok. 320 zł. W wielu krajach UE w ogóle nie ma zasiłków pogrzebowych finansowanych z pieniędzy publicznych (np. w Niemczech, Islandii, we Włoszech). Jak najszybciej należy także dostosować system rentowy do nowego systemu emerytalnego. W przeciwnym razie osoba z przeciętnym stażem pracy (ok. 30 lat) będzie otrzymywała niższą emeryturę niż rencista, który przepracował zaledwie dekadę.

Możliwości uzyskania oszczędności jest naprawdę wiele. Trzeba tylko zacząć je wprowadzać w życie, a nie wmawiać, że podwyżka składki rentowej to mniejsze zło.