Nie zdążyliśmy jeszcze ochłonąć po niedawnych zmianach w systemie emerytalnym, a temat znowu stał się aktualny. Krach na giełdach i zagrożenie poważnym spowolnieniem gospodarczym stały się pretekstem dla minister pracy Jolanty Fedak, by znów mówić o całkowitej likwidacji składek do OFE. We wczorajszym wywiadzie dla „DGP” pyta ona, czy stać nas na ryzykowanie oszczędności emerytalnych na giełdach, gdy spekulacja szaleje. I od razu odpowiada, że lepiej byłoby te 200 mld zł zainwestować w rozwój kraju, wtedy emerytury byłyby i pewniejsze, i wyższe. Na co wydać pieniądze? Na przykład na infrastrukturę.

Tak szybkie kwestionowanie systemu emerytalnego, który dopiero co został poprawiony przez znaczne ograniczenie transferów do OFE, musi niepokoić. Znów naruszono by stabilność, której system potrzebuje. Przecież rząd niedawno przekonywał, że właśnie stworzył idealną równowagę między OFE a ZUS, która zmniejszy obciążenie budżetu państwa. Czy sytuacja gospodarcza w kilka miesięcy aż tak się pogorszyła? A może w rządzie zaczyna wygrywać idea pójścia na łatwiznę zamiast szukania miejsc, gdzie można ciąć wydatki?

Żeby było śmieszniej, kilka dni temu rząd zapowiedział, że we wrześniu sięgnie po 4 mld zł do Funduszu Rezerwy Demograficznej, by móc na bieżąco wypłacać świadczenia. Oznacza to, że przewidziana w budżecie dotacja w wysokości 37 mld zł jest już niewystarczająca. Podobnie jak w ubiegłym roku, gdy wydano 7,5 mld zł ze środków odkładanych na czarną godzinę.

Argumentacja zwolenników ograniczania czy nawet likwidacji OFE jest znana. Nie ma sensu mieć jednocześnie pieniędzy na lokacie (w OFE) i drogo pożyczać, a niestety nasz kraj musi zadłużać się coraz bardziej. W końcu im mniejsza emisja długu, tym jesteśmy bezpieczniejsi. Na pierwszy rzut oka trudno takiemu rozumowaniu odmówić logiki. Zgodnie z nim powinniśmy jednak szybko sprzedać także inne lokaty, np. Lasy Państwowe, które od dawna są oczkiem w głowie PSL. Jaki bowiem jest sens pożyczać, skoro mamy takie cenne aktywa? A emerytury są przecież ważniejsze niż lasy.

Straszenie kryzysem i mówienie o zagrożeniu pieniędzy emerytów jest demagogią. OFE inwestują na dziesiątki, a nie na kilka lat, podczas których trafił się kryzys. Wystarczy spojrzeć na wykresy z cyklami koniunktury. Pieniądze w OFE za 10 czy 15 lat z pewnością zostaną pomnożone i zapewne lepiej im będzie na giełdzie niż w orbicie mgławicowych pomysłów pani minister.