Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w ostatniej kadencji zajmowało się wszystkim, tylko nie prawem pracy. Podobnie Sejm – przyjął wiele pożytecznych ustaw, jednak nie uchwalił żadnej gruntownej zmiany kodeksu pracy, która likwidowałaby bariery dla pracodawców. A nieracjonalne przepisy o zatrudnieniu to obok przepychanek z ZUS-em i urzędem skarbowym największa zmora firm. Pracodawcy nadal muszą płacić pracownikom za nadgodziny, jeśli np. przyjdą do pracy na zwykłe osiem godzin, ale wcześniej niż zazwyczaj. Nadal nie mogą zapłacić dodatku za pracę w sobotę, choć mogą za pracę w niedzielę. I muszą przywrócić do pracy choćby najgorszego pracownika, jeśli tylko sąd im tak każe.

Co więcej, przez cztery lata nie obyło się bez legislacyjnych wpadek, które bariery dla firm piętrzyły. Przez prawie rok każdy pracodawca był zobowiązany do zatrudniania inspektora ochrony przeciwpożarowej, nawet jeśli miał jednego pracownika. A nowelizacja w sprawie podwyższania kwalifikacji zawodowych zniechęca firmy do kierowania pracowników na szkolenia.

Skutki takich zaniedbań stają się coraz bardziej widoczne. Według danych Państwowej Inspekcji Pracy firmy coraz częściej obchodzą sztywne przepisy o czasie pracy np. poprzez zatrudnienie tych samych pracowników na weekend na drugim etacie. W pierwszej połowie tego roku aż o 26 proc. spadła liczba ofert zatrudnienia kierowanych przez firmy do urzędów pracy. A jednocześnie, jak udało ustalić się „DGP”, około 1,4 mln Polaków pracuje obecnie w szarej strefie. Niezmieniane i sztywne przepisy kodeksu pracy nie są na pewno jedynym tego powodem, ale pogarszają sytuację firm, osób szukających zatrudnienia i samych pracowników.

O tym jak bardzo marginalizowane są przepisy prawa pracy, najlepiej świadczy sposób, w jaki potraktowano projekt nowego kodeksu pracy, nad którym Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy pracowała kilka dobrych lat. Każdy może wejść na stronę internetową resortu pracy, poczytać zbiorowy i indywidualny kodeks (taki podział wydaje się racjonalny), ale – broń Boże – nie traktować go jako gotowy projekt. Bo dla rządzących ten dokument to najwyżej ciekawostka.