Miało być łatwo, szybko i prosto, ale wyjdzie jak zawsze. Jeden z sztandarowych pomysłów rządu – dopłacanie do legalnego zatrudniania niań, aby jak najwięcej z nich przestało pracować w szarej strefie – może okazać się owszem pomocą, ale tylko gdy niania trafi na wytrwałych rodziców. Takich, których nie przestraszy sam wygląd i liczba druków do wypełnienia oraz konieczność samodzielnego obliczenia składek. Jeżeli w konkurencji sportowej polegającej na wypełnianiu druków ZUS problemy mają zawodowcy – przedsiębiorcy, to jak sobie w niej poradzą amatorzy – rodzice?

ZUS wprawdzie obiecuje, że może za rodzica rozliczyć składki i wypełnić dokumenty. I dobrze, że pomyślano o takim rozwiązaniu. Jednak w praktyce oznacza to, że rodzic będzie musiał udać się do oddziału zakładu. Prawdopodobnie w tym celu będzie musiał wziąć urlop w pracy, odczekać swoje w kolejce. Jeżeli okaże się, że nie ma wszystkich potrzebnych danych, będzie musiał przyjść jeszcze raz.

Niejeden rodzic zniechęci się więc czekającą go biurokratyczną drogą i będzie wolał zachować obecne status quo. Największymi przegranymi tej sytuacji będą więc nianie. Dalej nie będą miały ubezpieczenia zdrowotnego, opłacanych składek na przyszłą emeryturę ani prawa do odszkodowania, gdy będą miały wypadek w pracy.