Jeszcze dziewięć lat temu bezrobocie wśród osób młodych było prawie dwukrotnie wyższe niż obecnie. Do szybkiego wzrostu ich zatrudnienia przyczyniły się m.in. terminowe kontrakty, które dziś nazywa się śmieciowymi.

Tuż przed wyborami politycy zawsze znajdą przyczyny, dla których nie udało im się osiągnąć celów. W oczach wyborców mają one urosnąć do rangi przeciwnika, z którym trzeba walczyć. I tak oto dla młodego elektoratu największym problem stało się zatrudnienie na kontraktach terminowych. Z danych przedstawianych w raporcie „Młodzi 2011” wynika, że nawet 60 proc. młodych Polaków pracuje na umowach czasowych. Zdaniem autorów analizy powoduje to, że osoby młode nie mają stabilnej pracy, nie mogą się ubiegać o kredyt, później rozpoczynają samodzielne życie, a tym samym później zakładają rodziny. I mają mniejsze szanse na zrobienie kariery w porównaniu z rówieśnikami pracującymi na stałe.

W ferworze przedwyborczej kampanii zapomniano jednak, że to umowy śmieciowe przyczyniły się do ograniczenia znacznie większego zagrożenia dla młodych osób, jakim jest bezrobocie.

Jeszcze w II kwartale 2002 r. bez pracy pozostawało 43,5 proc. osób w wieku 15 – 24 lata i 21,2 proc. w wieku od 25 – 34 lat. Dziewięć lat później stopa bezrobocia spadła do odpowiednio 24,6 proc. i 10 proc. W tym samym czasie łączna liczba zatrudnionych na podstawie umów na czas określony wzrosła z 1,54 mln do 3,38 mln osób (czyli aż o 119 proc.). Nie stało się to kosztem stałego zatrudnienia, które także wzrosło (z 8,38 mln do 9,12 mln osób, czyli o 9 proc.).

Dane te wskazują, że wprowadzanie ograniczeń możliwości zawierania terminowych umów mogłoby przynieść niechciany skutek w postaci wzrostu bezrobocia. Zatem może warto pomyśleć, jak zachęcić firmy do zatrudniania młodych na stałe, zamiast zmuszać je do tego. Takim impulsem mogłoby być obniżenie kosztów pracy, np. przez zmniejszenie obciążeń składkowych w pierwszym roku pracy na czas nieokreślony. Pora też rozpocząć debatę o tym, czy prawo pracy powinno sztywno ograniczać możliwość wypowiadania umów o pracę (co gwarantuje osobom już zatrudnionym stabilną pracę, ale zniechęca firmy do przyjmowania kolejnych), czy też ją ułatwiać (co oznaczałoby mniejszą pewność pracy w danej firmie, ale większe szanse na znalezienie kolejnej po zwolnieniu).

Na decyzje rządzących w tej sprawie czekają tysiące młodych, dla których tymczasowa praca jest jedyną alternatywą wobec bezrobocia. I nie chcą być gorzej traktowani tylko dlatego, że pracują na czas określony.