Najbardziej jednak tajemnicza jest sprawa emerytów. Warto co najmniej o dwa lata przesunąć wiek emerytalny, pod warunkiem że nie dokona się niekonstytucyjnego pozbawienia emerytów obecnych ich świadczeń, jeśli nadal pracują (prawa nabyte). Dlaczego? Otóż nie chodzi wcale o to, żeby emeryci nie brali emerytur, bo skoro osiągnęli odpowiedni wiek i przez przeciętnie czterdzieści lat składali się na emeryturę, to mają do niej prawo. Chodzi o coś zupełnie innego. Przede wszystkim o pieniądze, czyli o to, żeby emeryci produkowali, a wobec tego zwiększali dochód narodowy, płacili większe podatki, wreszcie mieli co robić, a przez to zwiększali ogólny poziom zadowolenia społeczeństwa.

Nie jest przecież tak, że wszyscy emeryci tylko czekają na porzucenie pracy, by potem opływając w bogactwa, jeździć za granicę i zażywać innych rozkoszy. W Grecji, gdzie doszło do kompletnego zbeszczelnienia systemu, emeryci protestują, bo pracowali często do ukończenia pięćdziesięciu lat, we Francji protestowali, bo źle im całą propozycję przedłożono i nie słuchano ich argumentów. Ale w Danii czy Holandii zdołano emerytom i całemu społeczeństwu wyjaśnić, że ta idea jest całkowicie sensowna, o ile nie będzie przymusowa. Kiedyś (za komunizmu, ale i potem) panowała zasada, że na emeryturze można dorobić tylko określoną kwotę. To było idiotyczne, ale równie idiotyczne jest stawianie emeryta przed wyborem: albo praca, albo emerytura. Tu prezydent najpierw miał bronić pracujących emerytów, a teraz słychać, że już zmienił zdanie i ich porzucił. Jeżeli takie działania władz mają polepszyć sytuację i stopniowo doprowadzić do przedłużenia wieku emerytalnego, to winszuję logiki.

Pada argument, że przedłużenie wieku emerytalnego jest niesprawiedliwe, bo człowiek zasłużył sobie na odpoczynek. Ale zdajmy sobie też sprawę z tego, o ile w ciągu ostatnich dwóch dekad przedłużyła się przeciętna długość ludzkiego życia. Czy emeryci mają spędzać dwadzieścia, trzydzieści lat w domu na nicnierobieniu? Padają też argumenty, że emeryci zabierają miejsca młodym ludziom. To także nonsens, bo młodzi ludzie (a co najmniej ci porządnie wykształceni) z reguły zajmują się czym innym niż emeryci i taki podział pracy jest w społeczeństwie całkowicie zdrowy. Można zacząć od tego, że nie ma przymusu i kto chce, może sobie przedłużyć wiek emerytalny, pod warunkiem – podkreślam – że wypracowaną emeryturę będzie otrzymywał. Byłaby to próba, po której okazałoby się, jak wielu ludzi w wieku emerytalnym chce dalej pracować albo ze względów finansowych musi dalej pracować. I można by sprawdzić, czy cała koncepcja się udaje.

Jednak wróćmy do początku i oczekujmy stanowczo od rządu, żeby nam dokładnie opowiadał, co i po co robi z naszymi pieniędzmi bądź świadczeniami. Takie pomysły jak przesuwanie składek zdrowotnych do podatku lub odwrotnie budzą tylko zupełnie zbędną podejrzliwość. I pilnujmy konstytucji. Prawa nabyte to prawa nabyte, nie można ich naruszać. Wreszcie wytłumaczmy rozumnemu polskiemu społeczeństwu, że przesunięcie wieku emerytalnego wszystkim i na wiele sposobów wyjdzie na korzyść, a osiągniemy wielki sukces gospodarczy lub – co najmniej – unikniemy gospodarczego załamania.