Nie można już wprost powiedzieć, kogo szukamy. Więcej, za tak sformułowaną w gazecie ofertę pracy można zostać surowo ukaranym. Państwa nie obchodzi, że przedsiębiorca kładzie na ladzie własne pieniądze, że zna się na swoim biznesie. Nie pozwoli mu zatrudniać, kogo chce. W imię wynaturzonej równości płci, karykaturalnej poprawności politycznej karze mu tworzyć pozory równego dostępu do etatu, który sam stworzył.

Friedrich Hayek w swojej klasycznej książce „Droga do zniewolenia” dowodzi, że socjalizm w każdej formie prowadzi w końcu do totalitaryzmu. Państwo małymi kroczkami mówi nam, co myśleć i robić, jak się zachowywać, co jest dla nas najlepsze. I tak powstają orwellowskie ministerstwa Prawdy (zajmujące się fałszowaniem rzeczywistości) czy Miłości (odpowiadające za egzekucje).

Powinniśmy być na to szczególnie wrażliwi. I to nie tylko dlatego, że doświadczyliśmy już socjalistycznych eksperymentów. Także z tego powodu, że takie bzdurne przepisy przynoszą szkodę. Tracą pracodawcy i osoby decydujące się na prowadzenie firmy, które już teraz muszą pokonywać prawdziwy tor przeszkód. A jeśli im jest gorzej, to na pewno lepiej nie wiedzie się też pracownikom.