Zdefiniowana składka oznacza, że tyle dostaniesz, ile sam odłożysz. Zdefiniowane świadczenie, że państwo zapłaci ci tyle, ile uzna za stosowne. W pierwszym systemie wiek przechodzenia obywateli na emeryturę nie ma więc, zdaniem eksperta, znaczenia dla budżetu państwa.

Jeśli traktować ten argument poważnie, to znaczy, że ustawowy wiek emerytalny w ogóle mógłby zostać zniesiony. Jednak takiego postulatu nikt poważnie nie stawia. Wynika to z jednej podstawowej cechy systemu emerytalnego – jest on państwowy i wszelkie pozytywne i negatywne skutki jego funkcjonowania ponoszą nie tylko emeryci, lecz także państwo, czyli podatnicy. Wyższy wiek ustawowy daje dwie korzyści: wyższe świadczenia dla emerytów i lepszą sytuację gospodarki budżetu i podatników. Z wyliczeń resortu finansów wynika, że rok pracy dłużej to świadczenia wyższe o blisko 8 proc. Jak pokazują wyliczenia Rady Gospodarczej przy premierze, przy obecnym systemie stopa zastąpienia ma wynieść maksymalnie nieco ponad 40 procent. Jednak dla wielu kobiet będzie ona znacznie niższa i wyniesie około 20 proc. i to właśnie dla nich podniesienie wieku jest korzystne. Bo w przeciwnym razie będą one zdane na pomoc państwa, co dla pozostałych obywateli oznacza zwiększenie obciążeń podatkowych lub brak możliwości ich obniżenia. Dlatego utrzymanie obecnego ustawowego wieku emerytalnego w przypadku kobiet jest prostą drogą do zwiększenia obciążeń w przyszłości.

Jest jeszcze drugi mechanizm, który wpływa na wysokość świadczeń. Stopa zastąpienia w I filarze zależy nie tylko od płacy, lecz także od liczby osób opłacających składki. Czyli osoby pracujące dłużej pośrednio zwiększają swoją emeryturę. Tu gra rolę czynnik demograficzny. Wydłużenie czasu pracy może dotkliwość zmian demograficznych osłabić. Do 2020 roku liczba osób w obecnym wieku produkcyjnym ma spaść o 2 miliony, a do 2040 roku ma to być ubytek rzędu 4,5 mln. Już w roku 2030 zamiast czterech pracujących jak obecnie emeryta będzie utrzymywało dwóch. A to oznacza znaczne zmniejszenie potencjału polskiej gospodarki, czyli niższe emerytury, mniejsze wpływy do budżetu i mniejsze nakłady na zdrowie. Natomiast zmiany demograficzne, jakie następują w Polsce, powodują, że wydatki na opiekę zdrowotną i socjalną nad osobami starszymi będą szybko rosły. Innymi słowy, obecne dzieci będą miały w przyszłości do utrzymania piramidę dziadków, babć, wujków i cioć. Pokolenie, które wejdzie w dorosłość w przyszłej dekadzie, będzie miało do wyboru: płacić horrendalne podatki albo wyjechać. Ciekawe, co wybierze.