Główną przyczyną nadchodzącego spowolnienia w Polsce będzie wyhamowanie wzrostu gospodarczego w Niemczech oraz innych krajach strefy euro, które są najwiekszymi odbiorcami naszego eksportu. Według szacunków Miedzynarodowego Funduszu Walutowego wzrost gospodarczy za Odrą ma się obniżyć z 2,7 proc. w tym roku do 1,3 proc. w 2012 roku. Pod presją agencji ratingowych, oczekujących znaczących redukcji deficytu finansów publicznych, rządy państw zachodnich nie będą miały możliwości zwiększania wydatków publicznych na taką skalę, jaką obserwowaliśmy w okresie recesji w latach 2008 – 2009. Oznacza to przykładowo, iż w przyszłym roku niemieccy i włoscy podatnicy nie będą kupowali tak wielu nowych samochodów, z których spora część jest produkowana w Polsce.

Dobrą wiadomością jest zaś to, że spadek popytu na nasz eksport może zostać częściowo zamortyzowany przez słabego złotego, podobnie jak miało to miejsce dwa lata temu. Jeśli w przyszłym roku euro będzie kosztować tyle, ile obecnie – czyli ok. 4,4 zł, to przez pierwszą połowę 2012 roku ceny uzyskiwane z eksportu wyrażone w złotym będą o ok. 10 proc. wyższe. Pocieszającą wiadomością jest również to, że według obecnie dostępnych prognoz w przyszłym roku Niemcy czeka jedynie spowolnienie, a nie recesja.

Drugą przyczyną prognozowanego zwolnienia polskiej gospodarki będzie zła kondycja europejskich banków, które muszą zwiększyć kapitał, by pokryć straty z inwestycji w greckie obligacje. Siła wpływu restrukturyzacji długu Aten (na razie tylko ich) na stabilność systemu bankowego w Europie, a w efekcie na dynamikę kredytów dla przedsiębiorstw, jest obecnie największym czynnikiem ryzyka wszystkich prognoz. Jeżeli proces dokapitalizowania banków opóźni się lub fundusze przeznaczone na ten cel okażą się niewystarczające, skala spowolnienia gospodarczego w strefie euro i w Polsce będzie większa niż wynika z najbardziej pesymistycznych prognoz. Konieczność zwiększenia kapitałów przez europejskie instytucje finansowe ograniczy możliwości polskich banków do pozyskiwania zewnętrznego finansowania. W efekcie zmniejszeniu ulegnie dostępność kredytów dla naszych przedsiębiorstw i wyhamuje wzrost prywatnych inwestycji.

Pogorszenie sytuacji na rynku pracy najsilniej odczują osoby młode, których zatrudnienie zależy głównie od czynników popytowych. Spadek liczby pracujących w tej grupie jest zazwyczaj dwukrotnie większy niż w przypadku starszych pracowników.

Im mniejsza ochrona pracowników przed zwolnieniem, tym bezrobotni mają większe szanse na szybkie znalezienie nowej pracy

Prognozowane spowolnienie polskiej gospodarki nie powinno jednak zahamować systematycznie rosnącej stopy zatrudnienia osób w wieku przedemerytalnym. Od 2008 roku odsetek pracujących w wieku 55 – 64 lata wzrósł w Polsce o prawie 5 pkt proc. i po Niemczech była to największa poprawa w całej Unii Europejskiej. Wbrew powszechnemu przekonaniu wzrost zatrudnienia osób starszych zależy przede wszystkim od ograniczania możliwości wcześniejszego odchodzenia z rynku pracy.

W okresie spowolnienia z pewnością rozpocznie się debata o tym, co nowy rząd oraz parlament mogą zrobić, aby ograniczyć czekający nas w przyszłym roku wzrost bezrobocia. W obecnej sytuacji finansów publicznych nie możemy pozwolić sobie na zmniejszenie pozapłacowych kosztów pracy, choć warto byłoby rozważyć taką redukcję w odniesieniu np. tylko do osób dopiero wchodzących na rynek pracy. Część ich składek na ubezpieczenie społeczne mogłaby być finansowana przez pewien czas z Funduszu Pracy. Byłoby to moim zdaniem bardziej efektywnym narzędziem ograniczania bezrobocia wśród absolwentów niż finansowanie mało skutecznych staży zawodowych.

Inną reformą, która nie zwiększyłaby wydatków publicznych, byłoby uelastycznienie rozwiązywania stałych umów o pracę, aby pracodawcy nie bali się zatrudniać w tej formie nie tylko osób starszych, ale także młodych i niedoświadczonych pracowników. Im mniejsza jest ochrona pracowników przed zwolnieniem, tym bezrobotni mają większe szanse na szybkie podjęcie pracy. Kraje o niskiej ochronie zatrudnienia notują przeciętnie znacznie niższy odsetek bezrobocia długookresowego niż państwa, w których prawo pracy jest nadmiernie restrykcyjne.

Pomimo istnienia wielu niebezpieczeństw pogorszenie sytuacji na polskim rynku pracy na szczęście może wcale nie być głębokie. W ostatnich latach kraje, które wpadły w recesję z powodu załamania popytu na eksport lub przejściowego ograniczenia w dostępie do kredytów, szybko wróciły na ścieżkę wzrostu. Oby tak było tym razem także w Polsce.