Minister Hall próbuje znieść Kartę nauczyciela. Nie pierwszy to (i nie ostatni?) minister edukacji narodowej, która ma taki zamiar. Hall jednak pierwsza zastosowała manewr oskrzydlający – to nie ministerstwo, ale samorządy będą stroną w sporze ze związkami zawodowymi. Ministerstwo tylko poprze projekt samorządów, dziwnym trafem niezwykle zgodny z założeniami rządowymi.

Pal sześć spór o Kartę nauczyciela. Argumenty za jej utrzymaniem i przeciw temu padają od tak wielu lat, że chyba każdy zdążył sobie wyrobić opinię na ten temat. Niezmienne też jest podejście zawiązków zawodowych i wielu nauczycieli: karta to konkret, możliwe korzyści płynące z uelastycznienia nauczycielskiego rynku pracy to mrzonka.

Istotną nowością jest zdobycie przez ministerstwo potężnego sojusznika. Samorząd w Polsce jest organem prowadzącym dla ogromnej większości szkół. Innymi słowy: odpowiada za finanse szkoły, ma wpływ na zatrudnianie dyrektora, a pośrednio całej kadry. Utrzymuje boisko, wypłaca (albo nie) premie, opłaca (albo nie) dodatkowe szkolne atrakcje. Szkoła publiczna w Polsce nie ma, niestety, tradycyjnie rozumianego właściciela. Gdyby jednak wskazywać na podmiot najbliższy właścicielowi, byłby to właśnie samorząd. Nie MEN, nie kuratorium. Do tej pory samorządy nie miały ze strony ministerstwa jasnego sygnału, że ich postawa zdecyduje o kontraktach zawieranych z nauczycielami. W głowach pracowników oświaty wciąż tkwi przekonanie, że są pracownikami państwa. Zasadniczą część ich pracy regulują – a lepiej powiedzieć: starają się regulować – kuratoria oświaty. Sama Karta nauczyciela natomiast wynika z porozumień zawartych z państwem polskim reprezentowanym przez MEN. Samorządowcy najczęściej traktowani są jak dobrzy wujkowie, którzy uchwalają a to jakiś dodatek, a to jakieś „jajeczkowe”... Teraz Katarzyna Hall liczy na to, że dobrzy wujkowie pokażą nauczycielom ich miejsce.

Nowa polityka oddawania przez MEN pola samorządom wiedzie i ku dobremu, i ku niedobremu. Dobremu, bo rozsądniejsze jest zarządzanie szkołami przez tych, którzy są bliżej. Złemu, bo szkoła nawet znakomicie zarządzana wcale nie musi być szkołą dobrą. Podobnie jest z rodziną, dobre zarządzanie jest mile widziane, ale samo w sobie szczęścia nie daje. Byłoby dobrze, aby w szkole – w każdej szkole – pojawił się gospodarz. Najlepiej kiedy tym gospodarzem staje się grono podstawowych nauczycieli widzących w samorządzie partnera finansowego, w rodzicach partnera strukturalnego, a w kuratorium odległego krewniaka z rodziny naczelnych. Zniesienie Karty nauczyciela ułatwiłoby regulowanie warunków pracy i płacy nauczycielskiej przez organ prowadzący. Urzędnik samorządowy jest jednak niewiele lepszym kandydatem do roli gospodarza niż urzędnik kuratorium.