Senat pracuje nad nowelizacją kodeksu pracy, która rozszerzy ochronę przed zwolnieniem przysługującą działaczom związkowym. W ubiegłym roku natomiast w życie weszły przepisy, które chronią mężczyzn korzystających z urlopu ojcowskiego i rodziców, którzy zmniejszą swój etat. I tak powoli, ale systematycznie rozrasta się grupa pracowników nie do ruszenia. Wątpliwe jednak, czy takie decyzje polepszają sytuację słabszego pracownika wobec silniejszego pracodawcy. Bo najbardziej tracą na nich te osoby, które z różnych względów – wieku czy planów macierzyńskich – są w najtrudniejszej sytuacji na rynku pracy. A więc te, które ochrony najbardziej potrzebują.

Firma nie może wypowiadać umów pracownikom na cztery lata przed osiągnięciem przez nich wieku emerytalnego. Perspektywa obowiązkowego zatrudniania kogoś przez cztery lata (bez względu na zmieniającą się wciąż kondycję firmy) skutecznie odstrasza pracodawców od przyjmowania osób w wieku 50+. Jednocześnie zachęca do zwalniania kobiet i mężczyzn, zanim skończą odpowiednio 56 i 61 lat. I tak nakręca się spirala bezrobocia wśród osób starszych. Polska ma najniższy w UE wskaźnik ich zatrudnienia. W wieku 55 – 64 lata pracuje zaledwie co trzecia osoba.

Pracodawca nie może też zwolnić reprezentanta związków zawodowych bez zgody jego organizacji. Nawet jeśli jest to zły pracownik i można to udowodnić przed sądem. Ale to właśnie tak szeroka ochrona wywołuje dla związków negatywne skutki. Polscy przedsiębiorcy robią bowiem, co mogą, nawet balansując na granicy prawa, by zapobiec powstaniu związków w swoich firmach. I są skuteczni. Z danych Eurostatu wynika, że uzwiązkowienie w Polsce wynosi zaledwie 16 proc. i należy do najniższych w Europie. W Wielkiej Brytanii jest to 28 proc., w Szwecji 78 proc. Działacze są nie do ruszenia, ale tracą na tym zwykli pracownicy, bo w firmach, gdzie działa reprezentacja pracowników, zwykle lepiej przestrzegane są ich prawa.

Rozszerzona ochrona przed zwolnieniem dyskryminuje bezrobotnych. Zanim właściciel firmy zdecyduje się na zatrudnieniu takiej osoby, dziesięć razy się zastanowi: a czy nie zajdzie w ciążę, a czy nie za bardzo wiekowy, a czy nie będzie związków zakładał. A nawet jeśli zdecyduje się przyjąć kogoś, to raczej nie na stałe.

Wyobraźmy sobie, że pracy szuka 22-letnia dziewczyna z małego miasteczka, która chce pracować w handlu. Ma nikłe szanse na stałą umowę, która gwarantowałaby jej lepszą ochronę przed zwolnieniem. Pracodawca zatrudni ją raczej na czas określony, na zlecenie, na czarno. Potwierdzają to liczby. Polska ma najwyższy odsetek umów na czas określony wśród wszystkich państw UE (26 proc.). Bo polscy pracodawcy już to wiedzą – lepiej zawczasu chronić się przed nadmierną ochroną.